Debian – niepowodzenie przy instalacji

Podziel się:
0Shares
Postanowiłem na drugim twardzielu zainstalować nareszcie Debiana.Do tej pory poznawałem tą świetną dystrybucję jedynie poprzez inne, bazujące na niej. Dzięki temu zacząłem jako tako orientować się w debianowskim świecie, choć oczywiście daaaaaleko mi do bycia expertem w tej kwestii :P Generalnie jednak lepiej czerpać ze źródeł, zatem zabrałem się za instalację Debiana.
Mam pełnego Debiana na DVD oraz dwie płyty CD-netinst – stabilny już Lenny i testowy Squeeze. Pierwsza odpadła na starcie z uwagi na to, że chwilowo nie mam stacji DVD. Chciałem mieć wersję testową, więc wrzuciłem Squeeze’ego. Instalator uruchomił się bez problemu. Nie cieszyłem się jednak długo, bo wszystko posypało się juz na etapie automatycznej konfiguracji DHCP – instalator poinformował mnie, że “konfiguracja powiodła się”, by po sekundzie oświecić mnie komunikatem: “konfiguracja nie powiodła się” (yyy?). Próbowałem więc przypisać IP, bramkę i maskę ręcznie – wszystko na nic. Na forum Debiana znalazłem mnóstwo wpisów ludzi mających identyczny problem z aktualnym Debianem testing. Mimo szperania i prób rozwiązania problemu, nie udało mi się dokończyć instalacji z płyty Squeeze.
Pozostał mi Lenny. Tutaj już było z górki. Poprawna konfiguracja netu, partycje, instalacja systemu podstawowego. Nie chciałem instalować z tej płyty środowiska graficznego, bo miałbym GNOME, a koniecznie chciałem XFCE już przy instalacji. Po zainstalowaniu Debiana zainstalowałem xorg-i oraz XFCE. I tutaj zaczęły się schody. Pogubiłem się w xinit i  xsession. Po restarcie musiałem uruchamiać XFCE poprzez startx, a i tak środowisko uruchamiało się przeraźliwie opornie, w dodatku z “dziurami” w poszczególnych komponantach XFCE. Niestety nie wiem gdzie mam umiejscowić odpowiednie wpisy, by środowisko x-ów uruchamiało się automatycznie przy starcie.

Oczywiście nie poddaję się, bo uważam, że Debian jest wart tego, by pogrzebac w nim, poczytać to i owo i cieszyć się dobrze skonfigurowanym Linuxem. 

