Agnosy | Reido

Podziel się:
0Shares

Dziś dwa miłe dla [d]ucha wyjeby – nic przesadnie nowego, ale jak najbardziej warte posłuchania!

Agnosy – Past the point of no return

agnosy

Rewelacyjna płyta!!! Można było jednak być pewnym, że Agnosy nie zawiedzie, albowiem w składzie tej kapeli grają ludzie z Health Hazard, czy Doom, zatem wszelkie rekomendacje dla lubiących crustowe wymioty, są zbędne.

Ciężki, mocarny metal/crust walec ze świetnymi gitarami i punkowym brudem! Doskonale zagrany kawałek brytyjskiego hałasu po linii Amebix, Extinction of Mankind. Nie warto jednak brnąć w porównania, bo Agnosy samo w sobie jest mega-dobrym kawałem crusta – “polecam!”, to za mało powiedziane!

Reido – -11

reido

Reido, to skład z Białorusi, który wgniata w ziemię świetną płytą: -11. Ciężki, monumentalny sludge, w którym nie brakuje nic z mocy tego depresyjnego gatunku muzy. Na pierwszy rzut ucha Reido kojarzy się z mixem starego Godflesh’a i Counterblast… ale to tylko pozory.  -11, to oryginalna (jak dla mnie) i przemyślana płyta, w której nie ma krzty nadziei, której dźwięki wysysają ostatnie krople energii. Potężny wokal dopełnia dzieła. Osiem kawałków sludge’owej miazgi – obowiązkowe dla wszystkich entuzjastów takiego grania!

She Past Away – “Belirdi Gece”

Podziel się:
0Shares

0001612485_500(1)

Przyznaję, że nigdy przesadnie nie siedziałem w takich klimatach, aczkolwiek zdarza mi się czasami słuchać podobnych dźwięków… She Past Away, to naprawdę świetny darkwave z Turcji! Katuję tą płytę już kolejny dzień i wciąż mi mało. Świetnie zagrany melancholijny i zimny kawałek muzy; skojarzenia z Joy Division, Siekierą (tą z czasów Nowej Aleksandrii) i podobnymi bandami z lat 80-tych, nasuwają się natychmiast, od pierwszego kawałka.

Koniecznie zapoznajcie się z muzyką tej kapeli! Zakochacie się!

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=Zwi4BHMnJvg]

Ostatni “Przekrój”…

Podziel się:
0Shares

6fed32f2114846b09d1fd2f802a304e9,641,0,0,0

Od wieeelu tygodni nie kupowałem Przekroju… Zapominałem, nie miałem kasy, kupowałem drogie kwartalniki i miesięczniki (te pierwsze o literaturze, podróżach i kulturze; te drugie: Linux, historia, rowery…) – powodów było kilka… Oczywiście wiem, kto był/jest właścicielem Przekroju, znam jego historię, wiem dlaczego ten numer, to ostatni numer.

Nie zdziwił mnie burdel wokół tego tygodnika. Rozczarowywał mnie jego poziom od baaaardzo długiego czasu. Naprawdę długiego.

Moja pierwsza styczność z Przekrojem, to wczesne lata 80-te. Miałem 6-7 lat, gdy przychodząc z rodzicami do wujka, natykałem się na półkę z setkami archiwalnych numerów. Przekrój był unikatowy dla takiego dzieciaka, jak ja. Był kolorowy (dopiero później poznałem Świat Młodych…), zawierał coś kompletnie różnego od Trybuny Robotniczej, Veto, czy Polityki (wtedy jeszcze wydawanej w klasycznym monochromie i w innym formacie, niż dzisiaj). Jednocześnie Przekrój nie był Kobietą i Życie, czy Przyjaciółką (chyba tylko te tygodniki pamiętam jako media z kolorowymi wkładkami).

Brałem na kolana kiladziesiąt numerów, odwracałem je ostatnią stroną do frontu i przeglądałem wszystkie “filutki”… Zawsze. Dopiero potem przychodziła kolej na całą resztę. Dla takiego gówniarza, Przekrój był wyjątkowy. Inny, niż całe to socjalistyczne, nudne ścierwo.

Wróciłem do Przekroju w czasach, gdy naczelnymi byli Najsztub i Ziomecki. Wtedy najczęściej kupowałem go regularnie. Czytałem wtedy również Politykę, ale postępująca michnikowszczyzna redaktorów/-ek, przyprawiała mnie o odruch wymiotny (do dziś nie znoszę zblazowanej Paradowskiej, nijakiego Passenta, quasi-socjalnego Żakowskiego i całej tej bandy bezbarwnych “dziennikarzy”, którzy stali się wyznacznikiem “rzetelnego dziennikarstwa”; towarzysz Michnik zgwałcił jednak mózgi dziesiątkom pismaków [choć przypuszczam, że był to dziennikarski gangbang, gdzie wszyscy byli usatysfakcjonowani…], których opinie do dziś są miarodajne – zupełnie nie wiadomo DLACZEGO…) .

Przekrój był zawsze inny. Niejako poza nurtem aktualnych spraw polityczych, bliższy szeroko (bardzo szerko!) pojętej kulturze, a jednak redaktorzy zawsze potrafili ująć społeczno-polityczne akcje w ciekawy sposób. Tygodnik za czasów “drugiej kadencji” Kurkiewicza czasem mi się podobał, a czasami mnie wkurwiał. Może dlatego, iż swojego czasu znajomi z Warszawy – znający kulisy – oświecili mnie, jak “bardzo lewicowy” i – przede wszystkim! – jak “bardzo feministyczny” jest Kurkiewicz. Żenada…

Ziomecka i Prokop, to -personalnie – jakaś porażka na stołkach naczelnych. Mam wrażenie, że Ziomecka, to dziewczynka z dobrego domu, pudrująca się na hipsterkę i wyluzowaną znawczynię “spraw ważnych”. A Prokop? Jeb, nie mam zdania – bezbarwność tej persony jako naczelnego TAKIEGO tygodnika sprawia, że usilnie pragnę go JEDYNIE na miejscu gospodarza śniadań w jednej z najbardziej wiejsko-komercyjnych stacji telewizyjnych. Muszę jednak powiedzieć, że za czasów tego duetu Przekrój zawierał sporo fajnych materiałów. Naprawdę.

Czy będę tęsknił? Nie. Przekrój, to – mimo wszystko – nie moja nisza/bajka/fascynacja. Szkoda tego tytułu, jako pewnego “symbolu” – od 1945 roku. Od zawsze tygodnik ten był moją lekturą w pociągach, autobusach, akademikach i… w moim kiblu. Za rurami doprowadzającymi ciepłą wodę na wyższe kondygnacje mojego bloku (w ubikacji), mam zatknięte całe dziesiątki Przekrojów i innych pism.

Cóż… R.I.P. – bez łez, z jakąś nutką sentymentu…

Ogio Primitivo

Podziel się:
0Shares

2013-09-29 06.38.06

Mam słabość do tego wina, chociaż wiem, że to najniższa włoska półka wytrawnych smaków… Żadnej rewelacji i zero czarno-porzeczkowej nuty (obecnej na etykiecie, ale w smaku nie uświadczysz…). Cierpkie i leżące na języku mega-długo. Dlaczego je lubię? Za piękny kolor i ciężkość. Za nic więcej. Wino ewidentnie do upicia się…