Skuteromania – 50cm³ vs 1600W | Dlaczego wolę spalinówki?

Skuterami jarałem się od niepamiętnych czasów. Już za dzieciaka podobały mi się te małe bestie śmigające po ulicach miast. Wtedy były to Jawy, czasem odremontowane Osy, a później skutery Simsona… Żelazna kurtyna skutecznie odgrodziła nas na wiele dziesięcioleci choćby od skuterów włoskich, tak więc widok Vespy w tamtych czasach był nie lada rarytasem.

Nadeszły czasy punkrocka, włóczęgi autostopem po Europie, wizyty za squatach… Niemal zawsze gdzieś migały mi przed oczyma obrazki punków na totalnie rozjebanych skuterach, 50-tkach i 125-tkach, pędzących na gigi. Pod squatami, obok kłębowiska rowerów, często stały sfatygowane dwusuwy, najczęściej włoskich marek. Im dalej na południe, tym częściej stykałem się ze skuterem jako punkowym środkiem lokomocji, a niejedna OI!/punk kapela śpiewała o tych zacnych dwukołowych piździkach…

Vespa – Skuteromania
Zipp Astec 50 4T

Pierwszy autentycznie mój skuter sprawiłem sobie chyba w 2016 roku. Był to Zipp Astec, czarniutki czterosuw 50cm³. Miałem sporo szczęścia, bo skuter kupowałem z ogłoszenia, a więc trafił mi się egzemplarz w słusznym kolorze, w dodatku właścicielką była kobieta, która… niemal 6 lat trzymała ów skuter w garażu, przy całkowitym przebiegu 990 km (sic!) – czego chcieć więcej?! Rewelka! Zadbany, niemal nowy Zipp za 1700PLN!
Skuter służył mi codziennie, w dojazdach do pracy i z pracy do domu i rzecz jasna w weekendowych wypadach w różne ciekawe i piękne miejsca Beskidów (uwierzcie, że jest u nas mnóstwo do zobaczenia!), zachodniej Małopolski i południowego Ślůnska.
Głęboki schowek pod siedzeniem wraz z plecakiem były gwarancją, że spakuję wszystko czego potrzebuję na jedno- bądź kilkudniowy wypad gdzieś w dzicz, gdzie nie ma ludzi, gdzie zaszyję się z książką… Ale Zipp rządził również w miastach, gdzie miałem wyjebane na korki i slalomem między samochodami docierałem do celu szybciej, niż ktokolwiek. Skuter jest w ogóle świetną zabawką do punkowej jazdy miejskiej, mówiąc łagodnie, nie do końca zgodnie z przepisami. Warto jednak być uprzejmym na drodze; ponad połowa kierowców jest pozytywnie nastawiona do dwukołowców, więc warto to pielęgnować, a pozostałej reszcie samochodowych hejterów – kij w dupę!

Jak wiadomo, skuter to niezwykle mało wymagająca maszynka do jeżdżenia. Zwłaszcza ten o pojemności silnika 50cm³. Za ok 10-12PLN jeździłem mniej więcej 5-6 dni, tankując jedynie w weekendy. W sumie przez wszystkie lata eksploatacji Zippa, zaliczyłem 3-4 przeglądy, dwukrotną wymianę paska napędowego, dwukrotną wymianę filtra powietrza, sezonowe wymiany oleju i płynu hamulcowego, wymianę dwóch żarówek, jednego akumulatora i regulację gaźnika. Jak pisałem wcześniej, jeździłem nim codziennie, nie garażując go (brak garażu), trzymając pod płachtą przeciwdeszczową, przed blokiem – cały rok, łącznie z zimą! Dzięki żelowemu akumulatorowi, Zipp odpalał mroźnymi porankami ze startera, nawet przy -15°C (sic!). Jeździłem nim nawet wtedy, gdy na zewnątrz były 30-centymetrowe zaspy na nieodśnieżonych drogach, zaliczyłem dwie wywrotki na zlodowaciałych rondach i… żyję :D

Generalnie Zipp, to polska firma, ale jak wiele innych tego typu, skutery produkuje w Chinach i stamtąd je sprowadza. Zipp miał i ma opinie mało awaryjnych skuterów, aczkolwiek wiadomo, że cudów nie ma – to tylko chińczyk z budżetowymi częściami. Dlatego właśnie bajecznie prosto i tanio można go naprawić i śmigać… Ja na swoim zrobiłem prawie 8000 km, gdy postanowiłem… no właśnie – postanowiłem dokonać mini-rewolucji i przesiąść się na skuter elektryczny.
Tak naprawdę okazało się, że wjebałem się na minę, która z wielkim hukiem wybuchła po roku użytkowania mojej nowej zabawki…

Barton Energy 2019

W sumie skutery elektryczne szybko przebiły się do świadomości użytkowników podobnych sprzętów. Teraz już wiem, że był to (a częściowo wciąż jest…) dobrze nakręcony kawałek reklamy połączony z internetową ofensywą. Dość powiedzieć, że rok temu wkręciłem się w temat elektrycznych skuterów.

