Shortwave Schedules – krótkofalowy “rozkład jazdy” dla Androida.

Niby nic wielkiego, ot mała aplikacja z działu “narzędzia”, a jednak nieoceniona, gdy wyłazimy z odbiornikiem w plener i chcemy sprawdzić, co w konkretnym momencie szumi w eterze (by móc to później wyłowić z krótkofalowych szumów) – mowa o Shortwave Schedules. Aplikacja napisana pod Androida, działająca szybko i płynnie, bez zwiechów i wszelkich problemów. Po pobraniu (za free oczywiście), jedynym wymogiem jest pobranie zaktualizowanej listy wszystkich rozgłośni nadających na falach krótkich (oj, jest tego mnóstwo!) – w moim przypadku update trwał ok. 2-3 minut. Dzięki temu, mamy bazę wszystkiego, co nadaje w zakresie SW.

Ekran powitalny
Ekran powitalny
Szukanie według czasu (UTC)
Szukanie według czasu (UTC)

SC20121208-142336

Szukanie według konkretnej stacji
Szukanie według konkretnej stacji

SC20121208-142451

Ta mała aplikacja działa dokładnie tak, jak serwis ShortWave Info. Oczywistym plusem jest jej mobilny charakter i fakt, że szybko możemy sprawdzić to, co nas interesuje, nie mając dostępu do kompa. Do dyspozycji mamy filtrowanie pod względem czasu nadawania (w UTC), nazwy radiostacji i konkretnej, akurat interesującej nas częstotliwości na falach krótkich.

Kilkanaście minut testowania wystarczyło, żebym uznał użyteczność Shortwave Schedules. Potwierdzam, że po zaktualizowaniu bazy danych, wyniki wyszukiwania zgadzają się z rzeczywistą sytuacją w eterze. Podsumowując – fajna duperela dla DX-maniaków, raczej z kategorii użyteczych, aniżeli gadżeciarskich…

Android bez defaultów

Zmnieniłem nieco wygląd mojego Androida (2.3.6), bo domyślne ikony jak i dockbar są dla mnie po prostu lipne. Nie od dziś wiadomo, że nie trawię kolorów na wszelkich desktopach, dlatego też wszystkie [cztery] pulpity na moim Samsungu wyglądają teraz zupełnie inaczej. Wystarczy zainstalować jedynie ADW.Launcher oraz jakikolwiek interesujący nas iconpack/theme i możemy zapomnieć o defaultach, jakie dostajemy kupując smartfon. Dzięki ADW.Launcher dotykowa nawigacja między pulipitami jest – przynajmniej dla mnie – bardziej przyjazna, a relatywnie duże możliwości konfigowe tylko powiększają pole manewru w materii: zmiana wyglądu telefonu. Poniżej kilka screenów, jak to u mnie wygląda (mój iconpack: Minimalist Metal).

Wiadomo, fajnie jest mieć linuxa na telefonie, ale jeszcze fajniej pozbyć się google’owskiego szpiegowania na rzecz autentycznego FOSS (Free and open-source software). Dlatego też – korzystając z dni wolnych – zamierzam łyknąć co nieco informacji na temat F-Droida. Jest to bardziej ludzkie i wolne oblicze Androida i myślę, że niebawem przeskoczę w repozytorium F-Droid. Co prawda ilość aplikacji nie zabija, ale nie o ilość idzie, ale o wolne oprogramowanie i ideę. Wieeeem, większość moich znajomych ma to w dupie, ale dla mnie to jednak ważny aspekt; jeśli już bawię się w posiadanie smartfona, wolałbym, aby nie był on na smyczy Google, czy innych tego typu potworków. Celowo nie poruszam tematu totalnej ignorancji i indolencji fanatyków/użytkowników rozmaitych iShitów, bo jestem padnięty po robocie i mogłyby posypać się sarkastyczno-cyniczne komentarze. Wyżyję się innym razem.