Anna Badkhen – Cztery pory roku w afgańskiej wiosce. Reportaże o wyplataniu dywanów

Podziel się:
0Shares

Åsne Seierstad i Wojciech Jagielski – te dwa nazwiska niejako automatycznie pojawiają się w mojej głowie, gdy na horyzoncie widzę temat: Afganistan. Dziś do tych dwóch nazwisk, bez wahania, dopisuję Annę Badkhen, dziennikarkę wyjątkową, o ogromnym talencie i progu wrażliwości.

Oczywiście nie chcę przez to powiedzieć, że powyższa “trójca” wyczerpuje listę wnikliwych i utalentowanych twórców i dziennikarzy zajmujących się tematyką Środkowego Wschodu, w szczególności zaś Pakistanem, czy Afganistanem właśnie. Chcę jednak podkreślić, że Anna Badkhen, to absolutnie ekstraklasa, profesjonalizm i dziennikarskie mistrzostwo – bez dwóch zdań!
Autorka lśni jak diament na tle innych twórców / twórczyń literatury faktu, albowiem posiada doskonały warsztat dziennikarski, a nade wszystko – potrafi operować słowem zarówno na płaszczyźnie czytelnego zapisu faktów, jak również pięknego ujęcia tychże w literackie szaty.

Sam tytuł mówi nam już bardzo wiele… Oto bowiem Anna Badkhen decyduje się na pozostanie w Afganistanie okrągły rok, by na własne oczy zobaczyć i na własnej skórze odczuć, jak właściwie żyją Afgańczycy na głębokiej prowincji północnego Afganistanu. Zresztą określenie: “głęboka prowincja” jest tutaj sporym eufemizmem, albowiem Autorka udaje się do maleńkiej wioski Oka, leżącej gdzieś daleko na spalonej słońcem pustyni, za Mazar-e Szarif. Do Oki nie prowadzi żadna droga, żadna ścieżka. Oki nie ma na żadnej afgańskiej mapie, Oki nie sposób dostrzec nawet przy pomocy Google Maps. Badkhen jedzie więc do wioski-widmo.
Druga część tytułu jest nie mniej istotna; dziennikarka stara się pokazać czytelnikowi nieskończenie trudne warunki życia maleńkiej społeczności odciętej od najbliższych wiosek i miast, poprzez jedyny przejaw piękna w tym morzu piaskowych wydm poruszanych przez wiatr, który nawet na chwilę nie przestaje wiać… Tym pięknem są dywany tkane przez miejscowe kobiety – jest to jedyne zajęcie przynoszące realny dochód tym ekstremalnie biednym, ogarniętych inercją, otoczonych pustynnym więzieniem i naćpanych opium ludziom. Dywany trafiające później na targi w Kabulu, Dubaju i Istambule, kupowane przez bogaczy w USA i Europie, osiągają bajeczne sumy tysięcy Euro. Mieszkańcy Oki za dywan tkany cały rok otrzymują 200 dolarów…

W zasadzie każde kolejne zdanie na temat Czterech pór roku…. byłoby spoilerowaniem. Każda historia bowiem opowiedziana przez Annę Badkhen w tej książce jest ważna, wyjątkowa – podobnie jak węzły przy tkaniu dywanów. Jeden węzeł niewiele znaczy, ale umiejętnie połączony z innymi, wraz ze specyficznym kolorytem i unikalnymi wzorami obecnymi na afgańskiej i tadżyckiej ziemi od tysięcy lat, tworzy czyste piękno.
Dokładnie takie są codzienne historie z Oki. Pełne bólu, zachowanych w pamięci, niekończących się nigdy wojen i konfliktów. Historie permanentnego niedojadania, czy wręcz głodu (mieszkańcy Oki lubią mówić, że nie poszczą w czasie Ramadanu, albowiem jedząc tyle co nic, poszczą tak naprawdę cały rok) uśmierzanego opiumowymi majakami. Historie chorób, maleńkich radości, maleńkich uśmiechów, okruchów czegoś, co mogłoby choć trochę przypominać normalność, albo w tych przeraźliwie trudnych warunkach będących normalnością właśnie…

Autora doskonale porusza się w przestrzeni antropologiczno-historycznej Afganistanu i krajów ościennych, w jej wieloetnicznym kotle, zatem otrzymujemy bardzo bogatą w fakty opowieść, która pozostaje w głowie na bardzo, bardzo długo.

Takie książki, jak ta właśnie, zmieniają ludzkie spojrzenie na dany kraj, naród, zwyczaje. Cztery pory roku…, to swoisty podręcznik, dojrzała dokumentalna proza pisana z ogromnym szacunkiem i znawstwem innych kultur. Podkreślam to, albowiem żyjemy w czasach, gdy pod szyldem: “literatura faktu” rozmaite wydawnictwa wciskają nam płytkie opowiastki niewydarzonych “podróżników i dziennikarzy”, których makulatura obfituje w ignorancję i powierzchowność śmierdzącą eurocentryzmem. Na tym tle niniejsza książka, to prawdziwy skarb!

Trzeba przeczytać – koniecznie!


··· podkład muzyczny: Hossein Alizadeh, Madjid Khaladj, The Yuval Ron Ensemble, Dervishane

Książki

Podziel się:










0Shares

Krótko i zwięźle będzie… Oczywistym jest, że nie napiszę o wszystkim, co przeczytałem przez te miesiące milczenia blogowego, bo jest to po prostu cała góra książek; złapałem się na tym, że znowu kupuję książki “na zapas” – rośnie półka rzeczy do przeczytania, a w Calibre powiększa się biblioteka nieprzeczytanych rzeczy…

Simon Sebag Montefiore – Stalin. Dwór czerwonego cara

stalin-dwor-czerwonego-cara-b-iext25996266Po prostu fenomenalna, potężna praca poświęcona największemu rzeźnikowi XX wieku i jego świcie politycznej. Montefiore nie po raz pierwszy w sposób mistrzowski ukazuje nam rzeczywistość ZSRS i głównych postaci sowieckiego imperium.
Nie jest to książka o samym Staline, a raczej o jego bezpośrednim otoczeniu rodzinno-politycznym, o tej obłędnej, koszmarnej koegzystencji katów z Komitetu Centralnego z Katem Naczelnym. Stalin jest tu ukazany przez pryzmat swoich prywatnych i politycznych decyzji i percepcji tychże przez jego najbliższych współpracowników.
Książka napisana z rozmachem (objętość onieśmiela, choć z każdą kartką chce się czytać jeszcze i jeszcze), dbałością o fakty i wartość historyczną.  Jej podstawowym celem jest zerwanie z sowieckimi mitami, pokutującymi do dziś; z jednej strony w dyskursie historycznym współczesnej Rosji wciąż powtarzana jest bzdura o”niedostatecznym poinformowaniu Stalina przez KC o rzeczywistej sytuacji w ZSRS”, co oczywiście redukuje radykalnie stalinowskie zbrodnie idące w dziesiątki milionów; z drugiej zaś strony Simon Montefiore rozprawia się z kolejnym kłamliwym mitem mówiącym, że Mołotow, Kaganowicz, Beria, Malenkow, Mikojan, Chruszczow i reszta Komitetu Centralnego wykonywała jedynie rozkazy Stalina, zatem ich odpowiedzialność za machinę sowieckiego terroru jest znikoma. Oba mity są oczywiście kłamliwe, a Autor w sposób perfekcyjny rysuje przed nami historyczne tło systemu decyzyjnego na Kremlu, systemu zazębiających się: paranoi samego Stalina i wykonawców jego pleceń (czy też – w innych przypadkach – umiejętnego bojkotowania niektórych zaleceń przy pomocy bezwładnego cielska biurokratycznego jakim za Stalina stał się ZSRS).
Autor umiejętnie wplata we wszystkie wątki historyczne prywatne życie kremlowskich włodarzy (jak dotąd, nikt tak przenikliwie jak Montefiore nie opisał prywatnego życia sowieckich dygnitarzy na czele ze Stalinem i jego rodziną).
To opasłe tomiszcze, to dla interesujących się ZSRS i Rosją prawdziwa gratka! W czasie lektury Dworu czerwonego cara, momentalnie przypomniałem sobie równie świetną książkę Roja A. Medwediewa pt. Ludzie Stalina. Można spokojnie potraktować ją jako “lekturę uzupełniającą” do naprawdę świetnego tomu Simona Montefiore!

