Czary mary – użyteczne duperele w Linuxie

Podziel się:
0Shares

Kilka przydatnych i ciekawych tricków ułatwiających życie przeciętnemu userowi Linuxa..

 

Firefox 75.0 – goodbye, new adress bar!

 

Firefox 75.0 – nowy pasek adresowy

Po pierwsze: mega-wkurwiający “nowy” pasek adresowy w Firefoxie! Po aktualizacji do wersji 75.0, w Firefoxie pojawił się “innowacyjny” pasek adresowy, pokazujący osiem najczęściej odwiedzanych stron, aby rzekomo ułatwić nawigację w przeglądarce… Hmm… co to jest osiem stron? Gdy korzysta się z przeglądarki pół dnia, ma się posegregowane zakładki w grupach, osiem zakładek, to zaledwie 1/4 jednej z moich grup. Rzecz kompletnie zbędna, jak dla mnie.
Z pomocą jak zwykle w takich sytuacjach przychodzi strona zaawansowanych ustawień: about:config. Wpisujemy więc w oknie adresowym: about-config i w polu wyszukiwania wstukujemy:

  • browser.urlbar.openViewOnFocus
  • browser.urlbar.update1
  • browser.urlbar.update1.interventions
  • browser.urlbar.update1.searchTips

Przy wszystkich tych opcjach zmieniamy wartość z “true” na “false” i… gotowe!  Po restarcie Firefoxa cieszymy się starym dobrym paskiem adresowym…

 

Convert – “sklejaj” swoje screeny i zdjęcia!

 

screenshoty połączone wertykalnie przy pomocy polecenia: convert

Czasem chcielibyśmy połączyć w jednym pliku kilka screenshotów, aby pokazać nasz pulpit w wersji clean – bez otwartych okien i dirty – z GUI / CLI aplikacjami, albo z kilku[nastu] okien konfiguracyjnych danej aplikacji zrobić swoisty tutorial i w jednym rzędzie zaprezentować proces ustawień, bez straty jakości plików graficznych. Możemy również zapragnąć połączyć nasze zdjęcia sprzed 5, 10 i 15 lat, by pokazać naszej drugiej połówce jak pięknie się starzejmy :D
W tym celu możemy wykorzystać konsolowe narzędzie o nazwie convert. Jest to  “gadżet” funkcjonujący w ramach pakietu imagemagick, zatem instalujemy go najpierw:

  • $ sudo apt install imagemagick

Następnie otwieramy terminal i wchodzimy w lokalizację z fotami / screenami, które chcemy połączyć:

  • cd ~/moje_foty

Składnia polecenia dla połączenia ze sobą kilku plików graficznych wertykalnie, wygląda tak:

  • convert -append 1.jpg 2.jpg 3.jpg 123.jpg

gdzie 1.jpg, 2. jpg… itd. to nazwy kolejnych plików, które chcemy połączyć “w pionie”, a 123.jpg, to nazwa pliku wyjściowego, a więc tego, który pojawi się jako efekt “sklejenia”. W praktyce wygląda to tak, jak na screenie powyżej (z lewej). Natomiast polecenie ze zmienną +append łączy nam wybrane pliki horyzontalnie:

  • convert +append 1.jpg 2.jpg 3.jpg 123.jpg

Jeżeli zechcemy zmniejszyć / zwiększyć nasz wyjściowy obrazek (lub jakikolwiek inny), możemy to zrobić procentowo, lub podając konkretną rozdzielczość przy zmiennej resize:

  • convert -resize 30% plik-oryginalny.jpg plik-wyjściowy.jpg
  • convert -resize 800x600 plik-oryginalny.jpg plik-wyjściowy.jpg

Inne ciekawe opcje znajdziecie w manualu:

  • $ man convert

 

Gogh – upiększamy swój terminal

 

Jeśli wśród was są użytkownicy takich terminali jak: gnome-terminal, tilix, panthenon-terminal, albo xfce4-terminal, możecie w mega-prosty sposób powiększyć ilość kolorystycznych schematów w swojej konsoli. Jak przydatne są kolory w terminalu, wie każdy, kto używa go na codzień.
Gogh, to rozwiązanie idealne dla tych, którym nie chce się samemu ślęczeć nad tworzeniem kolorystycznej palety w terminalu. Rozwiązanie jest banalne. Otwieramy jeden z w/w terminali (tylko one, póki co, są wspierane) i wpisujemy (jako normalny user, $):

