Setka wódki po zamachu

Podziel się:
0Shares

Po robocie, leję sobie setkę, słuchając wiadomości z Radio Australia. Potem Taiwan, Korea Płd., Japonia, rosyjskie: Chabarowsk, Nowosybirsk i Moskwa…

Nie wytrzymuję gnojówki lejącej się z polskich mediów, rzygam od smrodu “mowy nienawiści” i “uczonych dywagacji” dziennikarskiego mainstreamu. Zasrany Smoleńsk, zasrany Palikot, zblazowana Paradowska, chorzy Karnowscy, Brunon K. jako tekturowa makieta Breivika, nierób Tusk, frustrat Kaczyński, Braun bez obciachu mówiący, o co kaman prawicowym pojebom, Gmyz-fachura od wszystkiego, Olejnik-nijaka, zachowawcza i nudna menda, quasi-lewicowe ścierwo “komentujące” wszystko co popadnie – na oślep…

Nie mam siły, ani ochoty na dogłębne analizy patologii zwanej: Polska A.D. 2012. Powyższy wycinek tej gównianej układanki prowokuje jedynie do odlania się na te rozgorączkowane łby, drążące te wszystkie śmierdzące korytarze w podziemiach uprzedzeń, wiejskich bujd, schizofrenicznych projekcji, biało-czerwonych dewiacji i konfliktów. Celowo używam takiego języka, bo nie warto zatrzymywać się dłużej nad tym cuchnącym ściekiem; takowe ekspedycje wytrzymują jedynie najwytrwalsi adepci antropologii kultury.

Prawica pokazauje ostatnimi czasy swoją gębę w pełnej krasie: od ONR-owskich nazioli, po Lisickiego i Krasnodębskiego. Wszystko, co pomiędzy, cudownie się kotłuje , tworząc interesującą mozaikę. Kaczyński nie ma wielkiego wyboru i musi trzymać się konwencji fasadowej demokracji (tutaj “reżyser” Braun ma absolutną rację: demokracja, to ściema), ale lud smoleński już niekoniecznie. Podobnie rzecz się ma z “prawdziwymi mediami”; otóż uważam rze nowy “projekt prasowy” Karnowskich czeka ten sam ferment i los, jaki dotyka obecnie tytuł, z którego wywalono na zbity pysk Gmyza. Fronda – solidarnie wspierana przez Gadzinowskiego – płacze z uwagi na zbliżający się kres dofinansowywania “niszowych publikacji kulturalnych” (zapewne pluszowe “lewaki” z KrytPo również ronią swe łzy klasy średniej – hipsterskie studenciaki nie poczytają Żiżka… To straszne!). Tymczasem Tusk i jego pierdolona banda rżną głupa w serdecznych objęciach nieróbstwa, pogłębiając ten nieszczęsny kraik w coraz większym syfie i długach.

Nadszedł czas na rewolucję kulturalną. Prawicową, rzecz oczywista, lub – dla leksykalno-politycznej niepoznaki – na rewolucję patriotyczną. “Reżyser” Braun się ucieszy, Sakiewicz się ucieszy, Prezes Tej Partii również. Krasnodębski ładnie ubierze to w akademicki garniturek, może nawet Ziemkiewicz (którego [paradoksalnie!] najbardziej cenię z całej tej prawicowej bandy) popełni jakąś książkę, a ONR zacznie wprowadzać w życie nowe kulturowe wzorce… Kiedy czytam/słucham, co się dzieje wokół Pokłosia, wokół odmowy Opani zagrania w kuriozalnym filmie o Smoleńsku, kiedy nawet Linda ma wkurwa, że prawicowcy wkręcają go po swojemu w całe to gówno, wtedy widzę jedynie bankructwo tej plemiennej choroby zwanej patriotyzmem. Widać jak na dłoni, co czyni z ludzi ten zlepek guseł, “tradycji” (pojmowanej, rzecz jasna, zgodnie z barwami chorągiewek i z zapachem ideologicznego moczu, którym znaczy się teren “debaty publicznej”) i  zacietrzewienia…

Jeeeb, będę to powtarzał do usranej śmierci: ten chory kraj nad Wisłą NIGDY nie zrozumie kilku podstawowych rzeczy:

1. W każdym narodzie (w każdej grupie etnicznej) znajdują się skurwiele, zdrajcy, konfidenci, dewianci, gwałciciele, sprzedawczyki, kanalie, hipokryci, mordercy! Również w obrębie tej biało-czerwonej uświęconej-przez-wszystkie-siły-niebieskie ziemi!

2. Martyrologia i kultura pomników, to najprostsza droga do kompletnej deformacji społecznej percepcji w kontekście każdej społeczności biorącej za elementarny czynnik spajający narodowość, czy kwestie etniczne.

3. Nie istnieje (bo nigdy nie istniała i istnieć nie będzie) obiektywna prawda. Wszyscy znaczący myśliciele w historii, bez względu na pochodzenie i poglądy, rozwalili sobie pyski o tą kategorię. Ani Jezus, ani Ghandi, ani Kant, ani Hegel nie utwierdzili nas w przekonaniu o jej istnieniu, więc niby czemu miałby to uczynić jakiś Kaczyński, Macierewicz, czy inny Terlikowski.

4. Polska nie jest najważniejsza.

***

Jutro kolejny dzień w pracy. Subtelna obserwacja tych “polskich dyskusji”, tego bełkotu, tych podzielonych gównem ludzi, którzy powinni raczej skupić się na fakcie ekonomicznego wyzysku w miejscu pracy – bez pieprzonych flag i obelg… Nie miałem aspiracji do wyrzygania czegoś ambitnego – człowiek zmęczony i wkurwiony pisze prosto i bez ozdobników. Jutro znowu ta banda ideowych nierobów zasmrodzi naszą rzeczywistość kolejnymi rewelkami. Wiadomo, to był zamach i chuj.

Nie dziwcie się więc, że wolę słuchać zagranicznych rozgłośni…

Jedna odpowiedź do “Setka wódki po zamachu”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *