::: zlew ::: | lasery i radiowa Trójka

Podziel się:
0Shares

Zbiorczy post, coby w jakiejś znośnej formie nie rozdrabniać się zbytnio i zawrzeć w jednym wpisie to, co kotłuje mi się w głowie… W ogóle ostatnio myślę nad tym jak rozwiązać problem natłoku myśli wszelakich i jak wpasowywać ten nurt nieuporządkowanego dumania w formę posta blogowego. Walczą we mnie dwie tendencje: przekształcić дискраст w blog monotematyczny, typowo poruszający kwestie Wschodu, Rosji, kultur Syberii i społeczno-politycznych aspektów w tej części świata, albo kontynuować pisanie o kilku dyżurnych interesujących mnie sprawach…

* * *

Niemal trzy miesiące kwarantanny wyszło mi dobre. Dosłownie i w przenośni. Nie powiem, że wykorzystałem / wykorzystuję ten czas mega-produktywnie, chociaż zaliczyłem wiele zaległych książek, zrobiłem porządek z kompem (zmieniłem system: o ostatnim przemeblowaniu linuksowym napisałem na Telegramie), opierdalałem się cudownie jak nigdy dotąd, ale nade wszystko odzyskałem sporo przestrzeni w głowie i wokół siebie…

 

 

Obecnie tkwię na wypowiedzeniu, wczoraj po raz ostatni byłem w pracy. Mogę powiedzieć, że była to sytuacja do przewidzenia. Po niemal dziesięciu latach pracy na laserach Trumpf mam już dosyć… Mimo, że lubię tą pracę, podoba mi się proces obróbki metali przy użyciu lasera, to jednak wyraźnie czuję syndrom “zmęczenia materiału”. Ostatnie dwa lata sprawiły, że widząc laser mam ochotę się puścić pawia. Rzecz jasna nie o sam laser chodzi, a o dotychczasową atmosferę w miejscu pracy; kiedy po dwóch latach przychodzisz ostatni dzień do pracy i wciąż masz wrażenie jakby to był twój pierwszy dzień w robocie, to chyba coś jest nie halo :/ Nie chce mi się o tym pisać bardziej szczegółowo, albowiem przemieliłem w głowie ten temat na wszelkie możliwe sposoby (co psychologicznie wyszło mi zdecydowanie na dobre – takie introspekcje, to solidna dawka “antydepresantów domowej roboty”).

Póki co jestem więc bezrobolem. I dobrze. Z wiekiem tylko bardziej utwierdziłem się w przekonaniu, że nie ma najmniejszego sensu rozpierdalać się na tysiące kawałków w nerwówce i pogoni za kolejnym miejscem pracy – byle szybciej, byle zachować “ciągłość zatrudnienia”, byle pod presją czasu i jebanego rynku pracy pozostać na powierzchni tego syfiastego bajora konkurencji. Jeśli ktoś w tym momencie zacząłby nawijać te suche kapitalistyczne mantry, że “takie są teraz czasy, stary!”, “tak działa świat!” – serio, wyrzygałbym mu się pod nogi.
Ta pieprzona kwarantanna1Używam konsekwentnie tego debilnego określenia, oficjalnie funkcjonującego w “czasach zarazy” włącznie dlatego, że realnie znajduję się w grupie ryzyka, jako astmatyk po kilku zapaleniach oskrzeli, po obustronnym zapaleniu płuc i sepsie… pomogła mi nabrać dystansu do wielu stresujących sytuacji, w jakich często znajdujemy się, będąc pod presją pracodawcy. Podobnego dystansu nabrałem do permanentnego wkurwa na współpracowników nie przejawiających jakiejkolwiek inicjatywy pro-pracowniczej. Przestałem emocjonalnie podchodzić do tego, że syndrom sztokholmski wciąż trzyma za ryj olbrzymią część klasy robotniczej. Gdy wszelakie sugestie tyczące się praw pracowniczych kwitowane są milczeniem, a spojrzenie twoich współpracowników mówi ci: jak to?! sprzeciwić się?! pracodawcy?!, wtedy opadają ci ręce… Bez robotniczej solidarności w miejscu pracy i poza nim (symptomatyczne: w ciągu dwóch lat nie byłem ani razu na piwie z kimkolwiek z pracy, nie wspominając już o jakichkolwiek innych towarzyskich spotkaniach) jest się skazanym na ostracyzm, a ten perfekcyjnie wykorzystywany jest przez pracodawcę. Nie chcę powiedzieć, że moje ostatnie doświadczenia, to obóz pracy i eksploatacja, bo tak oczywiście nie było. Chodzi mi o specyficzną atmosferę; jeśli codziennie przez dwa lata czujesz się kurewsko nieswój i jesteś wyobcowany w miejscu, gdzie spędzasz na dobrą sprawę połowę swojego życia, niechybnie rzuci ci się to na mózg.

