Masłowska, Luksusowa, coldwave + coś w ten deseń…

Podziel się:
0Shares

Najpierw muzyczny smaczek (jeeb! “мызычны вкус” – po rosyjsku brzmi to o niebo ładniej!!!):

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=wsV0KttuYmM#!

http://www.youtube.com/watch?v=3fXGCrZOMG0&feature=related

Trudno zasypia się wewnątrz flaszki z procesem [o]tępienia, po paru godzinach gnicia w tablicy Mendelejewa; pył laserowy w uszach, nosie, oczach, w dupie (urok czyszczenia ścierwa, na którym zarabiam)…

Mięta orzeźwia, procent otępia. Czytam w kiblu artykuł o Masłowskiej i jej nowej książce. Przykro mi, nie jestem redaktorem Książek, ani sławnym Duninem, ani nawet autorką w/w tekstu, nie recenzuję również książek “w przystępnej formie”. Może Dorota Masłowska jest spoko (po Wojnie... przestałem ją czytywać, nie wiem), ale odnoszę wrażenie podobne do jej reminiscencji (znamienne, że opisywanych przez “redaktorkę pisma”, a nie “autorkę książek” – jako wieśniak nie czytujący nowości z odpowiednią gorliwością, rozgrzeszam się as fuck). Artykuł w Książkach o Masłowskiej przybrał formę pt: Dorota jest zmęczona,  jest inna niż w czasie Wojny… (swoją drogą – świetny tytuł na debiut prozatorski! Można definiować twórczość przed / w czasie / po  … wojnie) – czytając go miałem wrażenie, że Masłowska po prostu powiedziała pani redaktorce przysłowiowe / kolokwialne spierdalaj, a że pani redaktor lubi dokoniania Doroty, napisała przychylny tekst. Jeb, no nie wiem. W sumie Masłowska na okładce, więc po chuj mam debilnie spekulować. Nie jestem dociekliwym onanistą literackim, jeśli chodzi o krytykę :) Właśnie mi przyszło do głowy, że wolę Dorotę Masłowską, niż Olgę Tokarczuk (którą uwielbiałem 666 lat temu; moja ex-dziewczyna, punk/hippiska nienawidząca-wtedy-mojej-przyjaciółki-pisarki-o-którą-była-wiecznie-zazdrosna, nagla zaczęła lubić Tokarczuk :D Do dziś nie wiem, dlaczego), nie mówiąc już o pani Gretkowskiej. Sorry, że zatrzymuję się na tak skromnym gronie prozatorskim. Robię to celowo.

W ramach głupich punkowych przepraw z prozą, chciałbym niebawem dotknąć (dotknąć!, a nie jebnąć pięścią, ni zmasakrować, ni się-dojebać-się) twórczości jednej z najbardziej rozbrajających, autentycznych i inspirujących kobiet :) Ona od początku była dla mnie pisarką, czym ja, jako głupi crustie, byłem onieśmielony (“Łukasz, ja napiszę książkę, wiesz o tym?”). Zawsze pisała. Od niej dostałem Fale (Woolf) i Wieczory cyrkowe (Carter), z nią słuchałem BIKINI KILL i REACT, ona mi imponuje – nie tylko tym, co robi, ale tym co myśli i pisze.  To strasznie niepopularne i lipne, ale – tak! – czynię notatki manualne  po lekturach/obserwacjach wszelakich. Piórem z czarnym atramentem. W brulionie…

Przy okazji, chciałbym oczywiście pozdrowić Dorotę Masłowską, ponieważ jest jedną z niewielu kobiet, która potrafi ująć rzeczywistość w nawias, który to nawias pokazuje nam, jak wygląda to, co jest poza nawiasem. [Oczywiście kłamałem, mówiąc, że czytałem tylko Wojnę… :)].

***

Moja lista CHCENIA:

~ chcę przeczytać wszystko, co mi zalega;

~ chcę dostać w pracy kombinezon ochronny służący do czyszczenia lasera;

~ chcę kupić sobie jakieś 120 książek – zrobiłem listę;

~ chcę odzyskać mój stary blog: Krawiec Termonuklearnego Terroru [co nie jest możliwe];

~ chcę mieć białego samca bullteriera, albowiem nie da się żyć bez bullteriera :(

To już chyba KONIEC.