  • $ bash -c "$(wget -qO- https://git.io/vQgMr)"

Pojawia się nam logo “Gogh” wraz z listą 190 schematów kolorystycznych – ich podglądy znajdziecie znajdziecie na stronie projektu (posegregowane w grupach: dark i light)… Wybieramy te schematy, które nas interesują i wpisujemy ich numery w ostatniej linii w terminalu, po wstukaniu powyższej komendy. ENTER i… po restarcie terminala znajdziemy w ustawieniach wszystkie nowo zainstalowane motywy.

 

Gogh – zmień kolorystykę swojego terminala

 

Gdy wrzuciłem link do Gogh’a na Reddit, w komentarzach pojawiły się dwa ważne, przeciwstawne głosy. Jedni bili na alarm w związku z niekontrolowaną ingerencją kodu z trzecich źródeł w nasz komp, a inni przypominali, żeby każdy przypadek traktować indywidualnie i nie histeryzować przesadnie.
To kurewsko ważna sprawa dla każdego usera Linuxa! Zauważcie, że Gogh instaluje swoje schematy w waszym terminalu bez potrzeby wchodzenia na konto root’a (więc zgadzacie się na ich instalację nie jako administrator systemu, ale jako zwykły user), więc w gruncie rzeczy “obcy” kod ma dostęp do waszego komputera, co w teori jest potencjalnie niebezpieczne z punktu widzenia zawartości owego kodu. Tutaj oczywiście mamy do czynienia ze zwykłymi zmianami w kolorystyce terminala, więc powinniśmy w jakimś stopniu zaufać twórcy, że jego kod jest “czysty” – zresztą gdyby było inaczej, jakiś hacktywista na pewno by to odkrył i społeczność linuxowa błyskawicznie dowiedziałaby się o tym. Pamiętajcie, że należy po prostu być ostrożnym, nie zapominając o tym, że zaufanie to jednak ważny aspekt w etycznej “otoczce” wolnego oprogramowania.

 

bashtop – “wypasiony” monitor systemu dla CLI

 

mój bashtop

Monitorów systemu działających w linii poleceń  jest naprawdę sporo – do wyboru do koloru. Kiedyś był top, potem ktoś zechciał podrasować ten projekt i stworzył htop (który cały czas cieszy się dużą popularnością – sam go często używam) i wiele innych konsolowych aplikacji monitorujących działanie poszczególnych komponentów naszego systemu.
bashtop, to nie tylko funkcjonalny, ale i naprawdę ładny monitor systemu. oprócz swojej przydatności prezentuje też wartość estetyczną – zajebiście komponuje się wśród innych aplikacji CLI (command line interface)… mamy do wyboru kilka tematów kolorystycznych, więc bez problemu dostosujemy bashtop do wyglądu naszego systemu. Polecam wypróbować :)

 

Linux jest właśnie dla ciebie!

Podziel się:
0Shares

Tak już mam – nie jestem w stanie wytrzymać zbyt długo bez grzebania w kompie. Linux1Nie używam spolszczenia tego słowa. Uważam, że oryginalna pisownia jest o niebo lepsza. Mimo tego słowo “Linuks” zaskakująco szybko przyjęło się w Polsce. uzależnia i jest to jedno z najbardziej fascynujących uzależnień, z jakim można się zetknąć. Jedno jest pewne: Linux zmienia na zawsze podejście do komputerów, oprogramowania i do wolności w przestrzeni internetowo-informatycznej i robi to tak niepostrzeżenie, że nawet osoby kompletnie nie siedzące w tematach kompowych poszerzają swoje spektrum, zaczynają patrzeć inaczej na wiele spraw…

Piszę o tym dlatego, że zmiana pewnych przyzwyczajeń w naszym podejściu do komputerów i internetu leży w zasięgu ręki każdego / każdej z nas! Bez wielkiego wysiłku możemy ułatwić sobie życie, a przy okazji zacząć bardziej świadomie korzystać z dobrodziejstw IT, wystrzegając się jednocześnie potencjalnych niebezpieczeństw.
Jako że teraz mam na laptopie zainstalowaną jedną z najpopularniejszych dystrybucji Linuxa, uznawaną jednocześnie (słusznie zresztą) za user friendly, postaram się jakoś w skondensowanej formie przekonać was, że małym nakładem pracy można ulepić sobie ładny, solidny, bezpieczny i… wolny system operacyjny.