Ostatnie miesiące spędzone w domu sprawiły, że w dużej mierze przewietrzyłem swój umysł… Udało mi się osiągnąć stan względnego spokoju wewnętrznego; radość i satysfakcja pojawiające się w prozaicznych sytuacjach, to deficytowe odczucia, o których istnieniu niemal zapomniałem. Teraz gromadzę siły i cieszę się z powodu dupereli – to ważne.

* * *

Na temat kondycji Polskiego Radia pod butem PISu napomknąłem w recenzji książki Hermanowskiego o historii polskiej radiofonii. Nędza i rozpacz. Trzeba być naprawdę tępym fiutem, albo tępym PIS-owcem (co chyba na jedno wychodzi, jeśli już jedziemy na fali obrażania zwolenników reżimu), aby nie widzieć tego, że zarówno strukturalnie, jaki i decyzyjnie/politycznie, mediami państwowymi rządzi obecnie Radiokomitet, czystej wody postkomunistyczny moloch mający w swojej garści nie tylko radio, TV, serwisy internetowe, ale również myśli i słowa pracowników tychże mediów.
Jakże często chce mi się rzygać gdy w Radio TOK FM wytresowani dziennikarze i dziennikarki jadąc na kalkach czystej michnikowszczyzny obnażają swój “obiektywizm” i profesjonalizm. Ten sam wylew syfu oglądamy w TVN24. Ale dostrzegając pewną gradację degeneracji i absurdu w dziennikarskim świecie, dochodzimy do granicy wytrzymałości naszego umysłu, docieramy do miejsca, gdzie rozum śpi, gdzie budzi się propagandowa bestia, gdzie nikt, naprawdę NIKT normalny nie jest w stanie wytrzymać. Wydawać by się mogło, że to kres, że dalej nie ma już nic… Hehe, co za brednie! To właśnie tam zaczyna się królestwo Radiokomitetu!

Putinizacja polskiej polityki jest widoczna jak na dłoni dla każdego, kto śledzi i polską i rosyjską rzeczywistość. Jest to dla mnie tym bardziej symptomatyczne, że Kaczyński i jego przydupasy ostentacyjnie od dziesięcioleci stroją się w antyrosyjskie piórka, podczas gdy ich systemowe “rozwiązania” są niemal żywcem wyjęte z teczek kremlowskich PR-owców. Dokładnie z tym mamy do czynienia w przypadku Polskiego Radia.
Cieszyłem się kiedyś, że kupiłem radioodbiornik z technologią cyfrowego odsłuchu radia DAB+. W Polsce póki co w DAB+ nadają wyłącznie stacje Polskiego Radia (z regionalnymi rozgłośniami i z kilkoma radiostacjami z projektu Radia Gminnego włącznie).I c o z tego, skoro w chwili obecnej jedynym programem radiowym nadającym się do słuchania jest “Dwójka”?

Oto, jak zjebanymi politycznymi decyzjami i machlojami można spierdolić tak potężne medium jak Polskie Radio! Za czasów Kwacha i Millera, za czasów AWS-u i aferzystów z PO również mieliśmy do czynienia z ręcznym sterowaniem i grzebaniem w radiowych bebechach, ale Polskie Radio ery Kaczyńskiego, to do kurwy nędzy, jakiś naprawdę koszmarny dowcip. Serio, spośród wszystkich stacji publicznych w chwili obecnej można wytrzymać jedynie z Dwójką (no i z niszowym Radiem Chopin, które de facto jest bliźniacze tematycznie z  Dwójką i można słuchać go jedynie na DAB+ i w necie) – cała reszta przeżarta jest pierdolonym PIS-owskim bełkotem!

