Rosyjskie ścieżki #1 | Natasza – Spassk-Dalnij

Podziel się:
0Shares

Ниже мой первый разговор из цикла: Русские пути. Русскоязычная версия этого интервью находится здесь.

 

Natasza, wróciłaś niedawno do Rosji… Powiedz mi, jak czułaś się na kilka dni przed wylotem z USA i zaraz potem, gdy byłaś już w swoim rodzinnym mieście? Podejrzewam, że to morze wyjątkowych emocji – opowiedz, proszę o tym wszystkim.

 

Mój powrót z USA był nieoczekiwany. Zgodnie z warunkami programu, mieliśmy wrócić do Rosji w maju. Jednak z powodu sytuacji związanej z koronowirusem, postanowiono odesłać nas już 22 marca. Spokojnie przyjęłam tą wiadomość, może dlatego, że poprzedziły ją dni pełne wrażeń, kiedy to wraz z przyjaciółką (również uczestniczką programu) podróżowałyśmy po Ameryce w czasie wiosennych ferii. Regularnie sprawdzałyśmy pocztę i 18 marca oznajmiono nam, że wracamy do domu.
Patrzyłam na powrót do domu jako na kolejną przygodę. Oczywiście żal było opuszczać University of Minnesota przed czasem. Studia na tej uczelni były mega interesujące i był to najlepszy czas w moim życiu. Z drugiej jednak strony niewiele już było do stracenia: wykłady przeniosły się do netu, studenci wyjechali do domów, zajęcia do końca semestru zostały odwołane.
Jedyne co sprawiło, że do moich oczy napłynęły łzy, to myśl, że już niebawem wrócę do rodzinnego miasta zastanę tam to, co zwykle. Te same dziurawe drogi, szare budynki, ponurych ludzi. Wiedziałam, że tak będzie, choć nie byłam jeszcze gotowa by to przyjąć.

“Zderzenie z rosyjskim realem” zaczęło się już na lotnisku, po locie: Nowy Jork – Moskwa. Oczywistym było, że w tym szczególnym czasie [epidemia koronawirusa] do Rosji lecieli tylko Rosjanie, no i jeszcze Białorusini.To, w jaki sposób ludzie się zachowywali – z napiętymi twarzami, nie szanując osobistej przestrzeni innych, jak bardzo chamscy byli wobec siebie i personelu, to jak “troskliwie” potraktował nas Aeroflot [rosyjskie linie lotnicze], gdy nasz lot został przesunięty o dzień później – to wszystko dało mi do zrozumienia, że wracam do Rosji. Inne dziewczyny, uczestniczki tego samego programu mówiły mi, że czują się tak samo, że i one spotkały się z nieuprzejmością na lotnisku.
Mieszkając w Ameryce, przyzwyczaiłam się do tego, że ludzie są życzliwi, odnoszą się do siebie nawzajem z szacunkiem – niezbyt przyjemnym było widzieć to wszystko. “Zanurzenie się w rosyjski klimat” miało miejsce już w Moskwie.
Miałam blisko pół dnia wolnego czasu przed odlotem do Chabarowska i postanowiłam zobaczyć się z przyjacielem. Spotkaliśmy się w małym podmoskiewskim mieście Łobnia [Лобня, miasto-sypialnia, 30 km od Moskwy] i już tam zetknęłam się z tymi znajomymi płotami, z betonowymi pudełkami, z ponurymi i przybitymi ludźmi (a to dopiero przedmieścia Moskwy!). Generalnie mój powrót odbywał się po linii: Moskwa, Obwód Moskiewski, Chabarowsk, Spassk-Dalnij. Pamiętam, że z lotniska w Chabarowsku jechałam już z prawdziwym bólem, patrząc na te wszystkie szare zabudowania z krzyczącymi bannerami: 75 lat Zwycięstwa. Bez komentarza…

 

 

Jak to się stało, że w ogóle znalazłaś się w USA? Co wiedziałaś wcześniej o tym kraju, jak go sobie wyobrażałaś i jak naprawdę wygląda tam rzeczywistość – twoimi oczyma? Jakie jest twoje największe zaskoczenie (w pozytywnym sensie) i rozczarowanie?