W teorii wszystko brzmiało pięknie i chwalebnie. Eko-pojazd miejski z natychmiastowym momentem obrotowym dzięki silnikowi elektrycznemu, mało eksploatacyjnych części, a więc i niskie koszty użytkowania, zasięg 60-65km na jednym ładowaniu za… 1.20PLN – jada praktycznie za darmo!
Bajka, nieprawdaż?
Zdecydowałem się na kupno nowego skutera, w jednym ze sklepów będących autoryzowanym przedstawicielem firmy Barton. To właśnie ta polska firma składała w Chinolandii skutery elektryczne o nazwie Barton Energy 2019. Za 4500PLN stałem się posiadaczem nówki sztuki. Kupując Bartona Energy mimochodem spojrzałem na spalinowe 50-tki tej firmy, stojące tuż obok… Gdybym mógł cofnąć czas do tego momentu, olałbym elektryka i do dziś cieszyłbym się nowiutkim Bartonem spalinowym (które cieszą się bardzo dobrą opinią użytkowników)… Ale moje rozczarowanie miało nadejść po roku.

Podjarany wróciłem ze skuterem do domu… Poczytałem w necie nt. ładowania i innych dupereli… Podłączyłem Bartona do prądu i… po dwóch godzinach ładowania (z normalnej ładowarki sieciowej 220V) – pierwsza jazda!
Mały szok: skuter przy minimalnych ruchach manetki wyrywa się do przodu na maxa! Muszę się pilnować, szczególnie na światłach. Po kilkunastu minutach jazdy przyzwyczajam się do momentu obrotowego silnika elektrycznego (umieszczonego w tylnym kole) o mocy 1600W.
Co jest najprzyjemniejsze w jeździe elektrycznym Bartonem? Cisza. Jedziesz bezgłośnie, jak na rowerze, a jazda jest mega-płynna. Sama przyjemność! Zawieszenie z tyłu całkiem dobrze tłumi nierówności na drodze, czego nie można powiedzieć o amortyzatorach z przodu – są nieco zbyt twarde. Mnóstwo miejsca na nogi, super-wygodna kanapa – nawet po dłuższej jeździe jest komfortowo.

Barton Energy 2019 zasilany jest sześcioma ogniwami 12V. Tak więc mamy napięcie 72V, które razem z wbudowanym sterownikiem pozwala nam na jazdę 45km/h (to chore ograniczenie w skuterach/motorowerach, ech…). Zaczynam poznawać skuter w praktyce, codziennie jeżdżąc po mieście i do pracy. Ładuję go średnio co trzy dni, po ok. 5-6 godz. Albo co dwa dni, po 3-4 godz. nie dopuszczając do całkowitego rozładowania akumulatorów.
Po kilku miesiącach sprawdzam rachunki za prąd – naprawdę nie zauważam, żeby z portfela uciekała mi kasa tytułem obciążania sieci ładowaniem skutera. Owszem, rachunki są ciut wyższe, ale mam świadomość, że w tym samym czasie wydałbym więcej na benzynę. Trzy dni jeżdżę za 1.20PLN.

Dziwne rzeczy zaczynają się dziać po ok. 10 miesiącach eksploatacji skutera. Zauważam, że wydajność ogniw nieco spada… Teraz ładuję skuter co dwa dni… Jednocześnie na elektroda.pl zakładam temat odnośnie wymiany ogniw i przyśpieszenia skutera. Większość proponuje akumulatory litowo-jonowe, z większym natężeniem prądu + wymianę sterownika, aby móc jeździć nawet do 80km/h.
Tymczasem z tygodnia na tydzień wydajność akumulatorów spada i spada. Ładuję skuter codziennie, zaczynam jeździć z 10-metrowym przedłużaczem w schowku, by móc się “w drodze” doładować – groteska! Pewnego dnia rozkręcamy z kumplem ogniwa, a tam… nędza i rozpacz! Sześć akumulatorów z chińskimi szlaczkami, wykonanych w takiej jakości, jakby grupka dzieci w chińskim garażu składała je ręcznie po nocach. Są to akumulatory kwasowe… W środku suche jak pieprz, wszystkie bez wyjątku!
Dolewamy wody destylowanej do wszystkich i ładujemy… Następnego dnia od razu czuć zdecydowaną poprawę! Skuter śmiga, akumulatory utrzymują energię. Super! (Przed rozkręceniem akumulatorów zadzwoniłem do przedstawiciela Bartona, by zapytać, czy można to zrobić w ramach gwarancji, a ten uprzejmie mnie informuje, że… akumulatory nie wchodzą pod gwarancję skutera! Miło, kurwa… :/).
Radość trwa tylko dwa dni. Nagle, w trakcie jazdy poziom baterii spada z 35% do… 1%! Nara…