Orlando Figes – Szepty. Życie w stalinowskiej Rosji

i-szepty-zycie-w-stalinowskiej-rosjiKolejny opasły tom historii w najczystszej postaci od wydawnictwa Magnum! To, czego od lat dokonuje Swietłana Aleksijewicz, czyli cierpliwie i wnikliwie opisuje indywidualne losy ludzi w [post]sowieckiej rzeczywistości, tego w obrębie okresu stalinizmu dokonał Orlando Figes. To absolutnie unikalna praca kronikarsko-historyczna spajająca “wielką historię” z losem jednostki i jej miejsca w stalinowskim państwie.
Figes zebrał pokaźną ilość dzienników, wspomnień, listów i innych dokumentów uwieczniających losy poszczególnych jednostek, ludzi z krwi i kości, którzy rzuceni w wir zbrodniczego systemu, próbują jakoś utrzymać się na powierzchni.
Od książki nie sposób się oderwać!
Lektura obowiązkowa!

Steven Lee Myers – Nowy car

nowy-carSolidna objętościowo, solidna w treści. Taka jest biografia Putina autorstwa Myers’a. W ostatnich latach obserwujemy wysyp “sensacyjnych i absolutnie wyjątkowych” książek o rosyjskim dyktatorze. Olbrzymia ich część, to maglowane w nieskończoność znane wątki zanurzone w kryminalno-oligarchicznym sosie, napisane jak lipne artykuły w Super Expresie, czy w Newsweeku.
Nowy car jest przede wszystkim publikacją opartą o bogaty materiał źródłowy; Autor pisząc nawet o znanych historiach (zamach na Dubrowce, Biesłan, Czeczenia itd.), stara się dotrzeć do nowych wątków tych spraw, zamiast nurzać poszczególne etapy życia Putina w sensacyjnych oparach.
Rzeczowo i w zgodzie z warsztatem historyczno-dziennikarskim (Steven Myers był długoletnim korespondentem New York Times’a w Rosji). Polecam Nowego cara zamiast wszelakich  quasi-biografii na dwustu stronach drukiem…

Jenny Nordberg – Chłopczyce z Kabulu. Za kulisami buntu obyczajowego w Afganistanie

ch_opczyceWyjątkowa i ważna dla europejskiego czytelnika książka. Można by rzec, że to jedna z niewielu książek podejmująca kwestię gender w Afganistanie. Jakkolwiek w Polsce słowo “gender” jest nie tylko krzywo rozumiane, ale i permanentnie zniekształcane przez prawicowych popaprańców, w tej oto książce mamy do czynienia z esencją dyskursu płci kulturowej w społeczeństwach skrajnie opersyjnych w stounku do kobiet.
Opresyjność owa wymusza reakcje społeczno-kulturowe, które jednak nie są inspirowane przez “import genderowej zarazy” z Zachodu, a stanowią wielowiekowy, stały element kultury afgańskiej (czy szerzej: kultur wielu społeczności Afganistanu i części Pakistanu).
Oto bowiem istnieje zwyczaj basza pucz – kilkuletnia dziewczynka w określonej afgańskiej wspólnocie staje się… chłopcem, co jest nie tylko akceptowane przez ową wpólnotę, ale i rozumiane jako “tabu z konieczności”. Basza pucz, to dziewczynka, która jest wychowywana jak chłopiec (najczęściej w rodzinach, gdzie większość potomstwa stanowią dziewczynki), która ubiera i zachowuje się jak chłopiec i więcej – może uczestniczyć w zwyczajowym życiu chłopców w silnie patriarchalnej kulturze afgańskiej.
Jenny Nordberg fenomenalnie opisuje losy wielu basza pucz, ich rozterki, problemy i rodzącą się świadomość płciową, rodzący się kulturowo-płciowy sprzeciw wobec seksistowskich kodeksów społecznych. Bycie chłopczycą, to jednocześnie ułatwienie i piętrzące się z czasem problemy. To indywidualne traumy, dylematy i trudne osobiste decyzje.
Autorka porusza również niezwykle ważną kwestię: jałowość, a czasami zupełną bezcelowość większości zachodnich programów antydyskryminacyjnych, które przybywają wraz z “feministkami-uzdrwicielkami” z USA i z Europy Zachodniej w samo serce Afganistanu, a ich efektywność jest wprost proporcjonalna do obszaru aktywności zachodnich organizacji; niewiele można zdziałać gnijąc w klimatyzowanych biurach i w ambasadach zachodnich krajów w centrum Kabulu i próbując “na żywca” kopiować rozmaite inicjatywy feministyczne zrozumiałe w naszej kulturze, jednak kompletnie niejasne dla wielu kobiet Afgnistanu.
Chłopczyce z Kabulu – koniecznie trzeba przeczytać!

