Christopher Negus – “Linux. Biblia. Edycja 2007”. Tomisko dla początkujących (i nie tylko).

Będąc pewnego dnia w jednym z antykwariatów w Gdyni, natknąłem się na potężne tomisko, którego tytuł od razu zwrócił moją uwagę. Linux. Biblia. Edycja 2007. Przejrzałem tą 968-stronicową księgę i od razu nabrałem ochoty, by ją kupić. Cena o 40 zł. niższa od tej na okładce, ale fakt pozostawał faktem: 80 zeta, to dla mnie majątek! Po żmudnych kalkulacjach i dylematach finansowych, kupiłem ją ostatecznie nastepnego dnia.

Christopher Negus napisał rewelacyjny poradnik dla wszystkich tych, którzy jeszcze nie wiedzą o co kaman w Linuxie oraz dla tych, którzy stawiają już pierwsze kroki w świecie tego systemu. Mamy więc w Biblii… historię Linuxa, również w kontekście rozwoju innych projektów takich jak GNU, Unix, czy Windows.Nieco publicystyczny początek książki wprowadza czytelnika w specyfikę systemu Linux.
Negus po kolei tłumaczy komponenty systemu i czyni to w sposób bardzo przystępny. Opisuje powłokę i sposoby pracy w niej, tłumaczy system plików linuxowych, ociera się o wstęp do korzystania z edytora vim. W kolejnym rozdziale opisane jest środowisko graficzne Linuxa. Później autor przedstawia Linuxa w praktyce: podstawowa administracja, tworzenie kont użytkowników, polecenia, konfiguracja sprzętu, montowanie systemu plików, dysków, etc. Czas na opisanie połączenia z internetem i pokaźny rozdział nt. bezpieczeństwa w Linuxie.
Autor nastepnie opisuje poszczególne dystrybucje Linuxa: Fedora, Red Hat, Debian, OpenSUSE, Knoppix, Yellow Dog, Gentoo, Slackware, Linspire/Freespire, Mandriva i Ubuntu.W kolejnych rozdziałach dowiadujemy się o wykorzystaniu Linuxa jako zapory sieciowej, czy routera. Pokrótce skupia się na aplikacjach audio/video, internetowych, graficznych, tekstowych. Dwa ostatnie – cholernie ciekawe! – elementy tej księgi, to serwery w Linuxie oraz programowanie.
Linux. Biblia. Edycja 2007, to niezwykła publikacja dla fascynatów Linuxa. Jest w niej wszystko, co powinien wiedzieć każdy decydujący się na przygodę z tym systemem operacyjnym. Dowiedziałem się wielu rzeczy nt. administrowania Linuxem; wiedza, jak wygląda Linux “od kuchni” jest bezcenna. Atutem tej książki jest to, że zgromadzono w niej elementarne informacje, które nie wyczerpując tematu, dostarczają nam bazy pod dalsze działania linuxowe. Szczerze polecam Biblię… każdemu stawiającemu pierwsze kroki w Linuxie. Zawiera ona na tyle uniwersalne i elementarne informacje (na ponad 900 stronach!), że 2007 w tytule nie jest kwestią in minus.(Może ukazała się zaktualizowana edycja?).
Dodać warto, że do książki dodane są płyty: CD i DVD z dystrybucjami w wersjach instalacyjnych i liveCD. Dystrybucji jest kilkanaście, ale dosyć przestarzałych, ze starymi kernelami; początkujący mogą jednak zobaczyć “na żywo” Linuxa.
Oczywiście zniechęcającą i wkurwiającą potencjalnego czytelnika/-czkę jest cena. Dla mnie zdecydowanie faszystowsko wysoka :/ Jednak zauważyłem, że wszystkie książki z Heliona są cholernie drogie. Niestety.
Christopher Negus – Linux. Biblia. Edycja 2007, Wydawnictwo Helion.