 

Pojechałam do Stanów Zjednoczonych w ramach programu wymiany studenckiej YEAR, sponsorowanego przez ambasadę USA w Moskwie. Każdego roku, w ramach owego programu, do Stanów wyjeżdża około 70 studentów z Rosji. Aby zakwalifikować się do YEAR trzeba przejść selekcję trwającą kilka miesięcy; należy złożyć wniosek wraz ze swoimi osiągnięciami, list polecający, list motywacyjny, zdać egzamin TOEFL (opłacany przez organizatorów) oraz przejść przez wywiad online.
Program jest w pełni darmowy, jego organizatorzy opłacają wszystko, łącznie z biletem lotniczym w obie strony, płacąc również miesięczne stypendium w wysokości 175$, które ja osobiście wydawałam na podróże.
Przyznam, że program YEAR, to najlepsza rzecz jaka mnie spotkała. Była to wyjątkowa okazja, by zamieszkać w amerykańskiej rodzinie, uczyć się na amerykańskim uniwerystecie, zobaczyć tamtejsze miasta – w innych okolicznościach na pewno nie miałabym możliwości, by to przeżyć.

Nie miałam szczególnych oczekiwań ze strony USA. Wiedziałam, że zetknę się z dobrymi i złymi stronami tego kraju. Dotąd znałam Amerykę wyłącznie z filmów i teraz mogę powiedzieć: tak, tam serio jest jak w filmach, a ja to wszystko widziałam! Ludzie mieszkają w dużych domach z wypieszczonymi trawnikami, po ulicach jeżdżą te żółte szkolne autobusy, na chodnikach można spotkać fontanny z uszkodzonych hydrantów, a dzieciaki jeżdżą legalnie samochodem od 16 roku życia.
Największym zaskoczeniem w tym pozytywnym sensie był większy standard życia, fakt, że ludzie otrzymują przyzwoitą pensję i mogą pozwolić sobie na odpoczynek i szczęśliwe życie. Zaimponowało mi to, że tak dużo inwestuje się w edukację i rozwój nauki, że w każdym stanie jest bardzo dobrze rozwinięty system samorządowy, a ludzie sami z siebie działają na rzecz poprawy sytuacji w swoim kraju.
Rozczarowaniem było dla mnie to, że spore grupy ludności wciąż żyją w ubóstwie, że medycyna i system edukacji są cholernie drogie, że wciąż istnieje rasizm, a na ulicach metropolii jest wielu bezdomnych.

 

 

Jak sądzisz, czy oficjalne rosyjskie massmedia prawdziwie przedstawiają sytuację w USA, czy w rzeczywistości jest tam zupełnie inaczej? Jak teraz patrzysz na stereotypy (związane z Ameryką), z którymi się stykałaś do tej pory w rosyjskiej rzeczywistości i jak twoi nowi znajowmi w USA postrzegali ciebie, jako dziewczynę z Rosji?

 

Odnoszę się absolutnie negatywnie do tego, jak rosyjskie media pokazują ludziom życie w Ameryce. Próbują nam wmówić, że USA i Europa, to wylęgarnie rozpusty, że życie tam jest niebezpieczne, że żyje się tam drogo, że brak duchowych wartości, że Zachód chce unicestwić Rosję. W rzeczywistości poprzez takie kłamliwe informacje rosyjski rząd próbuje zmusić ludzi do pogodzenia się z kiepskim życiem w samej Rosji. Zawsze wygodnie jest mieć “zewnętrznego wroga”, na którego można zrzucić odpowiedzialność za wszystkie niepowodzenia władzy. Niestety wielu ludzi w to wierzy.
Byłam w Ameryce i mogę powiedzieć, że nie zauważyłam tam braku głębszych wartości; ludzie wiodą tam spokojne życie, pracują, spędzają czas z rodziną. Co najważniejsze, nie myślą oni nawet o Rosji, co więcej – wielu nawet nie wie, gdzie ona jest.