Finch – konsolowy multikomunikator

Podziel się:
0Shares
Zrzuty Fincha w akcji.
Jeżeli ktoś – pod windą, czy w Linuxie – używał multikomunikatora Pidgin, wie jak działa ten rozbudowany pod względem możliwości komunikator, obsługujący 15 protokołów (m.in. AIM, Gadu-Gadu, ICQ, MSN, Zephyr, Google Talk i wiele innych…) – w jednym programie możemy obsługiwać wiele komunikatorów, bez konieczności instalowania nowych aplikacji.
Pidgin w wersji linuxowej ma swój konsolowy odpowiednik. Finch – bo tak się on zowie – jest komunikatorem tekstowym działającym dokładnie tak samo jak Pidgin, tyle że szybciej (bo bez X-ów), no i ma swój urok właśnie z uwagi na swoją “konsolowość” ;)
Dotychczas, niemal od początku mojej linuxowej “kariery”, używałem EKG (Eksperymentalny Klient GaduGadu) – tekstowego odpowiednika GG na Linuxa, tylko przy okazji testując Fincha. EKG może być jednak – przynajmniej dla początkujących amatorów konsoli w Linuxie – nieco kłopotliwy pod względem konfiguracji, która jest konieczna po pierwszym włączeniu. Dlatego Finch może być doba i nieco ładniejszą (jeśli można mówić o estetyce w konsoli) alternatywą dla tych, którzy oprócz GG używają ICQ czy AIM bądź innych protokołów.
We wszystkich debianopodobnych dystrybucjach Linuxa, Finch jest w repozytoriach, więc wystarczy wydać w konsoli polecenie:
sudo apt-get install finch
…i mamy zainstalowanego Fincha, uruchamianego w terminalu poleceniem… finch.
Poznanie klawiszologii tego komunikatora, jest dosłownie chwilą. Kombinacja klawiszy Alt + liczby / litery oraz klawisze funkcyjne wystarczą, by komfortowo poruszać się pomiędzy listą kontaktów, a oknami rozmów. Alt+A otwiera główne menu z ustawieniami i kontami, które chcemy włączyć/mamy włączone. Kombinacje Alt+P oraz Alt+N, to poruszanie się miedzy oknami, klawisz F10 włącza menu okna, w którym modyfikujemy konto, sortujemy kontakty, mamy wgląd we włączone akurat wtyczki. Okna zamykamy kombinacją Alt+C, a z poszczególnych elementów menu wychodzimy klawiszem Esc. Generalnie menu w Finchu jest identyczne jak to w jego graficznym odpowiedniku – Pidginie.
Problemem jest jedynie klawisz F11, który w wielu terminalach domyślnie włącza pełny ekran. W Finchu klawisz F11 jest nam potrzebny, by otworzyć menu kontaktu (modyfikować nazwę, usunąć etc.). U mnie jedynie Xterm otwierał to menu bez problemu; w terminalu gnome i xfce, ukazywał się zamiast tego pełny ekran. Rozwiązaniem jest zmiana w pliku konfiguracyjnym /.config/Terminal – w linijce odpowiadającej za fullscreen zmieniamy “F11” na “Disabled” i w Finchu juz wszystko gra.
Dla mnie Finch jest bardzo funkcjonalnym i szybkim komunikatorem tekstowym, w którym używam protokołów: GG, ICQ i (rzadziej) Google Talk. Finch, to kolejna przydatna aplikacja konsolowa w Linuxie – polecam!

Exaile – odtwarzacz muzyczny i menadżer kolekcji audio.

Podziel się:
0Shares
Przekonałem się do Exaile – bardzo funkcjonalnego i prostego w obsłudze menadżera kolekcji muzycznych i odtwarzacza audio. Przyznam, że wcześniej używałem Amaroka, BMPx, czy Rhythmboxa. Najmilej wspominam te dwa ostatnie odtwarzacze; mimo, że experymentalna wersja BMP (Beep Media Player) często szwankowała i wyłączała się z byle powodu, to jednak smaczek w postaci olbrzymiej bazy radiostacji shoutcast’owych sprawiał, że dosyć długo używałem tego programu. Rhythmbox zawsze był dla mnie jakiś toporny, a Amarok wiadomo – przerost formy nad treścią (jak wszystko w KDE – mam wrażenie), szczególnie ostatnia wersja tego odtwarzacza – beznadzieja.
Exaile natomiast ma wszystko, czego oczekuję od odtwarzacza GUI. Jest więc możliwość stworzenia własnych bibliotek audio (kolekcji), z których szybko wybieramy to, czego akurat chcemy słuchać. Tworzymy listy odtwarzania i (ewentualne) rankingi tego, co słuchamy najczęściej. Poza tym mamy pokaźną bazę stacji radiowych shoutcast, podzieloną na kategorie muzyczne i tematyczne (setki stacji), możliwość zapisywania własnych stacji i odłuchiwania materiałów audio z podcastów. Standardem jest też scrobbler Last.fm oraz przekazywanie do Exaile muzyki z przenośnych mp3-playerów, iPodów itp. jak i odsłuchiwanie płyt CD audio. Oczywiście mamy możność automatycznego pobierania okładek płyt jakie znajdują się w naszej kolekcji.

Exaile wyposażony jest w mnóstwo przydatnych wtyczek, które jeszcze bardziej usprawniają pracę programu. Mimo tego Exaile działa sprawnie, szybko – jak dla mnie wypada najlepiej w porównaniu z Rhythmboxem, czy Amarokiem. Interfejs jest przejrzysty, konfiguracja zajmuje 2-3 minuty.