Åsne Seierstad – Księgarz z Kabulu

Podziel się:










0Shares

Fenomenalna literatura faktu! Księgarz…, to jedna z tych książek, które czyta się z pragnieniem, aby nigdy się nie kończyły. Åsne Seierstad w sposób mistrzowski wniknęła w codzienne życie Afgańczyków i równie perfekcyjnie oddała klimat trudnej (eufemizm!) rzeczywistości Afganistanu. Po lekturze mogę spokojnie zaliczyć Seierstad do grona tych, którzy mistrzowsko ukazują nam Afganistan; dla mnie Księgarz z Kabulu, to książka kalibru Modlitwy o deszcz, Wojciecha Jagielskiego – pierwsza liga reportażu przyprawionego literacko tak, jak lubię!

Autorka – norweska dziennikarka wojenna i przenikliwa obserwatorka ludzkich tragedii w miejscach, gdzie nawet Allah mówi: nara! –  przez jakiś czas mieszkała z afgańską rodziną w Kabulu. Zapragnęła opisać codzienność ludzi, dla których koszmar wojny, to nie jednorazowa trauma, ale przekleństwo przekazywane jak w sztafecie, z pokolenia na pokolenie, obłędna karma, immanentny składnik codzienności…
Było to bezpośrednio po “pokonaniu” Talibów przez Sojusz Północny. Rodzina, która zgodziła się na ten swoisty eksperyment, to – w naszej zachodniej nomenklaturze – kabulska klasa średnia (jakkolwiek debilnie brzmi to w odniesieniu do realiów tak różnych od tych w naszej części świata!). Na jej czele stoi Sułtan – człowiek o szerokich horyzontach, oczytany, wykształcony, nade wszystko w życiu kochający książki i prowadzący w Kabulu kilka sklepików zawalonych po sufity starymi manuskryptami, książkami wszelkiej maści: od traktatów religijnych, po “oświecone” komunistyczne manifesty z czasów “wizyty” wojsk ZSRS w Afganistanie. Seierstad za jego zgodą zamieszkuje w jego domu, wraz z jego dwiema żonami, dziećmi, wnukami i krewnymi. Afgański dom, pełen ludzi, których indywidualne historie wymykają się codziennemu spojrzeniu na ten nędzny kawałek suchej i niegościnnej ziemi, historie które łamiąc stereotypowe postrzeganie Afganistanu i Afgańczyków – paradoksalnie – po brzegi wypełnione są tą ciężką zawiesiną tradycji, historii, krwi i przemocy.

Pył unoszący się nad afgańskimi wzgórzami i smród  uryny w ciasnych uliczkach Kabulu mieszają się ze łzami kobiet łajanych przez Sułtana. Kochając książki i wolność jaką niesie ich treść w tym kraju pełnym analfabetów, Sułtan jest bezlitośnie wpleciony w brutalny wzór prawa szariatu i twardej ręki, którą (choćby i symbolicznie) czują jego żony, dzieci i krewni.
Książka Åsne Seierstad, to również głos, jęk, płacz i okruchy radości kobiet afgańskich, ich rozterki, codzienna walka o przetrwanie. To śmierdzące, duszne powietrze pod burką i miliony igieł tabu wbijane w zmęczone ciała młodych dziewcząt i starzejących się matron.

Dlaczego Księgarz z Kabulu jest wyjątkową książką? Ano dlatego, że Seierstad nie raczy nas taniochą i sensacją wpychaną nam nachalnie ostatnimi czasy. To nie jest kolejna opowieść walnięta od reporterskiego szablonu, ani gówniane ckliwe opowiastki z kolorowymi okładkami, z których gapią się na nas urocze perskie/arabskie oczęta w hidżabie (kolejna quasi-literacka zmora, po zalewie historyjkami o wampirach, mgłach i innych klonach Chorego Portiera). Narracja w Księgarzu…, to zarówno literacki kunszt i rzetelność w obrębie faktografii. Historia opisana przez Åsne Seierstad broni się sama, albowiem nie jest zgwałcona przez zachodnie stereotypy, choć – co nie mniej ważne! – Autorka odważnie mierzy się z bestialstwem wielu zwyczajów zakorzenionych w kulturze afgańskiej.

Książka, którą trzeba przeczytać!