Rosyjskie ścieżki – cykl rózmów

Podziel się:
0Shares

Sankt-Petersburg | foto: Valeria Alanova

 

Jeśli na tym blogu poruszam temat pt: Rosja, robię to dlatego, aby zainteresować potencjalnych Czytelników tym krajem i starać się krok po kroku rozwalać rozmaite stereotypy; niestety żyjemy obciążeni historycznymi wydarzeniami, które rzucają sporo cienia na polsko-rosyjskie stosunki, a lata (stulecia…) wzajemnych waśni cementują pewne “oczywiste oczywistości” po obu stronach granicy. Dzieje się tak dlatego, że ludzie w XXI wieku wolą popełniać wciąż te same błędy i bełkotać potem pod nosem, że historia lubi się powtarzać. Czynią to rzecz jasna bezrefleksyjnie, niejako siłą rozpędu, tuczeni stereotypami, narodową miazgą, propagandą i innym syfem tak silnie zakorzenionym w ludzkich łbach. Odnoszę tą uwagę – rzecz oczywista – do obu stron: polskiej i rosyjskiej.
Na utrzymaniu tego zjebanego status quo zależy i władzy i rozmaitym nacjonalistycznym popaprańcom, którzy nie mogą spać, żreć i normalnie funkcjonować bez przekonania, że jedynym sposobem ekspresji politycznej jest gnojenie, dehumanizowanie i wygrażanie się drugiej stronie. W dodatku w Polsce istnieje niepisana “umowa”, że antyrosyjskość jest integralną częścią abstrakcyjnego tworu bez desygnatu, zwnego potocznie patriotyzmem.

Jestem anarchistą i na tą skomplikowaną plątaninę wzajemnych polsko-rosyjskich pretensji, kłótni, mordów i czego tam jeszcze, patrzę w perspektywie: władza-społeczeństwo; odrzucam balast narodowych pretensji (z obu stron!), naród traktując raczej jako paradygmat służący do instrumentalizacji politycznych celów przez władzę. Narodowe bagno chaotycznie powiązane z historią, nijak nie pomaga w dostrzeganiu “człowieka w człowieku” – po tej drugiej, ruskiej, stronie i vice versa. Historia powinna czegoś uczyć, a nie ciągnąć nas wszystkich wgłąb tego szamba animozji; wystarczy już, że stoimy po kolana  gównie rozmaitych pretensji, żalów i nienawiści.

Każdy kto zna mnie choć trochę, albo śledzi rosyjską tematykę na tym blogu, wie doskonale jaki jest mój stosunek do obecnej  władzy w Rosji. Od ponad dwudziestu lat mocno interesuję się sowieckim/stalinowskim okresem w histori rosyjskiej, podobnie mój anarchizm, w przeciweństwie do wielu nurtów zachodniej myśli wolnościowej, jest zdecydowanie antykomunistyczny. Piszę o tym wyłącznie dlatego, gdyż na pewno znajdą się frustraci próbujący na chama wepchnąć mnie w jakąś “antypolską”, “sowiecką” czy ch… wie jaką jeszcze wnękę…

 

Bolgar – Tatarstan | foto: Valeria Alanova

 

Rosyjskie ścieżki – tak roboczo nazwałem ten cykl – to po prostu seria rozmów z moimi rosyjskimi znajomymi i przyjaciółmi. Tematyka owych rozmów będzie, rzecz jasna, bardzo szeroka, albowiem nie mam najmniejszego zamiaru zamykać się w jakieś jednej zonie. Możecie spodziewać się bardziej osobistych wynurzeń, niż politycznych manifestów. Moim głównym celem jest przedstawienie Wam Rosji z perspektywy jednostkowych losów, przeżyć i refleksji samych Rosjan.
Z założenia nie ograniczam w niczym moich rozmówców. Zadając im pytania, daję im wolną rękę co do formy, długości, stylu odpowiedzi. Oczywiście przetłumaczonych na język polski wywiadów nie będę skracał, czy modyfikował, nie chcąc w żaden sposób wpłynąć na sens wypowiedzi.
Cały czas myślę nad rozszerzeniem tej formuły. Nie wiem jeszcze jak to będzie wyglądać w przyszłości. Cel jest jeden: otworzyć przed Wami kilka furtek, za którymi stoją zwykli-niezwykli Rosjanie. Dla mnie niezwykli, bo na różne sposoby mi bliscy, w codziennych kontaktach, w odwiedzinach, w przyjaźniach… Nasza znajomość, to mega-ciekawy proces, w którym zupełnie naturalnie zacierają się jakieś pieprzone narodowe kwasy. Narody, to klatki i wybiegi, jak w ogrodach zoologicznych. Władza – właściciel ZOO – permanentnie wmawia wszystkim, że klatki i wybiegi służą bezpieczeństwu, przetrwaniu, “zachowaniu gatunku”, a tak naprawdę są zniewoleniem i totalną kontrolą. Dlatego też, Panie i Panowie, jebać władzę – pogadamy sobie tutaj o Rosji bez polityczno-narodowych klatek :)