Konsola/terminal – cacko Linuxa

Podziel się:
0Shares
Konsola jest jednym z najpotężniejszych i najbardziej przydatnych narzędzi systemu Linux. Każdy, kto po raz pierwszy styka się z Linuxem, musi wcześniej czy później kliknąć ikonkę “Terminal” i tym oto sposobem otwiera się przed nim ocean możliwości, jeśli chodzi o pracę na Linuxie, konfigurację systemu, naprawianie błędów, rozrywkę, funkcjonalność mnóstwa programów i aplikacji.
Terminal służy do pracy na Linuxie w trybie graficznym. Dzięki niemu, instalujemy/usuwamy aplikacje (w Debianie, to narzędzia apt i aptitude), kontrolujemy pracę naszego komputera (m.in. top), montujemy dyski i urządzenia przenośne  oraz partycjonujemy dyski (mount, fdisk, cfdisk),  edytujemy pliki tekstowe (vim, gvim), przeglądamy internet (links, elinks, links2), komunikujemy się z innymi (ekg – konsolowy klient Gadu-Gadu, irssi – tekstowy klient IRC + wiele innych), słuchamy muzyki (moc, mp3blaster) – innymi słowy, robimy wszystko, co można robić w środowisku graficznym z okienkami, ikonkami i “klikaniem”.

Terminal (konsola) początkowo wydaje się przerażający. Po jego włączeniu wita nas mało mówiąca linijka ze znakiem zachęty – w moim przypadku (zrzut powyżej).

I co teraz? Możliwości terminala są olbrzymie – od prostych działań administracyjnych typu sprawdzenie pakietów oprogramowania, poprzez administrowanie dyskami, konfigurację internetu, po zaawansowane działania edytorów tekstu (vim) i konwerterów video  (mancover).
Najpierw musimy oswoić się ze specyfiką komend, zmiennych i stałych w UNIXie. Dzięki tym uniwersalnym komendom i ich przyswojeniu, jesteśmy w stanie obsłużyć KAŻDĄ dystrybucję Linuxa. Oprócz tego, poszczególne dystrybucje posiadają swoje własne polecenia (np. inne dla Debiana, Slackware czy OpenSuse). Wydaje się to mocno skomplikowane, ale po liźnięciu tematu, poszperaniu po forach linuxowych i przeczytaniu co nieco, posiadamy możliwość szybkiego i efektywnego administrowania naszym Linuxem.

Wiele osób marudzi, że obsługiwanie komputera przy pomocy tekstowych komend jest bardziej czasochłonne, niż proste kliknięcie w ikonę danego programu. Nic bardziej mylnego!  Z czasem przekonałem się, że np. instalowanie pakietów przez polecenie apt-get install w terminalu jest krótsze, niż otwarcie w GUI (środowisku graficznym) Synaptica i instalowanie programów. Aplikacje konsolowe działają szybciej, pożerają mniej zasobów systemowych.

Na codzień używam konsolowego odtwarzacza muzyki moc, do rozmów na GG służy mi ekg, do pracy z plikami korzystam z menadżera mc. Strony internetowe przeglądam w terminalu dzięki links, zarządzam procesami systemowymi w htop itd. itd. Istnieje mnóstwo narzędzi konsolowych i programów. Myślę, że większość użytkowników Linuxa, po zapoznaniu się z konsolą, staje się jej zagorzałymi zwolennikami, czy wręcz maniakami.
Konsola ma też ogromnie ważną zaletę: w sytuacji, gdy siądzie nam środowisko graficzne, zawsze mamy możliwość naprawy tegoż właśnie w trybie tekstowym – to nie do przecenienia!
Ja używam terminala/konsoli każdego dnia i nie wyobrażam sobie Linuxa bez tego cacka. Kiedyś na jakimś linuxowym blogu, jedna z uzytkowniczek Ubuntu napisała tekst pt: Konsola mnie podnieca :) Widać więc, że to narzędzie wywołuje dosyć silne emocje :D