Debian – niepowodzenie przy instalacji

Postanowiłem na drugim twardzielu zainstalować nareszcie Debiana.Do tej pory poznawałem tą świetną dystrybucję jedynie poprzez inne, bazujące na niej. Dzięki temu zacząłem jako tako orientować się w debianowskim świecie, choć oczywiście daaaaaleko mi do bycia expertem w tej kwestii 😛 Generalnie jednak lepiej czerpać ze źródeł, zatem zabrałem się za instalację Debiana.
Mam pełnego Debiana na DVD oraz dwie płyty CD-netinst – stabilny już Lenny i testowy Squeeze. Pierwsza odpadła na starcie z uwagi na to, że chwilowo nie mam stacji DVD. Chciałem mieć wersję testową, więc wrzuciłem Squeeze’ego. Instalator uruchomił się bez problemu. Nie cieszyłem się jednak długo, bo wszystko posypało się juz na etapie automatycznej konfiguracji DHCP – instalator poinformował mnie, że “konfiguracja powiodła się”, by po sekundzie oświecić mnie komunikatem: “konfiguracja nie powiodła się” (yyy?). Próbowałem więc przypisać IP, bramkę i maskę ręcznie – wszystko na nic. Na forum Debiana znalazłem mnóstwo wpisów ludzi mających identyczny problem z aktualnym Debianem testing. Mimo szperania i prób rozwiązania problemu, nie udało mi się dokończyć instalacji z płyty Squeeze.
Pozostał mi Lenny. Tutaj już było z górki. Poprawna konfiguracja netu, partycje, instalacja systemu podstawowego. Nie chciałem instalować z tej płyty środowiska graficznego, bo miałbym GNOME, a koniecznie chciałem XFCE już przy instalacji. Po zainstalowaniu Debiana zainstalowałem xorg-i oraz XFCE. I tutaj zaczęły się schody. Pogubiłem się w xinit i  xsession. Po restarcie musiałem uruchamiać XFCE poprzez startx, a i tak środowisko uruchamiało się przeraźliwie opornie, w dodatku z “dziurami” w poszczególnych komponantach XFCE. Niestety nie wiem gdzie mam umiejscowić odpowiednie wpisy, by środowisko x-ów uruchamiało się automatycznie przy starcie.

Oczywiście nie poddaję się, bo uważam, że Debian jest wart tego, by pogrzebac w nim, poczytać to i owo i cieszyć się dobrze skonfigurowanym Linuxem. 