Wkurwienie moje nie ma granic! Przedstawiciel sprytnie umywa ręce (akumulatory nie obejmuje gwarancja).. Dowiaduję się, że wymiana akumulatorów na żelowe, odporne na częste ładowanie / rozładowanie, z roczną gwarancją, to koszt mniej więcej 1600PLN (w najtańszym wariancie). Decyduję się wystawić na sprzedaż mojego Bartona i zauważam, że już sporo modeli z 2019 roku (jak mój) wisi na OLX i w innych miejscach w necie… Mija niemal miesiąc, obniżam kilka razy cenę i… nic! Raptem trzy telefony z pytaniami i cisza. Sądząc po innych ogłoszeniach i i braku zainteresowania nimi, utwierdzam się w przekonaniu, że nie jestem jedynym, który chce pozbyć się Bartona Energy…

Całkiem przypadkowo kontaktuję się z inna przedstawicielką Bartona, która informuje mnie, że u niej akumulatory w nowych Bartonach są żelowe, dobrej jakości, z gwarancją. Więc padłem ofiarą nieuczciwego przedstawiciela!
Wreszcie udaje mi się sprzedać skuter, ale w takiej cenie, że ręce opadają – popłynąłem na baaardzo dużą kasę, jak na moje warunki finansowe! Pozostał niesmak, wkurw i postanowienie, że dopóki baterie litowo-jonowe będą wciąż tak kosmicznie drogie, nigdy nie przesiądę się już na skuter elektryczny!


Co mogę poradzić tym, którzy mimo wszystko chcieliby jeździć elektrykami? Koniecznie sprawdźcie, czy akumulatory w skuterze są nowe, żelowe, lub litowo-jonowe! Zadbajcie o gwarancję, przynajmniej roczną! Jeśli akumulatory nie wytrzymają eksploatacji ok. dwóch lat, nie ma sensu kupować takiego skutera. Łatwo obliczyć, że spalinowa 50-tka czterosuwowa nie pożre nam 1600PLN w ciągu 12 miesięcy jazdy – a tyle właśnie będziecie musieli wydać na wymianę akumulatorów w najtańszym wariancie… Więc gdzie tu oszczędność i eko? Hmm…

Po sprzedaży Bartona Energy minęło wkurwienie, ale pozostała niemal pusta kieszeń. Za to, co zostało udało mi się kupić czarnego chinola (foty powyżej) – również 50cm³, również czterosuwowego, z przebiegiem ok. 4500km, z wymienionymi częściami, zadbanego i… czarnego ;)

Kształtem przypomina mojego starego Zippa (jak większość “polskich” skuterów składanych w Chinach), chociaż jest ciut mniejszy. Mechanicznie plusem jest to, że ex-właściciel jeździł na zablokowanym egzemplarzu (więc z max. prędkością 45km/h), przez co silnik nie jest “zajeżdżony” – po odblokowaniu będę śmigał 70-75km/h bez żadnych problemów!
Pozostaje jedynie wymiana zespolonego przełącznika kierunkowskazów (uszkodzony przełącznik lewego kierunkowskazu), a więc i wymiana przełączników z prawej strony (światła, starter), żeby wyglądało to ładnie i spójnie. Oprócz tego wymiana pękniętego klosza tylnej lampy i… nalepka z logiem дискраст z przodu :D

Reasumując – obecnie nie widzę dla siebie elektrycznej alternatywy wśród skuterów. Mówię o niższej półce cenowej używanych piździków. Wciąż spalinowy czterosuwowy skuter wydaje się bardziej ekonomicznym wyborem… Nie mam porównania ze skuterem elektrycznym, który jeździłby np. dwa lata na tych samych akumulatorach; być może i cenowo i ekologicznie – paradoks! – porównanie wyszłoby na korzyść spalinówki (sic!)…