дискраст w sidłach reklamy i marketingu

Podziel się:
0Shares

 

moje stare ziny

Z nostalgią wspominam dawne czasy, kiedy kleiłem i wydawałem punkowe ziny. Siedziałem po nocach nad maszyną do pisania, a xero, klej, nożyczki, tony ścinków prasowych i kolaży były podstawowymi “narzędziami edytorsko-wydawniczymi”. Ziny rozchodziły się w jakichś śmiesznych nakładach, ale z racji tego, że polska scena DIY HC/punk była mała, miło było później spotkać ludzi z drugiego końca Polski mówiących: czytałem twojego zina
Robiło się DIY ulotki “reklamujące” zina, rozdawało się je na koncertach, podrzucało się znajomym dystrybucjom, które wraz ze swoimi kasetami, naszywkami, koszulkami rozsyłały to w dalekie zadupia Polski. Bez internetu, bez profesjonalnych lśniących druków – partyzancko i z pogardą do reklamy jako takiej… Zmiany nadeszły dużo, dużo później.

Kilku znajomych permanentnie suszy mi głowę, abym bardziej starał się rozreklamować tego bloga. Może i słusznie, sam nie wiem. W sumie nie mam nic przeciwko, niemniej jednak nie wyzbędę się pewnych nawyków wynikających z mojego postrzegania praktyk promocyjnych w szerokim rozumieniu… Kultura konsumpcyjna reklamą stoi i ta potężna gałąź biznesu panoszy się już wszędzie. Internet w tym kontekście, to agresywne ad-kampanie, migające bannery, wkurwiające linki… To klikbajty, Faceshit, Instagramy, fanpejdże, Twittery i robienie wokół siebie możliwie największej kaszanki, by zostać dostrzeżonym. W tej części internetowego tłoku i ścisku nie ma dla mnie kompletnie miejsca i nie będę się wygłupiał na tym polu. Tutaj nie zmienię swojego zdania.

Jak wiecie, jestem zwolennikiem i użytkownikiem wolnego i otwartoźródłowego oprogramowania (free & open source software – FOSS) – poczynając od samego systemu operacyjnego na moich kompach (Linux i FreeBSD), poprzez wolne aplikacje z otwartym kodem źródłowym (Firefox, Thunderbird, Tor Browser, Gimp, Inkscape, Riot, VLC, LibreOffice, Stellarium i setki innych…), na wolnych i zdecentralizowanych usługach internetowych kończąc (np. platforma WordPress, mikroblogging na Mastodonie, społecznościowa federacja diaspora*, wolne i zaszyfrowane komunikatory na serwerach [matrix] etc.).
Pomimo tego, że ze wszech miar staram się popularyzować wśród znajomych idee FOSS i namawiać ich do przejścia na wolne oprogramowanie, opór materii jest znaczny i wynika bardziej z indolencji, niż z przekonania, że Facebook czy Twitter są lepsze, niż diaspora* czy Mastodon. Oczywiście nie są lepsze – są gorsze pod wieloma wzlędami i nie warto ich używać. дискраст nigdy nie będzie miał fanpejdża na Faceshicie, nie będę też liczył lajków na Instagramie.

 

дискраст w Mastodonie

 

Aby jednak wyjść masom naprzeciw, przedsięwziąłem pewne kroki promocyjne :D

Stworzyłem na Mastodonie konto tego bloga; mówiąc w skrócie, Mastodon, to mikroblog, taki anty-Twitter, na którym będę umieszczał zajawki o nowych wpisach i wszelkie krótkie informacje związane z tematyką bloga + jakieś tam ciekawe linki i inne duperele. Możecie wrzucić sobie link do przeglądarki, aby być na bieżąco względnie założyć  własne konto, śledzić profil mojego bloga, a przy okazji tysiące innych, mega-ciekawych inicjatyw, czy prywatnych ludzi z kręgu obrony wolności i bezpieczeństwa w necie, szeroko pojętego [h]aktywizmu obywatelskiego.

дискраст w Telegramie

 

Kolejnym narzędziem propagandowym tego bloga jest kanał дискраст w komunikatorze Telegram. Owszem, Telegram, to nie free software, ale musiałem tutaj znaleźć jakiś kompromis pomiędzy moją ortodoksją, a potencjalną dostępnością treści dla osób nie siedzących w klimatach FOSS. Telegram działa jak normalny komunikator tekstowo-głosowy, z opcją szyfrowania wiadomości. Posiada również możliwość tworzenia grup, kanałów i grupowych czatów. Kanał дискраст zawierał będzie niemal te same treści, co profil na Mastodonie, ale tam będę również wrzucał wszelkie linki i informacje “na gorąco”, gdy natknę się w necie na coś, co może Was zaciekawić, a co nie mieści się w konwencji posta na blog. Stamtąd możecie wygodnie i szybko dzielić się linkami z innymi.
Pod kanał дискраст na Telegramie jest bezpośrednio podpięty czat, na którym mogę z Wami pogadać na tematy okołoblogowe, czy jakiekolwiek inne. Przyznam szczerze, że bardzo liczę na taką interakcję z ludźmi, którzy czytają te wszystkie moje gluty :) To okazja, by poznać Wasze zdanie odnośnie spraw, które zdarza mi się tutaj poruszać. Telegram jest mega-wygodnym i przyjaznym narzędziem, by móc pogadać w kilka osób, bądź umówić się na jakieś głosowe pogaduchy – jestem jak najbardziej otwarty na kontakt z Wami! Instalacja Telegramu (w wersji na kompa, czy na telefon) + stworzenie konta , to dosłownie kilka minut. Oczywiście Telegram, to aplikacja cross-platform, a więc dostępna pod Windowsem, Linuxem, BSD, iOS i Androidem. Zachęcam zatem do instalacji i do wbijania na czat i na kanał дискраст!
Dla ceniących sobie kontakt mailowy mam nowy adres, dostępny na podstronie: o mnie | kontakt. Jeśli ktoś siedzi głębiej w zagadnieniach bezpieczeństwa w sieci i preferuje szyfrowaną komunikację, informuję że jestem dostępny również w sieci [matrix] i poprzez XMPP-OTR. Na dniach wrzucę też na bloga mój nowy klucz publiczny.

