Vaping

Podziel się:
0Shares

Wciąż chmurzę, niemal na tym samym sprzęcie, bez ulegania pojebanej modzie kupowania boxów o jeszcze większej mocy, czy atomizerów RDTA na cztery grzałki. Pozostaję wierny przekonaniu, że przerzuciłem się na wapowanie aby maksymalnie ograniczyć palenie papierosów analogowych, przy jednoczesnym czerpaniu przyjemności z “palenia” – nie zamierzam rzucać nikotyny, a pozbycie się przy chmurzeniu blisko 4000 szkodliwych substancji obecnych w fajkach tylko wzmaga ową przyjemność z chmurzenia…

v4

Wyleczyłem się na dobre z atomizerów z fabrycznymi grzałkami. Kręcę grzałki sam, zwyczajowo na drucie Kanthal 0.3mm/0.4mm. Ulubione oporności, przy których chmurzy mi się bajkowo, to zakres 0.6Ω – 1.0Ω (moc 13W – 25W). Czasami kręcę grzałki o niższej oporności, szczególnie gdy wapuję na eliquidach owocowych z zawartością nikotyny 3mg. Na codzień jednak korzystam z bazy 6mg nikotyny ; jest progres – zaczynałem bowiem od 18mg!

Chmurzę z Kboxa Mini (50W) od Kangertecha (fota powyżej) i atomizera Toptank Mini. Baza RBA w tym atomizerze jest nie do zdarcia i sprawuje się dokładnie tak jak ma się sprawować – perfekcyjnie w swojej klasie.

Nieco nowszym nabytkiem jest u mnie Eleaf iStick 100W (fota poniżej) i atomizer Kayfun v5 (klon). Zdecyowałem się na iSticka 100W głównie ze wzgledu na rzadkie ładowanie i dlugie wapowanie. Generalnie chmurzę metodą from mouth to lung (wam też to sfrmułowanie kojarzy się z ass to mouth, czy tylko ja jestem taki pojebany? :D), czyli jak tradycyjne fajki. Kayfun nadaje się do tego znakomicie! Jest pancernym atomizerem (zwłaszcza gdy zamiast szkła z pyrexu korzysta się z tulejki ze stali nierdzewnej), któremu niestraszne są upadki i inne wstrząsy.

v3

Klon Kayfuna v5, który posiadam jest wykonany perfekcyjnie, bez żadnych zauważalnych różnic w porównaniu z oryginałem. Jedynym mankamentem tego atomizera są niefortunnie wykonane otwory wlotów powietrza; są one wyprofilowane ku dołowi, w stronę moda, do którego wkręcony jest atomizer. W efekcie, w trakcie wapowania, skraplająca się para wodna wraz z resztkami eliquidu osiada na ściankach moda. Zdarzają się czasami małe wycieki, gdy zbytnio otworzymy wlot eliquidu na grzałkę albo gdy do grzałki włożymy zbyt mało bawełny.
Niemniej jednak Kayfun v5 zajebiście oddaje smak eliquidu, szczególnie te moje ulubione smaki, a więc wszelkie wariacje czekoladowe, tytoniowe i kawowe.

v2

Fantasmagorie [1]

Podziel się:
0Shares

Podobno był na przesłuchaniu.
Nie było wcześniej mowy o żadnym wezwaniu, listach poleconych – po prostu wszedł do przegrzanego budynku milicji (zima była wyjątkowo sroga tego roku) i czekał w kolejce pośród innych mniej lub bardziej przerażonych, zmęczonych i znudzonych… Podobno poćwiartował zwłoki, chociaż w trakcie przesłuchania oficer słowem nie wspomniał o tak makabrycznych rzeczach. On wiedział, że poćwiartował, chociaż nie dopuszczał tej myśli do siebie, brzydząc się wręcz gdy tylko coś podsuwało mu ową myśl. Oficer zapewnił z cwaniackim uśmiechem przyklejonym do nie ogolonej mordy, że oni-i-tak-wszystko-wiedzą…

Podobno część zwłok ukrył w foliowych workach w wersalce i w pawlaczu. Nie wiadomo, czy nie mógł spokojnie zasnąć w pustym niemal mieszkaniu; umeblowanie stanowiły przedmioty otrzymane od znajomych i kupione za ostatnie grosze przez matkę. Za ostatnie centy, rzec by można, albowiem na nędzny żywot swojej rodziny matka wydawała ostatnie dolary zarobione w Ameryce.