Oczywiście nie od dziś wiedziałem o tragicznej sytuacji w Trójce. To najbardziej sponiewierana i upokorzona przez PIS radiostacja publiczna. Nie wiem, co buractwo przylepione do Kaczyńskiego chciało udowodnić rozpierdalając kompletnie redakcję tego radia. Jednym z argumentów byłą “dekomunizacja”, która w 2020 roku, a nade wszystko, w ustach tych jebanych hipokrytów (wśród których roi się od PZPR-owskiego koniunkturalnego ścierwa) brzmi cokolwiek groteskowo. Wyjątkowo antypatyczna menda (żeby nie użyć słów cięższego kalibru…), “dziennikarka” Dorota Kania, usłużnie przypomniała niedawno, że Trójka powstała w okresie stanu wojennego jako “wentyl bezpieczeństwa” dla wkurwionej PRL-em młodzieży, ergo: Trójka A.D. 2020 pozostaje medium komuszym, z układami, z zabetonowanymi klanami dziennikarskimi itd. Po pierwsze, mówi to babsko, które czerpie garściami i pławi się w obecnym reżimie dokładnie tak samo jak Urban pławił się w PRL-u. Po drugie – fakt, w Trójce “zasiedziało się” wielu starczych dziennikarzy, którzy utuczyli się na swojej sławie i stali się nietykalni, poza zasięgiem jakiejkolwiek krytyki (vide Mann, czy Niedźwiedzki żeby nie szukać dalej…); do Trójki w bardzo kontrolowany sposób trafiały nowe, młode głosy. To prawda. Ale jaki to ma związek z ogólnym profilem tej stacji? Czy tępe PIS-owskie świnie naprawdę kierują się quasi-logiką typu: jeśli w czasie stanu wojennego Trójka puszczała zagraniczną muzykę, by odwrócić uwagę młodych od opozycji, to niejako z automatu przedłużyła swoją “misję” na czasy po komunie? Czy taki myślowy bełkot ma jakieś pierdolone odzwierciedlenie w audycjach Oli Kaczkowskiej, albo miał odzwierciedlenie w audycji Wrzenie świata?

 

 

Afera z kawałkiem Kazika na pierwszym miejscu Listy Przebojów Trójki jest tylko ukoronowaniem tej PIS-owskiej porażki. Pokazuje ona doskonale jak cudownie, jak perfekcyjnie pionki przyspawane do stanowisk decyzyjnych dzięki władzy PIS restaurują komunistyczne struktury, jak strachliwe, wiernopoddańcze reakcje nijakich żołnierzyków tej patykowatej władzy mają wpływ na losy ogólnopolskiej stacji radiowej. Jak po ludzku nazwać obecnych włodarzy PR, Trójki? Tylko ślepy, albo głupi nie zauważy tych subtelnych, niewolniczych, żenujących decyzji – byle tylko przypodobać się temu śmiesznemu człowieczkowi z Żoliborza. Tutaj, Panie i Panowie, nie ma już miejsca na jakieś głębsze, wyważone refleksje – tutaj liże się dupę władzy otwarcie, ostentacyjnie, bezrefleksyjnie, tępo i poddańczo. Ten schemat w obecnej Polsce jest powszechny. Wie o tym również Dorota Kania, zaangażowana w ten polityczny rimming nawet bez stanu wojennego.

Kawałek Kazika, Twój ból jest lepszy, niż mój, wylądował na 1. miejscu 1998-go wydania LP3. Zaraz potem info o tym wyparowało ze strony Trójki i pojawił się komunikat dyrekcji radia, że lista została sfałszowana, a w/w kawałek faktycznie zajął 4. miejsce. Później zorganizowano konferencję prasową, na której pokazano “skandaliczny mechanizm fałszowania listy przebojów”, co tylko pogrążyło tą jebaną bandę radiowych decydentów.
Niedźwiedzki nie jest moim bohaterem, ani mnie on ziębi ani grzeje, nie należę do jego fanów. Skoro on, bądź jego asystent przy okazji odsiewania realnych głosów słuchaczy od “głosowań” botów dokonywali ręcznych zmian w kolejności utworów na liście Trójki, dlaczego czujne mordy radiowej wierchuszki nie interweniowały wcześniej? Może jakiś kawałek Deep Purple, Organka czy innego Pearl Jam również został na nielegalu wrzucony kilka oczek wyżej?! Nieee, to byłoby zbyt banalne! Usłużne sługusy władzy zareagowały, gdy na horyzoncie pojawił się kawałek, który cała Polska powinna wyśpiewać w ryj temu samozwańczemu quasi-Napoleonowi, zdziwaczałemu starczemu księciu ewidentnie nie-z-naszej-bajki! Kawałek Kazika rewelacyjnie wpisał się w to, co odpierdala się w tym kraju pod rządami Kaczyńskiego. Prymitywna, ludowa rytmika i melodia oraz tekst mega-celnie pokazujący wszechwładzę tego małego, zakompleksionego człowieczka i jego jeszcze mniejszych przydupasów…

