* * *

Podziel się:
0Shares
Ewa Braun wraca do mnie co jakiś czas. Nigdy nie zapomniałem o tej kapeli, nigdy też nie marudziłem, gdy z płyty na płytę ich dźwięki łagodniały, gdy ich muzyka stawała się coraz bardziej efemeryczna. Odseparowanie warstwy muzycznej od ich tekstów, to jak patroszenie kogoś na żywca… Dlatego nigdy nie próbowałem wybrzydzać, bo Ewa Braun, jak żadna inna kapela tego nurtu, potrafiła opowiedzieć historię poprzez genetyczną niemal integralność tekstu i muzyki. W tej roli być może dorównuje im czeski Lvmen.
Dziś mam noc pełną tych historii, muzycznych mini-nowel Ewy Braun. Z jakąś dziwną premedytacją próbuję się wyciszyć, chociaż samo użycie słowa “wyciszenie” wprawia mnie w zakłopotanie. Rozjeb w głowie nie zmniejsza się nawet na chwilę, ale gwoźdźie kłują jakby z większą subtelnością. Innymi słowy pojawia się coś w tak oczywisty sposób nietrwałego jak narkoza, jak miejscowe znieczulenie kawałków łba…

 

0 thoughts on “* * *

  1. eva says:

    Próba wyciszenia rozjebu w głowie rzeczywiście brzmi kuriozalnie ;DPodobno wiosna czai się za rogiem. trzymaj się, łobuzie :)Całusy!!!!

  2. lukaso_dasein says:

    Większość rzeczy pojawiających się w moim życiu brzmi i wygląda kuriozalnie, moja droga :DMam kłopot z tą pieprzoną wiosną, bo nie wiem, czy się cieszyć, czy nie ;)Ściskam! Się odezwij czasem, he? :P

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

TelegramTelegramBlogger