Jeżeli z nostalgią odnosisz się do oldschool’owych metod “promocji wizualnej”, kopiuj do woli i rozsyłaj gdzie byle poniższą “ulotkę” :D

Jeeb, jeszcze nigdy nie pisałem tyle o autopromocji. Koszmar :) Ufam jednak, że przezwyciężycie swoje lenistwo, odwiedzicie blogowy profil na Mastodonie i zainstalujecie Telegram, żebyśmy mogli wspólnie powymieniać się informacjami, poglądami i po prostu zwyczajnie pogadać – zapraszam!

666

дискраст ma nową domenę | mój śmietnik na chaos.social

Podziel się:
0Shares

 

OI POLLOI – Linux

дискраст dorobił się nowej domeny! Po prawie dwóch miesiącach niebytu w necie, blog mój nieszczęsny powraca – fuck, yeah!

Dlaczego w ogóle zniknąłem z sieci? Powód jest prozaiczny, związany trochę z moim wrodzonym: jakoś-to-będzie… Otóż wygasła mi ważność domeny discrust.net, pod którą od roku siedział дискраст. Domenę wykupiłem od wordpressa (konkretniej: od wordpress.com – właściciela darmowej platformy blogowej, która jednak oferuje różne bonusy, jak np. indywidualną domenę, w miejsce wordpress.com w adresie…). Gdy zakończył się okres ważności, nie przedłużyłem w terminie jej działania i po fakcie wordpress zaproponował mi zaporową cenę za odnowę domeny: ponad 300PLN (sic!). Czekałem cierpiwie ponad miesiąc, mając nadzieję, że domena discrust.net w końcu się zwolni i kupię ją na nowo, już nie od wordpressa.
Niestety, jak na złość, domena discrust.net jest do dzisiaj niedostępna. Nie chciałem bez końca czekać, tylko dlatego, by mieć .net na końcu adresu w blogu, ktróry – umówmy się – nie grzeszy ani wyjątkowością, ani popularnością :D Zdecydowałem się na .pl z uwagi na cenę oraz na fakt, że blog jest w 99% po polsku (nawet jeśli planuję więcej  wpisów po rosyjsku w najbliższym czasie); sam adres jest przy tym równie krótki i łatwy do zapamiętania jak poprzedni…

Oczywiście nie byłbym w stanie sam ogarnąć całej materii zmiany domeny i przyklejenia jej do mojego serwera z blogiem + zabezpieczenia bloga tak jak trzeba. Admiarał log0utov pomógł mi przeprowadzić moją blogową łódeczkę przez internetowe sztormy konfiguracji, za co bezapelacyjnie należą się mu szacun i wieeeelkie podziękowania!! log0ut, dzięki!

***

 

Mikrobloggingiem zajarałem się ładnych parę lat temu, obserwując jak powstają kolejne alternatywy dla Twittera – zdecentralizowane struktury i projekty mikroblogowe, w których każdy potencjalny użytkownik mógł postawić sobie swój własny serwer z oprogramowaniem FOSS (free & open source software) i podpiąć go pod całą sieć serwerów. Tak m.in powstały GNUSocial i Mastodon – właśnie tutaj docelowo znalazłem swoje miejsce. Na jednej z anarchistycznych instancji Mastodona: chaos.social mam swojego anty-Twittera…

Nie wiem dlaczego, ale traktuję mojego Mastodona jako dopełnienie tego bloga. Pamietam czas, gdy z różnych przyczyn nie pisałem tutaj kompletnie nic, publikując tylko od czasu do czasu statusy na chaos.social właśnie. Wtedy to otrzymywałem sporadycznie jakieś wiadomości od ludzi śledzących mojego mikrobloga, a czasem były to mentalne kopy w dupę, abym się wreszcie ogarnął i zaczął pisać coś konkretnego tutaj…
Tak więc w przerwach pomiędzy kolejnymi wpisami tutaj, wpadajcie na mojego mikrobloga – tam zazwyczaj wrzucam jakieś codziennie ochłapy z tego, co udaje mi się przeczytać, coś z runetu (ruskiego internetu), moje radiowe duperele, jakieś linuxowe, czy anarchistyczne info.

Po dłuuuugiej przerwie w funkcjonowaniu bloga, дискраст będzie wreszcie sukcesywnie zapełniany pulpą z mojej głowy; czuję potrzebę pisania, ale absolutnie nie mam tu na myśli zmanierowanej grafomanii tworzonej ku wątpliwej uciesze czytelniczej gawiedzi – nic z tych rzeczy. Ja po prostu muszę na nowo oswajać się ze słowem, muszę na powrót tworzyć w swojej głowie przestrzenie, w których słowo pisane naprawdę czegoś dotyka, naprawdę coś definiuje. To swoista forma “rehabilitacji”.. Tak to czuję..