Co do stereotypów związanych z USA, słyszałam, że żyje tam wielu otyłych ludzi. Tak rzeczywiście jest. Co prawda nie widziałem ich zbyt wielu w Minnesocie, ale w południowym stanie Luizjana otyłych jest zdecydowanie więcej. Otyłość jest bardziej powszechna wśród uboższej części społeczeństwa. Jak sądzę, dzieje się tak dlatego, że ludzie ci po prostu nie mają dostatecznej wiedzy, jak odżywiać się prawidłowo, a zdrowa żywność jest zdecydowanie droższa.
Innym czynnikiem jest też powszechna społecznie idea body positive – akceptowania siebie takim, jakim się jest. Uważam, że jest ona dobra, albowiem nikt cię nie wyzywa z powodu kilku kilogramów więcej, nie mówi, że koniecznie musisz schudnąć. Z drugiej jednak strony body positive doprowadzone do skrajności może zachęcać człowieka do spożywania śmieciowego jedzenia, a co za tym idzie – nie dbania o swoje zdrowie. Po prostu chodzi o to, że człowiek sam rozporządza swoim ciałem, ale też jest za siebie odpowiedzialny.

Jeszcze jeden stereotyp brzmi tak, że Amerykanie nie są zdolni do przyjaźni. Po części to prawda. W angielskim nie ma słowa: “znajomy”, a jeśli już mówi się w tym kontekście (acquaintance), to jednak z negatywnym zabarwieniem. Poznałeś kogoś na zajęciach trzy dni temu i pomagaliście sobie wzajemnie w nauce? Już jesteście friends. Z jednej strony, to naprawdę upraszcza komunikację, bo w ten sposób można zapoznać się z większą ilością osób, nabyć doświadczenia w kontaktach z ludźmi. Z drugiej jednak, przy wielu relacjach brak pewności co do tego, kim się jest dla siebie nawzajem.
W trakcie mojego pobytu w Ameryce znalazłam kilku prawdziwych przyjaciół, dlatego też nie twierdzę, że każdy Amerykanin jest bezduszny i niezdolny do przyjaźni. Oni wiedzą, czym jest przyjaźń, jak kochać. Trzeba tylko odnaleźć odpowiednich ludzi. Zauważyłam jednak, że niezmiernie ciężko jest się zaprzyjaźnić z kimkolwiek w trakcie zajęć uniwersyteckich. Jest tak dlatego, że w jednym semestrze możesz mieć sześć różnych przedmiotów, a zatem sześć różnych grup studentów i brakuje czasu by bliżej się zapoznać. Ludzie po prostu przychodzą na zajęcia i się uczą; kiedy wchodzisz do sali wykładowej, nie witasz się z pozostałymi obecnymi. Zupełnie inna atmosfera panuje w klubach studenckich. W kampusie mieliśmy wiele klubów ukierunkowanych na konkretne zainteresowania i tam już można było świetnie się bawić, choćby z tej racji, że spotykało się ludzi myślących podobnie.

Jak moi nowi amerykańscy przyjaciele odnosili się do tego, że jestem z Rosji? Zwyczajnie. Ktoś reagował z zainteresowaniem, ktoś inny z obojętnością, ale nigdy nie zetknęłam się z nieprzychylnością. Ameryka, to wielokulturowy kraj. Co więcej, na uniwersytetach jest wielu zagranicznych studentów i nigdy nie czułam się tam jako jedyna “nie miejscowa”. Czasem jednak odzywał się we mnie kompleks związany z moim akcentem; obawiałam się że przez to wszyscy w grupie zapamiętają mnie jako tą dziewczynę z Rosji. Tak naprawdę wszystko zależy od nastawienia. Jeżeli znajdujesz się w danym kręgu ludzi i macie ze sobą doskonały kontakt, nikt nie będzie zwracał uwagi na to, że jesteś obcokrajowcem. Wręcz przeciwnie – młodzież w USA stara się przyjaźnie odnosić do przyjezdnych. Są też ludzie, którzy nie mają ochoty wiedzieć czegokolwiek o twoim kraju. Takich po prostu nazywają “ignorant”. To ten typ ludzi, którzy całe życie nie wyściubili nosa poza swój stan i ponadto kompletnie nie są zainteresowani innymi krajami. Nie osądzam ich – starałam się po prostu z nimi nie rozmawiać.