Linux Mint, bo o nim mowa, w rankingu znanej strony o dystrybucjach Linuxa i o systemach BSD – DistroWatch, plasuje się aktualnie na trzecim miejscu pod względem popularności wśród wszystkich userów Linuxa (na drugim miejscu mamy distro Manjaro, a na pierwszym MX Linux). Mint swoją popularność zawdzięcza niezwykle przyjaznemu interfejsowi, stabilności i niezawodności w działaniu. Oprócz tego Linux Mint jest nawet w domyślnych ustawieniach, bezpośrednio po instalacji, po prostu ładnym systemem operacyjnym. Distro to bazuje na Ubuntu i Debianie, a zatem jego głównym walorem jest system zarządzania pakietami .deb, które są jednym z wygodniejszych rozwiązań w materii instalacji oprogramowania w świecie Linuxa.
Tyle w ogromnym skrócie nt. pochodzenia “miętowej” dystrybucji Linuxa. Osobiście preferuję Debiana, który jest jedną z najdłużej istniejących i jedną z najpopularniejszych dystrybucji. Debian jest praojcem mnóstwa innych dystrybucji, które na nim bazują, dzięki temu, że kod źródłowy jest wolny i otwarty i każdy może go wykorzystywać do swoich celów w ramach licencji GPL (General Public License). Debian, to również Umowa Społeczna, czyli zbiór pewnych zasad, jakimi kieruje się społeczność współtworząca tą dystrybucję Linuxa – dla mnie, jako dla anarchisty, umowa ta ma dosyć spore znaczenie.

Dlaczego więc wybrałem Minta, a nie Debiana? Kiedy sprawiłem sobie swojego Della, miałem koszmarnie mało czasu na cokolwiek, tym bardziej na poinstalacyjną konfigurację systemu. Debian nie jest w gruncie rzeczy skomplikowaną dystrybucją, ale wymaga jednak trochę pracy i konfiguracji bezpośrednio po instalacji, zwłaszcza że ja jestem zwolennikiem niestabilnej wersji Debiana, zwanej Sid2Debian pojawia się zawsze w czterech wersjach: Stable, Testing, Unstable, Experimental. W pierszej, stabilnej wersji znajdują się wyłącznie przetestowane i sprawdzone pakiety oprogramowania, nad którymi nie są prowadzone prace. Druga wersja, testowa, to wersja z pakietami, które wciąż podlegają aktualizacjom. Trzecia wersja, to wersja niestabilna, kapryśna i ryzykowana w użytkowaniu, ale za to z najświeższymi pakietami, które dopiero co pojawiły się w repozytoriach. Wersja eksperymentalna w zasadzie używana jest wyłącznie przez deweloperów i testerów Debiana, nie nadaje się ona raczej do biurkowej pracy w domu. Kolejne wydania noszą nazwy będące imionami bohaterów kreskówki Toy Story, a wersja niestabilna nosi zawsze nazwę Sid, a gałąź niestabilną niemal zawsze trzeba dopieścić i nieco “uczesać”, żeby system nie wysypał się nam przy okazji kolejnej aktualizacji.
Wybór padł na Minta, albowiem bezpośrednio po instalacji wystarczy jedynie zaktualizować system i ewentualnie pobawić się w ustawieniach wyglądu i… voilà! Mamy do dyspozycji system operacyjny + kilkadziesiąt gotowych do użytku aplikacji! Przeciętny użytkownik komputera, korzystający z netu, oglądający youtube, używający pakietu biurowego tak naprawdę nie musi już doinstalowywać niczego. System na starcie jest gotowy do działania.

