Suki Kim – Pozdrowienia z Korei. Uczyłam dzieci północnokoreańskich elit

Podziel się:
0Shares

Jedna z najważniejszych (wydanych w Polsce) książek nt Korei Północnej w tym roku, a może i w ostatnich latach. Książka nie tylko świetnie napisana, ale i bardzo wartościowa. Poza tym jest zwyczajnie budującą opowieścią, mikroskopijnym okruchem nadziei na to, że na północy półwyspu koreańskiego jakakolwiek zmiana zacznie się w głowach tych z pozoru uprzywilejowanych, młodych ludzi, których uczyła Suki Kim.

Autorka, urodzona w Korei Południowej, szybko wyemigrowała z rodzicami do USA, otrzymując tam obywatelstwo. Mimo tego, że mieszkała po drugiej stronie oceanu, z dala od rodzinnego domu, nauczyła się koreańskiego i zachowała głęboki szacunek do koreańskich tradycji (w obu Koreach więzi rodowe i rodzinne są podstawą ich tożsamości). Matka Suki Kim zachowała całą traumę konfliktu koreańskiego i koszmar wojny, przekazując córce w dramatycznych opowieściach to, co spotkało jej rodzinę. Kim, jak się okazało, miała krewnych również po drugiej, komunistycznej, stronie tej najbardziej ze strzeżonych granicy na świecie.

Kiedy tylko pojawiła się okazja, by wraz z protestancką misją nauczycieli wyjechać do Pjongjangu i uczyć tam angielskiego dzieci północnokoreańskiej elity, Suki Kim od razu zgłosiła swój akces i została przyjęta. Oczywiście ukryła przed misją i ambasadą Korei Płn., że jest niewierzącą reporterką.
Kim przybyła do skoszarowanej, świeżo postawionej szkoły na przedmieściach stolicy. Szaro, betonowo, z drutem kolczastym wokół szkoły i czegoś w rodzaju kampusu. Jej zadaniem było uczenie języka angielskiego 19-20-letnich synów pochodzących z północnokoreańskiej elity aparatu państwowego i armii. Wszystkie zajęcia surowo obserwowane przez bezpieczniaków, każdy temat do zatwierdzenia przez górę (łącznie z obrazkami wykorzystywanymi w słownych grach i zabawach edukacyjnych), bezwzględna dyscyplina i przyporządkowanie do grup w zależności od poczynionych postępów w nauce. Kontakty: student-nauczyciel ograniczone do niezbędnego minimum, żadnego “kroku w bok” poza “program nauczania”, żadnych pozaedukacyjnych relacji (kampus dzień i noc patrolowały uzbrojone dziewczyny-strażniczki[sic!]).

W takiej atmosferze Suki Kim przeżyła kilka semestrów, starając się maksymalnie wykorzystać ten czas na próbach zrozumienia i porozumienia. Z biegiem czasu staje się ulubioną wykładowczynią, a jej wyjątkowa umiejętność przekazywania mikroskopijnych okruchów ze świata zewnętrznego sprawia, że studenci powoli i z niemałym strachem otwierają się na swoją nauczycielkę, jednocześnie odsłaniając przerażającą pustkę kryjącą się nie tylko za quasi-wiedzą, jaką gwałci ich reżim Kim Dzong Una, ale i za fasadą nędznej propagandy.
Dlaczego książka jest wyjątkowa? Bo wyjątkowe jest środowisko, w jakim przyszło Autorce uczyć języka, jak i ona sama i jej reporterski warsztat jest pełen wyjątkowości. Suki Kim umiejętnie łączy osobistą refleksję z reporterskim talentem, przez co Pozdrowienia…, nie śmierdzą kolejną plastikową publikacją o Korei Północnej. Poza tym jest Koreanką i łatwiej jest jej pewne zawiłe, a czasem przerażające aspekty reżimowej rzeczywistości dostrzec, ale i zgłębić i czytelnie przekazać.

Lektura jak najbardziej obowiązkowa! Ponadto zachęcam do poszperania w necie i do przeczytania / obejrzenia wywiadów z tą niezwykle skromną, ale i utalentowaną reporterką!