 

 

Zgodzisz się z opinią, że takie podróże jak właśnie twój trip do Ameryki, zmieniają w jakiś sposób perspektywę i człowiek zaczyna inaczej patrzeć na innych ludzi, na inne kultury? Czy uczymy się wtedy szanować cudze zasady i tradycje, a może to wszystko działa jakoś inaczej?

 

Bez wątpienia podróże zmieniają optykę. Przed wyjazdem do Ameryki w ogóle nie podróżowałam. Tymczasem w tym roku odwiedziłam mnóstwo różnych miejsc. W czasie zimowych ferii przejechałem całe zachodnie wybrzeże, poleciałam nawet na Hawaje. Podczas wiosennych ferii zobaczyłem wschodnie wybrzeże i południe USA. Pobyt w Stanach zrodził we mnie wiele refleksji odnoszących się do codziennych sytuacji. Na przykład w Ameryce ludzie segregują śmieci, traktują się grzecznie nawzajem, w każdej sytuacji zachowują się odpowiednio. Każdorazowo porównywałam to wszystko z Rosją i wyciągałam wnioski. Generalnie wcześniej nigdy nie miałam problemów z szacunkiem do innych kultur, nikomu nigdy nie “wchodziłam w paradę” ze swoimi zasadami. Teraz jednak mogę z dumą nazwać się obywatelką świata i wiem, że bez uprzedzeń podchodzę do innych narodów. Zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo różny jest nasz świat, jak wiele jest w nim możliwości dla wszystkich. Mimo, że żyjemy na jednej planecie, różne kraje i narody mają swoje kuchnie, religie, języki.

Stałam się też bardziej tolerancyjna wobec tego, co może mi się nie podobać, a co w określonych warunkach jest czymś powszechnym. W czasie moich podróży z przyjaciółką korzystaliśmy z couchsurfingu. W Miami mieszkaliśmy z rodziną, która wyemigrowała do Stanów z Iranu. Kobieta, która nas gościła, była mega-gościnna i uczynna, przygotowywała dla nas rozmaite dania kuchni irańskiej. Bywały jednak niezręczne chwile, gdy zdecydowanie nalegała ona, abyśmy zjedli wszystko do końca, nawet wtedy gdy wyraźnie mówiłyśmy, że dziękujemy, że wystarczy. Najwyraźniej w jej kulturze było to uważane za normę. Tutaj właśnie widać różnice kulturowe, ponieważ “biali” Amerykanie nigdy nie zmuszaliby cię do jedzenia na siłę – dla nich “nie” znaczy nie. Teraz właśnie myślę o tej sytuacji, ale nie osądzam tej kobiety – po prostu zdaję sobie sprawę, że to inna mentalność, która niekoniecznie jest normą dla innych ludzi.

 

 

Jakie znaczenie ma dla ciebie Rosja? Jak postrzegasz ten kraj? Czy twój region / miasto rodzinne są ważniejsze od wielkiej Rosji, czy może wręcz przeciwnie – na pierwszym miejscu jest u ciebie ojczyzna, a dopiero potem region, miasto, bliscy ci ludzie? Jak w ogóle odnosisz się do tego, co obecnie dzieje się w twoim kraju?

 

Ciężko mi teraz myśleć o Rosji. Dosłownie i w przenośni moje życie naznaczone jest jakąś negatywnością i upadkiem. Pochodzę z małego miasta o nazwie Spassk-Dalnij, w Kraju Nadmorskim. Studiuję na uniwersytecie w Chabarowsku. Daleki Wschód Rosji, to obszar, który Moskwa traktuje jak kolonię. Cała kasa z podatków wędruje do Moskwy, natomiast niewielka ich część wraca do nas. W czasach sowieckich było wiele zakładów przemysłowych, ludziom się powodziło. W chwili obecnej wszyscy stąd uciekają – do stolicy, albo od razu za granicę. Tutaj nie ma żadnych perspektyw. W Rosji wszystko jest bardzo scentralizowane. Regiony są całkowicie zależne od Moskwy, wszyscy mówią tylko o tym mieście. Chcesz coś osiągnąć i dobrze żyć? Jedź do Mowsky.