Finch – konsolowy multikomunikator

Zrzuty Fincha w akcji.
Jeżeli ktoś – pod windą, czy w Linuxie – używał multikomunikatora Pidgin, wie jak działa ten rozbudowany pod względem możliwości komunikator, obsługujący 15 protokołów (m.in. AIM, Gadu-Gadu, ICQ, MSN, Zephyr, Google Talk i wiele innych…) – w jednym programie możemy obsługiwać wiele komunikatorów, bez konieczności instalowania nowych aplikacji.
Pidgin w wersji linuxowej ma swój konsolowy odpowiednik. Finch – bo tak się on zowie – jest komunikatorem tekstowym działającym dokładnie tak samo jak Pidgin, tyle że szybciej (bo bez X-ów), no i ma swój urok właśnie z uwagi na swoją “konsolowość” 😉
Dotychczas, niemal od początku mojej linuxowej “kariery”, używałem EKG (Eksperymentalny Klient GaduGadu) – tekstowego odpowiednika GG na Linuxa, tylko przy okazji testując Fincha. EKG może być jednak – przynajmniej dla początkujących amatorów konsoli w Linuxie – nieco kłopotliwy pod względem konfiguracji, która jest konieczna po pierwszym włączeniu. Dlatego Finch może być doba i nieco ładniejszą (jeśli można mówić o estetyce w konsoli) alternatywą dla tych, którzy oprócz GG używają ICQ czy AIM bądź innych protokołów.
We wszystkich debianopodobnych dystrybucjach Linuxa, Finch jest w repozytoriach, więc wystarczy wydać w konsoli polecenie:
sudo apt-get install finch
…i mamy zainstalowanego Fincha, uruchamianego w terminalu poleceniem… finch.
Poznanie klawiszologii tego komunikatora, jest dosłownie chwilą. Kombinacja klawiszy Alt + liczby / litery oraz klawisze funkcyjne wystarczą, by komfortowo poruszać się pomiędzy listą kontaktów, a oknami rozmów. Alt+A otwiera główne menu z ustawieniami i kontami, które chcemy włączyć/mamy włączone. Kombinacje Alt+P oraz Alt+N, to poruszanie się miedzy oknami, klawisz F10 włącza menu okna, w którym modyfikujemy konto, sortujemy kontakty, mamy wgląd we włączone akurat wtyczki. Okna zamykamy kombinacją Alt+C, a z poszczególnych elementów menu wychodzimy klawiszem Esc. Generalnie menu w Finchu jest identyczne jak to w jego graficznym odpowiedniku – Pidginie.
Problemem jest jedynie klawisz F11, który w wielu terminalach domyślnie włącza pełny ekran. W Finchu klawisz F11 jest nam potrzebny, by otworzyć menu kontaktu (modyfikować nazwę, usunąć etc.). U mnie jedynie Xterm otwierał to menu bez problemu; w terminalu gnome i xfce, ukazywał się zamiast tego pełny ekran. Rozwiązaniem jest zmiana w pliku konfiguracyjnym /.config/Terminal – w linijce odpowiadającej za fullscreen zmieniamy “F11” na “Disabled” i w Finchu juz wszystko gra.
Dla mnie Finch jest bardzo funkcjonalnym i szybkim komunikatorem tekstowym, w którym używam protokołów: GG, ICQ i (rzadziej) Google Talk. Finch, to kolejna przydatna aplikacja konsolowa w Linuxie – polecam!

Exaile – odtwarzacz muzyczny i menadżer kolekcji audio.

Przekonałem się do Exaile – bardzo funkcjonalnego i prostego w obsłudze menadżera kolekcji muzycznych i odtwarzacza audio. Przyznam, że wcześniej używałem Amaroka, BMPx, czy Rhythmboxa. Najmilej wspominam te dwa ostatnie odtwarzacze; mimo, że experymentalna wersja BMP (Beep Media Player) często szwankowała i wyłączała się z byle powodu, to jednak smaczek w postaci olbrzymiej bazy radiostacji shoutcast’owych sprawiał, że dosyć długo używałem tego programu. Rhythmbox zawsze był dla mnie jakiś toporny, a Amarok wiadomo – przerost formy nad treścią (jak wszystko w KDE – mam wrażenie), szczególnie ostatnia wersja tego odtwarzacza – beznadzieja.
Exaile natomiast ma wszystko, czego oczekuję od odtwarzacza GUI. Jest więc możliwość stworzenia własnych bibliotek audio (kolekcji), z których szybko wybieramy to, czego akurat chcemy słuchać. Tworzymy listy odtwarzania i (ewentualne) rankingi tego, co słuchamy najczęściej. Poza tym mamy pokaźną bazę stacji radiowych shoutcast, podzieloną na kategorie muzyczne i tematyczne (setki stacji), możliwość zapisywania własnych stacji i odłuchiwania materiałów audio z podcastów. Standardem jest też scrobbler Last.fm oraz przekazywanie do Exaile muzyki z przenośnych mp3-playerów, iPodów itp. jak i odsłuchiwanie płyt CD audio. Oczywiście mamy możność automatycznego pobierania okładek płyt jakie znajdują się w naszej kolekcji.

Exaile wyposażony jest w mnóstwo przydatnych wtyczek, które jeszcze bardziej usprawniają pracę programu. Mimo tego Exaile działa sprawnie, szybko – jak dla mnie wypada najlepiej w porównaniu z Rhythmboxem, czy Amarokiem. Interfejs jest przejrzysty, konfiguracja zajmuje 2-3 minuty.