Każde nowe wydanie Minta, to trzy środowiska graficzne do wyboru. Linux, w przeciwieństwie do Windowsa, oferuje pokaźny wybór rozwiązań wizualno-graficznych. To jak wygląda twój system zależy praktycznie wyłącznie od twojej wyobraźni. Możesz wybrać wydanie z domyślnymi środowiskami: Mate, Cinnamon i XFCE. Każde z nich wygląda nieco inaczej, każde ma plusy i minusy. Osobiście polecam XFCE, bowiem jest ono lekkie, konfigurowalne, nie obciąża zbytnio kompa.3Rzecz jasna możemy potem zainstalować jakiekolwiek inne środowisko graficzne (lub menadżera okien), jeśli te oferowane przez twórców danej dystrybucji nie spełniają naszych oczekiwań.

 

Linux Mint 19.3 Tricia bezpośrednio po instalacji. Dwa środowiska graficzne: Cinnamon (po lewej) i XFCE (po prawej).

 

Mint jest mega-przyjazny dla nowego użytkownika, zwłaszcza dla newbies, dla których jest to pierwszy Linux w życiu. Intuicyjna obsługa, łatwa aktualizacja systemu i aplikacji4W Linuxie zainstalowane aplikacje aktualizuje się wraz z całym systemem. Jest to bardzo wygodne, albowiem mamy zawsze najświeższe wersje zarówno jądra systemu, poszczególnych komponentów systemowych, jak i programów, których używamy. sprawiają, że praca na Mincie przynosi dużo satysfakcji i szybko wciąga w świat wolnego oprogramowania.

Pamiętajcie, że Linux, to przede wszystkim społeczność. W odróżnieniu od Windowsa, Linux nie jest tworzony “w ukryciu” przez jakąś pieprzoną korporację, ale każdy komponent systemu i to, co otrzymujemy w formie gotowej do działania dystrybucji jest efektem pracy deweloperów, wolontariuszy i zapaleńców, którzy robią to za darmo, dzieląc się owocami swojej pracy z całym światem. Dlatego też każda dystrybucja Linuxa posiada rewelacyjne wsparcie w postaci społeczności użytkowników i o każdej porze dnia i nocy znajdziecie pomoc w rozwiązaniu problemów ze swoim systemem. Wystarczy wejść na dane forum, stronę wiki, na youtube, na kanał IRC i ktoś zawsze wam pomoże!

To, co znajduje się w bebechach waszego kompa/laptopa, powinno zależeć od was samych. Z Linuxem to wy decydujecie, jakiego oprogramowania używacie, a jakie jest wam zbędne. To jak wygląda wasz system jest wynikiem waszych działań, To, czy wasz komp jest przyjazny, czy nie zależy od was i tylko od was.
Poniżej wrzucam moje screeny. Mój Linux Mint wygląda diametralnie różnie od domyślnej wersji po instalacji, bowiem takie właśnie miałem widzimisię. Na początku po prostu dostosowałem sobie wygląd domyślnego środowiska graficznego Cinnamon, pod własne potrzeby, zgodnie z własnymi jazdami estetycznymi. Efekt był taki:

 

Linux Mint | Cinnamon

 

Cinnamon, podobnie jak inne środowiska graficzne, oferuje spore możliwości konfiguracyjne, ale jednocześnie obciąża działanie kompa. To, co widzicie powyżej jest efektem “klikanego” dostosowywania wyglądu; używałem tutaj wyłącznie graficznych narzędzi jakie dostarcza mi Mint i poszczególne aplikacje. Doskonałą alternatywą dla DE (desktop environment) jest WM (window manager). Menadżery okien, to lekkie, szybkie i efektywne “maszynki” do poruszania się po waszym pulpicie, czy raczej po pulpitach5 W Linuxie standardem są wirtualne pulpity, których ilość zależy od waszych potrzeb. Sam obecnie korzystam z dziewięciu pulpitów, dzięki czemu praca na kompie jest o wiele bardziej wygodna i przejrzysta.. Jednym z moich ulubionych menadżerów okien jest Openbox. Cechuje go przejrzystość, prostota, minimalizm i super funkcjonalność. Wszystko zależy od tego, jak sami skonfigurujemy swój WM. Openbox wymaga jednak sporo cierpliwości dla początkujących userów Linuxa; wiele elementów tego menadżera musimy skonfigurować bez pomocy “klikaczy” – zaczynamy wtedy przygodę z konfigurowaniem naszego systemu z poziomu plików, których edycja powoduje zmianę wyglądu naszego pulpitu. Mój aktualny pulpit z Openboxem wygląda tak:

 

Openbox i Tint2 (status bar)
Openbox – bashtop (monitor systemu), Nitrogen (menadżer tapet)

 

i3wm – plik konfiguracyjny w edytorze tekstu vim

Jednak moja największa miłość w Linuxie, to TWM – tiling window manager. To rodzaj menadżera okien wykorzystujący całą przestrzeń pulpitu, idealny dla aplikacji tworzonych pod interfejs z linią poleceń, czyli pod terminal (konsolę) – podstawowe narzędzie z jakim zetkniecie się po instalacji Linuxa6Terminal jest tym, czego panicznie boją się newbies, terminalem doświadczeni userzy Linuxa straszą tych początkujących :D Tak naprawdę terminal jest rewelacyjnym narzędziem służącym do administracji systemem, do obsługi wielu procesów, czy jako interfejs aplikacji..
TWM charakteryzują się tym, że nawigacja w ich obrębie odbywa się głównie przy pomocy skrótów klawiszowych, niezwykle rzadko używa się w nich myszki / touchpada. Do najpopularniejszych menadżerów tego typu należą m.in.: AwesomeWM, dwm, bspwm, i3wm, i3-gapes, Xmonad, spactrwm, Ratpoison i wiele innych. Konfiguracja tych menadżerów odbywa się wyłącznie “ręcznie”, gdyż nie posiadają one graficznych narzędzi do konfiguracji – tutaj liczy się prostota, efektywność w działaniu, przejrzystość składni plików, w których sami wprowadzamy zmiany. Użytkownicy TWM piszą rozmaite skrypty, które dodają funkcjonalności i sprawiają, że nawigacja po takim menadżerze – gdy człowiek oswoi się z nim i pozna wszystkie skróty klawiszowe – jest o niebo wygodniejsza, aniżeli przy pomocy myszki (sic!).
Niegdyś byłem zakochany w AwesomeWM, naprawdę funkcjonalnym menadżerze napisanym w języku lua, używałem go kilka lat, ale poznałem i wypróbowałem i3. Od tamtej pory, mimo, że zdarzało mi się używać inne TWM-y, pozostaję wierny i3 i polecam go wszystkim!!! Poniżej screeny mojego aktualnego pulpitu z i3wm… Tak wygląda obecnie mój Linux:

 

i3wm – terminal + neofetch
i3wm – bashtop, ranger (menadżer plików), sxiv (przeglądarka obrazów), ufetch

 * * *

Z doświadczenia wiem, że jedni użytkownicy Linuxa, przechodząc np. z Windowsa do nowego systemu, korzystają wyłącznie z domyślnych ustawień i ich jedyną ingerencją w swój nowy system jest zmiana tapety, czy koloru ikon / okien. Po prostu cieszą się oni stabilną pracą kompa i nie zawracają sobie głowy grzebaniem w systemie. Inni, wręcz przeciwnie, zainteresowani możliwościami swojego nowego systemu operacyjnego, starają się dowiedzieć o nim jak najwięcej, próbują zmieniać to i owo, eksperymentować (część z nich zachęcona rozpowszechnioną w środowisku linuksiarzy opinią, że ciężko jest zjebać Linuxa :D), gromadząc jednocześnie nową wiedzę.
Nie należy wartościować obu tych grup użytkowników, uważając, że jedna jest lepsza od drugiej (nawet jeśli niektórzy użytkownicy np. Gentoo mówią inaczej :D żart, ofkorzzz…). Ja jednak przed wieeeeelu laty, gdy po raz pierwszy zainstalowałem Linuxa, postanowiłem zostać częścią tej drugiej grupy. Jako typowy newbie przeszedłem drogę przez mękę, dostając zjeby na różnorakich forach i kanałach IRCa, gdzie zadawałem głupie jak na początkującego pytania. W konsekwencji jednak z idioty, który wcześniej na Windowsie potrafił tylko korzystać z Worda i (po pojawieniu się internetu) z Opery, który nie miał zielonego pojęcia o instalacji czegokolwiek na kompie, nie wspominając o instalacji systemu, o partycjach na dysku itp. – z takiego niezbyt kumającego temat bałwana, “przepoczwarzyłem się” w linuksoida, który coś tam kuma w obrębie wolnego oprogramowania :D