Rzecz jasna definiuje siebie jako mieszkańca Dalekiego Wschodu i mój region jest dla mnie ważniejszy. Niemniej jednak nie mam wyboru. Gdybym miała ku temu okazję, z pewnością przeniosłabym się do Moskwy, albo wyjechała z kraju. Mimo tego, Rosja jest dla mnie ważna. Jestem pod wrażeniem tego, jak wielki jest nasz kraj, jak zróżnicowane są jego regiony. Z szacunkiem odnoszę się także do Moskwy, gdyż jest to miejsce, w którym narodziła się historia naszego kraju.

W Rosji funkcjonuje powiedzenie: Kocham ojczyznę, ale nie mam zaufania do władzy [parafraza tekstu jednej z piosenek grupy Lumen, którą możecie znaleźć w tym wpisie nt. Rosji]. Faktycznie, w Rosji mamy niski poziom zaufania do rządu. Ludzie są po prostu wściekli z powodu tego, co dzieje się w kraju. Pensje i emerytury są nędzne, system edukacji jest przestarzały, medycyna jest kompletnie nie dofinansowana. Dzieje się tak dlatego, że od 20 lat Putin-starzec siedzi u władzy, a zaprzyjaźniona z nim oligarchia rozkrada zasoby naturalne Rosji. Im zawsze doskonale się powodzi, a reszta ludzi po prostu cierpi. Co więcej – góra ma zawsze środki i władzę, by tłumić wszelkie społeczne protesty. Władza żeruje na poczuciu stagnacji. Nawet gdy Putin odejdzie, wierchuszka wybierze sobie “nowego Putina” (polecam obejrzenie na youtubie teledysku grupy Aigel pt. You’re Born – zrozumiecie o czym mówię).

Zapewne wiesz, że wielu obcokrajowców zauważa, że Rosjanie niezwykle rzadko się uśmiechają. Sądzę, że jest to pochodna sytuacji w kraju i tym można wytłumaczyć to zjawisko. W czasie kilku pierwszych dni w Ameryce, wszystko wydawało mi się nowością. Pamiętam, jak spacerowaliśmy po Waszyngtonie (chodzi o miasto, nie mylić ze stanem Waszyngton). Poszliśmy do parku, gdzie trwał jakiś festyn. Grała lokalna kapela rockowa, ludzie – starzy i młodzi – śmiali się, tańczyli, organizowali pikniki na trawie. Prawie jak Simsy w realu – pomyślałam. Czułam się nieswojo, miałam wrażenie, że ktoś mnie nabiera. Myślałam sobie: ludzie, dlaczego wy się uśmiechacie? Co ty, tańczysz?! Przecież wszystko jest do dupy!
Po kilku miesiącach sama jednak zaczęłam się uśmiechać, nauczyłam się mówić wszystkim “cześć” i życzyć “miłego dnia” przechodniom. Ale gdy wróciłam do Rosji nastąpił odwrotny szok kulturowy; patrząc na chód i wyraz twarzy ludzi, można zorientować się, że są oni czymś bardzo przybici. I wtedy pojawiły się myśli: ludzie, do cholery, czemu wy się nie uśmiechacie? Przecież jest super! Świat jest taki wielki i interesujący! Szybko jednak zrozumiałam, że nie będziesz częścią “wielkiego, interesującego świata”, jeśli nie masz nic do jedzenia, musisz oddać dziecko do przedszkola, dbać o chorą matkę i spłacasz kredyt hipoteczny.

 

 

Natasza, masz swój kanał na youtube. Dlaczego go założyłaś i co chcesz przekazać ludziom? Myślę, że potencjalnych widzów w Polsce może zainteresować twój content, szczególnie że twoje filmiki zawierają tłumaczenie na angielski.

