Tag: Czechy

Jak Bůh hledal Karla | wybrałem zły vlak…

Kumpel, który jakiś czas temu wyprowadził się w okolice Trzyńca (Moravskoslezský kraj, wschód Czech, czeski Śląsk) wysłał mi wczoraj link do dokumentalnego filmu, który obejrzałem z wielkim zaciekawieniem, ale i z ogromną nostalgią, albowiem Czechy, to bardzo newralgiczny punkt w moim nędznym żywocie. O ile na blogu tym na pierwszy plan wybija się zdecydowanie moja fascynacja Wschodem i około-rosyjskimi klimatami / tematami, o tyle Czechy – zarówno jako kraj, jak i pewien stan umysłu, którego za nic w świecie nie sposób osiągnąć w PL – stanowią już integralny element mojego życia, są źródłem bogatych wspomnień i szemrzących gdzieś tam “w

czytaj dalej

Já, Olga Hepnarová (reż. Petr Kazda, Tomáš Weinreb) 2016 – czeski Bernhard

Zabawne, jak postmoczarowski nacjonalizm (taaak, w 2018 mamy jeszcze do czynienia z podobnymi ścierwojadami, niestety) pomógł mi w odkryciu fenomenalnej polskiej aktorki w fenomenalnym czeskim filmie! Autorytarno-nacjonalistyczną gwiazdeczką youtube’a jest niejaki Wojciech Olszański vel Aleksander Jabłonowski; jak mawiają popaprańcy z Młodzieży Wszechpolskiej, “kawalerzysta na rowerze”, mundurowy przebieraniec, twórca Polskiego Frontu Narodowego (kurwa, ile to całe prawicowe neonaziolstwo miało tych frontów, zliczyć nie sposób…), proputinowski pojeb wydzierający mordę przed kamerą. Tyle o skrzywionym intelektualnie fanatyku. Wgniotło mnie w ziemię, gdy dowiedziałem się, że jest on ojcem niejakiej Michaliny Olszańskiej, młodej, cholernie zdolnej i pięknej aktorki, która zagrała główną rolę w rewelacyjnym

czytaj dalej

Jaroslav Rudiš – Cisza w Pradze | smažák, pivo a Nádraží Holešovice…

To nie będzie recenzja. Tak myślę. To będzie moja mała wędrówka; Praga, jakakolwiek by nie była i jakkolwiek by jej nie odbierać – nigdy nie znika, nie sposób jej wymazać z głowy, nawet gdyby bardzo się chciało. A ja bardzo nie chcę… * * * Gwiazdy nad Pragą zgasły. Lato się skończyło. Tak właśnie kończy się powieść Jaroslava Rudiša, Cisza w Pradze. Czeski, oryginalny tytuł (Potichu) jeszcze dobitniej splata się zarówno z treścią książki, jak i z jej zakończeniem… Kilka razy miałem okazję kupić/pożyczyć tą książkę w oryginale. Siedziałem na kiblu u znajomego Czecha, a na pralce leżało Potichu. Pomyślałem:

czytaj dalej
BloggerTelegramTelegramBlogger