Oczywiście wiele jeszcze przede mną i nie zamierzam osiadać na laurach. Niedawno wróciłem do rewelacyjnego edytora tekstu jakim jest Vim. Chcę też lepiej poznać CSS i HTML, no i oczywiście zacząć naukę Pythona – jednego z języków programowania… A pomyśleć, że kiedyś kumpel instalował mi Windowsa, a ja bałem się w nim nawet zmieniać wygląd, żeby czegoś nie spierdolić :D

Instalujcie Linuxa na swoich kompach! Przede wszystkim dlatego, że jest o niebo bezpieczniejszy, aniżeli Windows, jest do bólu przystosowany do indywidualnych potrzeb i to my jesteśmy panami swojego kompa, nie zależąc od widzimisię jakiejś pieprzonej korporacji. Bo Linux, to wolność i świadome korzystanie z zasobów oprogramowania i internetu!
Nie wrzuciłem tutaj tych wszystkich screenów [wyłącznie] dlatego, by szpanować :D Chciałem wam pokazać, że Linux, to mega-różnorodność – dla każdego coś, co siądzie mu najbardziej! Poza tym wiele inspiracji znajdziecie na Reddicie, w dwóch miejscach: r/unixporn i r/dekstops – to tam ludzie z całego świata chwalą się screenami ze swoich desktopów, w większości linuxowych, chociaż znajdziecie tam i maca i widnę… Wygląd, to nie wszystko, ale ma jednak jakieś tam znaczenie i jest w jakimś sensie odbiciem naszych gustów i estetycznej wrażliwości.

Jeśli kogoś z was zainteresowało to, co tutaj popełniłem – służę ewentualną pomocą przy wyborze i instalacji Linuxa. Kontakt ze mną: poprzez IRC, Jabbera/XMPP, chat w Telegramie, bądź email – wszystkie namiary na stronie “o mnie”

 

 

Shit happens… :) | Openbox

Podziel się:
0Shares

Hurrra! Przypadek chciał, że niejako przy okazji święta trupów sam stałem się półtrupem, który ledwo się rusza. Otóż… złamałem sobie żebro :) Okoliczności tego wydarzenia są wręcz śmiesznie prozaiczne, zatem nie będę o nich wspominał. Dość powiedzieć, że nie czuję się zbyt świetnie (eufemizm)…

Znajdując jednak złego dobre strony, jestem uradowany tym, że mam teraz tak dużo czasu, by nadrobić wszystkie zaległości książkowe! Jest tego naprawdę dużo. Ostatnimi czasy “ratowałem” się audiobookami, które mają jednak ten mankament, że usypiają człowieka relatywnie szybko i odsłuchiwanie przespanych rozdziałów wlecze się w nieskończoność.

Czekają na rozpoczęcie, jak i dokończenie lektury:

→ Jelena Czyżowa – Czas kobiet;

→ Zbigniew Domino – Syberiada polska ~ Tajga. Tamtego lata w Kajenie ~ Czas kukułczych gniazd;

→  Максим Кантор – Красный свет;

→ Michaił Zoszczenko – Punkt widzenia;

→ Robert David Kaplan – Bałkańskie upiory. Podróż przez historię;

→ Wojciech Jagielski – Wieże z kamienia;

→ Wojciech Górecki – Kaukaski tryptyk;

→ Marek Waldenberg – Rozbicie Jugosławii;

→ Dimitrij Wolkogonow – Stalin. Wirtuoz kłamstwa, dyktator myśli;

→ Peter Watts – Ślepowidzenie;

→ Shakib Siba – Nad Afganistanem Bóg już tylko płacze;

→ Wasilij Grossman – Wszystko płynie

To tylko czubek góry książkowej. Autentycznie nie wiem do czego najpierw się zabrać; w międzyczasie ostro pomieszałem sobie gatunki literackie i ciężko mi skoczyć np. z hard science fiction do ultra realistycznej literatury faktu traktującej choćby o Bałkanach. Jednak z uwagi na pogruchotane kości, czasu będę miał sporo, by nareszcie połknąć tyle prozy, ile trzeba!