Przy okazji, nie wiadomo który to już raz, obwołano Kazika zbuntowanym artystą, twórcą niemal politycznym, autorem protest-songów… Pusty śmiech mnie ogarnia, bo jeszcze nie tak dawno Kazik apelował, “aby dać szansę Kaczyńskiemu”.. Poza tym – umówmy się – Kazik nigdy nie był żadnym politycznym “piosenkarzem”. Kilka tekstów będących komentarzami do rzeczywistości politycznej (owszem, bardzo celnych!) nie czyni z niego “buntownika”… Zresztą o czym tu mowa :D Wychowałem się na takich kapelach jak Crass, Conflict, Minor Threat, Subhumans, Dead Kennedys… Z perspektywy DIY sceny anarcho-HC/punk Kazik jest tylko kolejną mainstreamową gwiazdeczką… Cenię kilka jego songów, bo są świetne. Tak jak ten prymitywny kawałek-skandal, który przyprawił o ból dupy szefostwo Polskiego Radia.

Wracając jeszcze na moment do Niedźwiedzkiego… Koleś prowadził przez 35 lat Listę Przebojów w Trójce. To najdłużej istniejąca lista przebojów w polskich mediach. Usłużne prawicowe ścierwojady “dziennikarskie” nadmieniły zaraz po aferze z piosenką Kazika, że Niedźwiedzki i tak chciał odejść z Trójki, więc przy okazji zrobił to “z przytupem”, windując sztucznie kawałek przeciw władzy na 1. miejsce listy. Tak na odchodne.
Ktoś w necie trzeźwo zauważył: Niedźwiedzki przez większość swojego życia prowadził w/w listę przebojów, wychował na niej kilka generacji słuchaczy (i chuj mnie obchodzi, co myśli o tym jakaś Kania) i nadchodzi 1998. wydanie owej listy… Pomyślcie – kto chcący “z przytupem”, skandalicznie opuścić radiostację, robi to dokładnie na dwa wydania do 2000-ej edycji Listy? Przecież gdyby Niedźwiedzki chciał rzekomo ręcznie wrzucić song Kazika na pierwsze miejsce, mógłby zrobić to właśnie w czasie jubileuszowego wydania! To byłoby odejście! Mógłby jeszcze wtedy mniej lub bardziej kulturalnie oznajmić na antenie: pierdolę waszą PIS-owską bandę, która zdemontowała Trójkę!

Po raz kolejny, po incydencie z cenzurowaniem listy przebojów, odeszła z Trójki kolejna – liczna! – grupa dziennikarzy. Nie wiem, kto tam jeszcze został, oprócz sprzątaczek, koniunkturalistów i takich antypatycznych pasożytów obecnej władzy jak Grzegorz Górny, Marcin Wolski (ikoniczny wręcz, żenujący przykład betonu PRL-PIS), czy Paweł Lisicki (prawicowy bełkot-Od-Reczy)…
Życzyłbym sobie, aby takie postaci jak Ola Kaczkowska czy Dr Wilczur, zwinęli swoje manele i wraz ze swoimi świetnymi audycjami opuścili PIS-owską Trójkę. Zawsze znajdą morze słuchaczy i wielbicieli – w necie i na innych radiowych falach!

Ja żegnam się z Trójką. Nie włączę tej stacji dopóki w tym kraju będzie rządziła ta skurwiała banda. Dopisuję Trójkę do kolejnych reżimowych stacji. Jeszcze niejako siłą rozpędu i moich fascynacji słuchałem tych kilku fajnych trójkowych audycji. Teraz nie ma to już najmniejszego sensu…

Bardzo podoba mi się jeden z ostatnich kadrów teledysku do piosenki Twój ból jest lepszy niż mój. Jest mega-symptomatyczny! Surowy. Prawdziwy.

 

 

Kaczyński, na pewno nie czytasz дискраста, hehe… Ale nic to, Drogi Przywódco! Z tego miejsca życzę ci, abyś – zanim kopniesz w kalendarz i spoczniesz six feets under – pozbawiony swoich dupolizów i sługusów wokół, zetknął się z takimi właśnie spojrzeniami wszystkich tych, którzy mają dość twoich pierdolonych politycznych fanaberii! Chciałbym żebyś spojrzał w te wszystkie wkurzone twarze i zesrał się ze strachu. Niczego innego ci nie życzę…

Taaa, dzisiaj wyjątkowo dużo bluzgów i mięcha we wpisie. Wyjaśnienie tegoż jest banalne. Gdy pewne sytuacje, o których myśli/pisze człowiek dawno opuściły granice zdrowego rozsądku, jeśli napór syfu, groteski i poronionych pomysłów ze strony władzy jest nie do zniesienia, wtedy każdy myślący człowiek jest zwolniony z ubierania swojego niezadowolenia w językowe subtelności. Każda władza, to gówno i wrzód na dupie. Jednak ta władza, to wyjątkowy przykład zgnilizny i post-PRLowskich wzorców… Jak śpiewał niegdyś jeden z bohaterów tego wpisu:

“[…] może bardzo wielu nie zrozumie tych słów, ale nie ma litości dla skurwysynów!”