Być może nawet mógł spokojnie zasnąć w tej dwupokojowej betonowej klitce z kuchnią-kiszką. Podobno miewał problemy gastryczne (Jakże często myślał: nie zrobię sobie dziecka, żeby nie przekazywać tych brudnych genów dalej – dosyć już nocnego rzygania, krwi z odbytu i zgagi wypalającej dziury we flakach!), które wzmogły się tuż po przesłuchaniu.
Słuchał nocami Dwójki w radio i leżąc na wersalce gapił się w okno bez firan. Latarnie odbijały się w brudnych szybach. Wtedy to analizował precyzyjnie ostatnie dni. Podobno robił to na tyle szczegółowo, że przypomniał sobie nawet o nie zakręconej tubce kremu do golenia leżącej po lewej stronie zlewu i o ubraniach, które moczyły się trzeci dzień w wannie (pralki nigdy nie posiadał).
Przyszedł jednak dzień, że musiał wynająć mieszkanie, opuścić je. Podobno stwierdził, że tak będzie najlepiej.

Pośpiesznie pakował kilka swoich osobistych rzeczy w kawowy neseser z ciemnobrązowymi przeszyciami. Resztę postanowił upchać w reklamówki, a większe rzeczy z pawlacza i wersalki postanowił wyrzucić na śmietnik.
Znalazł w wersalce zwinięty chodnik, zakurzoną sztuczną choinkę przewiązaną białą sznurówką, jakieś stare buty i worek foliowy z dziwnie miekką substancją w środku. Nie przypominał sobie, by kiedykolwiek coś takiego wkładał do wnętrza wersalki.

Nie zdążył opróżnić pawlacza, gdy przyszła kobieta, z którą telefonicznie dogadał się co do wynajmu mieszkania. Gdy wyjmował kolejne graty, stojąc na palcach, na czoło kobiety zaczęła kapać jakaś ciecz…
On przeskakiwał już po trzy schody z czwartego piętra, gdy kobieta z obrzydzeniem ścierała rękawem zimowej kurtki lepką, cuchnącą maź.

Podobno ojciec pomagał mu w zakopywaniu worków w lesie. Przypomniał sobie o tym, gdy zdyszany przewrócił się w brzozowym zagajniku i zarył twarzą w świeży śnieg i ściółkę. Ojciec jednak zaprzeczył, spokojnie acz zdecydowanie oznajmił, że taka sytuacja w ogóle nie miała miejsca. Zaprzeczył? Kiedy? Przecież nie widział się z ojcem bardzo, bardzo długo…

*  * *

Dzisiaj znowu ktoś go obudził. Kiedy jednak otworzył oczy, nikogo nie było w pobliżu. Jakiś czeski big band grał wesoły utwór. Big band? Rozejrzał się wokół i nigdzie nie dostrzegł radia. Położył głowę z powrotem na poduszce i pomyślał, że mógłby kogoś zabić, po czym poćwiartować zwłoki i udawać, że takie zdarzenie nigdy nie miało miejsca. Udawać, zwodzić siebie i innych. Dlaczego tak pomyślał? Podobno ludzie myślą czasami o rzeczach, przed którymi się wzbraniają i czują wstręt gdy owe rzeczy pojawiają się na horyzoncie zdarzeń.
Ale o jakim horyzoncie zdarzeń możemy mówić w sytuacji, gdy wszystko dookoła wydaje się nie do końca normalne?
Zacisnął mocno powieki  i zaczął myśleć o wygranej w toto-lotka. Podobno prawdopodobieństwo wygranej jest bardzo, ale to bardzo znikome.