 

Założyłam kanał na youtube dosyć dawno temu (nazywa się Natasha Kurnaeva). W latach szkolnych wraz z przyjaciółmi kręciliśmy różne filmiki, typu: parodie Zmierzchu, rozmaite fikcyjne historie, teledyski… Po prostu podobał mi się sam proces tworzenia wideo. Dopiero później postanowiłam vlogować i wyrażać opinie na różne tematy. Dla mnie to raczej luźne hobby, chociaż myślę, że moimi filmikami mogę jakoś pomóc innym. Nakręciłam na przykład filmik o tym, jak ubiegać się o miejsce w programie YEAR, o moich wrażeniach związanych z tym programem i z życiem w Ameryce.
Z racji tego, że mam dużo materiału wideo po mojej podróży, planuję nakręcić większy film o amerykańskich miastach, coś w rodzaju travel-show.

Stworzyłam też drugi kanał: Yeah Russia. To kanał o życiu w Rosji – opowiadam o tym po angielsku i kanał ten jest z założenia skierowany do anglojęzycznego odbiorcy (czyli faktycznie do ludzi z całego świata). Zauważyłam, że wiele osób chciałoby wiedzieć więcej o Rosji, wielu też uczy się języka rosyjskiego. W moich filmikach pragnę pokazać, jak naprawdę żyjemy, jakie mamy zwyczaje, czym Rosja różni się od innych krajów. Zachęcam do sybskrybowania – z radością powitam na moich kanałach nowych widzów!

 

Jesteś teraz u siebie, w Rosji. Jakie masz plany, marzenia? Jakieś nowe projekty na horyzoncie? Co będziesz robić w najbliższym czasie? I na koniec: chciałabyś powiedzieć coś od siebie ludziom, którzy będą czytać ten wywiad?

 

Jak już zauważyłeś, dosyć ciężko znoszę życie w Rosji. Może chodzi tu o fakt, że mieszkam w odległym regionie, z którego wszyscy wyjeżdżają. Może gdzieś w centralnej Rosji nie jest tak źle… Szczerze mówiąc nie wiem jakie mam plany, nie wiem co będzie dalej. Dodatkowym kwasem jest to, że siedzę teraz na kwarantannie i praktycznie nie mam kontaktu ze światem zewnętrznym.
W USA naładowałam się pozytywną energią i wiedzą – teraz chciałabym wykorzystać to w kierunku poprawy sytuacji w moim kraju. Ale nie wiem jak to zrobić. Biorąc pod uwagę to, jak cholernie ciężko jest zmienić cokolwiek w Rosji, zastanawiam się czy warto się poświęcać, tracić nerwy i zdrowie, bawiąc się w aktywizm, czy wiążąc się z polityką, czy po prostu skupić się wyłącznie na sobie i wyjechać do innego kraju?

W niedalekiej perspektywie wciąż będę studiować na moim uniwersytecie w Chabarowsku, będę też szukać pracy. Siłą rzeczy spędzę w Rosji jeszcze kilka lat, niemniej wykorzystam ten czas na planowanie wyjazdu. Może do Niemiec.
Czas spędzony w Rosji chcę wykorzystać aktywnie, zrobić coś pożytecznego. Wspominałam o centralistycznych tendencjach w Rosji – trzeba by pracować ciężko nad stworzeniem autentycznego samorządu, by polegać bardziej na sobie tu, w regionie, a nie na Moskwie. Za niezbędne uważam krzewienie wśród ludzi przekonania o własnej wartości i poczucia przynależności do swojego regionu, miasta. W Ameryce nazywają to sence of community – chciałabym coś podobnego zaszczepić w Kraju Chabarowskim, ale jeszcze nie wiem jak.

Wszystkim czytającym ten wywiad życzę powodzenia, możliwie dużo radości i podróży w życiu! Zachęcam was, żebyście odwiedzili Rosję i zobaczyli wszystko na własne oczy. Jak mawiają u nas: lepiej zobaczyć raz, niż usłyszeć sto razy. Nasz kraj mimo wszystko jest godny polubienia – ze wszystkimi jego wadami i zaletami.

 

Ogromnie dziękuję ci za tą rozmowę, Natasza! Powodzenia – trzymaj się dzielnie!

 

* informacje podane w kwadratowych nawiasach pochodzą ode mnie – дискраст