Jutro postaram się skrobnąć coś o dwóch książkach, jakie przeczytałem niedawno. Pierwsza, to rewelacyjny cyberpunk z kategorii military science fiction, czyli Najemnicy, czeskiego autora Tomáša Bartoša. Druga książka, to Dolina nicości, Bronisława Wildsteina – rzecz problematyczna dla mnie, jako dla czytelnika nie pałającego zbytnią sympatią do Autora, który popełnił jednak całkiem niegłupi kawałek prozy.

* * *

Linuksowe duperele…

Zatęskniłem za Openboksem (sic!)… Zawsze uważałem ten menadżer okien za lepszy od Fluksa, mimo, że oba można potraktować bliźniaczo. Wiadomo, AwesomeWM rządzi i chyba nigdy nie “wyzwolę” się z fascynacji tym WM-em (gdyby tylko składnia w lua była jakaś… no… normalna :D:D), ale czasem miewam kaprys i przeskakuję na coś bardziej “klikalnego”…

Żadnej rewelki nie zrobiłem – ot, zwykła autorska konfiguracja z pozycji plików [~/.config/openbox], stary (nieco zmieniony) konfig tint2, wywalenie domyślnego menu (którego zawsze nienawidziłem zarówno we Flux… jak i Openboksie!) dodanie nitrogena do autostartu i zmiana domyślnej konsoli z urxvt na roxterm + zmiana kolorów w konsoli…

  • shell – bash;
  • WM – Openbox;
  • wallpaper manager – Nitrogen;
  • terminal emulator – roxterm;
  • system panel – tint2;
  • GTK theme – SempliceDarkest;
  • Openbox-theme – Arkid;
  • icon theme – AnyColorYouLike;
  • system/terminal font – Liberation Mono;
  • music – mpd + ncmpcpp/Sonata, moc, Exaile;
  • video – mplayer;
  • inet – Firefox, elinks, linphone, uGet, FireFTP;
  • irc/xmpp-jabber – weechat, bitlbee;
  • graphic – Gimp, Inkscape;
  • file manager – mc, Pcmanfm;
  • e-mail client – Icedove;
  • antivirus: clamav.

(Wiadomo, wszystko, co dużymi literami = aplikacje/funkcje GUI – cała reszta CLI)

clean
clean
dirty
dirty

AwesomeWM | trees theme

Podziel się:
0Shares

Wiadomo, AwesomeWM uzależnia…

Radykalnie zmniejszyłem czcionkę (no i wywaliłem – kapryśnie – Terminusa, na rzecz Droid Sans Mono [którego wrzuciłem też w GTK]; całkiem fajny font do długiego irc’owania albo czytania subskrybcji z newsbeuter’a – na URxvt*shading: 25 nie męczy oczu nawet po paru godzinach ślęczenia w terminalu), scaliłem kolorystycznie theme.bg_normal i theme.bg_focus, zmieniając tylko theme.fg_focus. Odchudziłem też oba wiboxy… Ikony pozostały te same, podobnie jak kolory urxvt. GTK widoczne na jednym ze screenów. Co do ikon w GTK, u mnie od lat rządzi ACYL! Theme wręcz idealny do minimalistycznych WM-ów, bajkowo konfigurowalny i pozbawiony blasków…

… a cały ten shit wygląda u mnie tak:

aw_trees1
fake clean
dirty
dirty
dirty
dirty
fake dirty
fake dirty

Moje zaktualizowane dotfajle (theme.lua ; rc.lua ; .Xdefaults) → tutaj

Dla miłośników cieniowania przez xcompmgr, linia autostartu do rc.lua:

awful.util.spawn_with_shell("xcompmgr -c -F -t-2 -l-4 -r4 -o.80 &")

Tapeta z netu → link