··· podkład muzyczny: Fredag Den 13:e, Disable, Pan Daijing,Davaajargal Tsaschikher, Death Toll 80k

 

Radio

Podziel się:
0Shares

img_20161104_192940

Co tam w eterze piszczy? Cholera, ostatnimi czasy z prawdziwym radiowym eterem mam styczność wyłącznie na flach krótkich; wszelkie inne radiostacje, których słucham codziennie, odpalam albo w cyfrowej technologii DAB+ albo poprzez równie cyfrowy net. Trochę mało romantycznie, ale przyznam, że kiedy słucha się na codzień radia w DAB+, potem nawet FM w jakości stereo brzmi nędznie i płasko.

Medion spisuje się rewelacyjnie! Męczę ten odbiornik niemal 24h/dobę i serio, trudno byłoby mi przestawić się teraz na standardowy odbiornik FM. Bez Mediona jak bez ręki! Będąc poza domem korzystam z aplikacji Polskiego Radia, względnie z aplikacji PC Radio (z uwagi na wszystkie “moje” polskie i ruskie rozgłośnie w jednym miejscu i ze względu na świetny streaming). W robocie niestety jestem skazany na trzeszczące potwory typu RMF, czy Eska Rock – gwałt na uszach, wkurw i porażka…

Pdział na dzień i noc jest u mnie teoretyczny, tryb snu / nie-snu postawiony na głowie, zatem trudno powiedzieć, od czego (radiowo) zaczynam “dzień”. Zwyczajowo jest to Trójkowy Budzik, który często spełnia moje poranne życzenia muzyczne (pozdrowienia dla autorów programu i prowadzącego!). Potem przełączam się na Радио Свобода (Radio Swoboda – dawna Wolna Europa, redakcje: białoruska i rosyjska) i na Эхо Москвы (Echo Moskwy) – obu tych radiostacji słucham później w różnych porach dnia, ze względu na ciekawą antyputinowską publicystykę. Ostatnio równie często gości u mnie radio Коммерсант (Komersant) – podoba mi się spójna ramówka i do bólu informacyjny profil rozgłośni – dla miłośnika radia gadanego, to po prostu bajka!
Chcąc dowiedzieć się tego, “co myśli Kreml” wystarczy na chwilę (dłuzej się nie da, naprawdę…) włączyć Радио России (Radio Rosji), albo bardzo ekspansjonistyczny ostatnimi czasy państwowy projekt medialny stworzony przez putinowski reżim: Radio Sputnik. Sputink, to projekt międzynarodowej platformy medialnej, działający w kilkunastu (kilkudziesięciu?) językach świata, obejmujący strony internetowe i rozgłośnie radiowe – również po polsku. Sputnik, to propagandowa tuba Kremla. Toporna i mimo chęci – chyba mało skuteczna. Warto jednak posłuchać dzień, czy dwa, zapoznać się ze specyficzną – mówiąc łagodnie – optyką Kremla. Kiedyś, gdy bawiłem się już w krótkie fale radiowe, a internet był ciągle luksusem, codziennie słuchałem polskiej redakcji radia Голос России (Głos Rosji). Teraz od czasu do czasu włączam Sputnik i… dziwnym trafem niektóre głosy prowadzących dziwnie kojarzą mi się właśnie z tą starą polską redakcją w Moskwie. Symtomatyczne.

Ponadto dzień mija mi na przełączaniu się z Polskiego Radia 24 na TOK FM i odwrotnie. Zabawnie jest porównywać głosy Dobrej Zmiany i starej Michnikowszczyzny. Publiczne radio tonie pod naporem prawicowej gnojówki. PR 24 stara się być obiektywne, ale niestety ni chu… mu nie wychodzi… TOK FM natomiast obiektywnym być się nie stara i serwuje to, co zawsze serwowało… I tak przełączam się między dżumą, a cholerą…

Jedynki nie słuchałem już baaaardzo długo, zatem nie jestem w stanie powiedzieć, jak tam przebiega proces gnicia mediów “publicznych” (tfu! narodowych!). Czwórki posłucham, gdy grzebiąc w ramówce znajdę jakąś fajną audycję z muzą elektroniczną. Pozostaje zatem moja ukochana Dwójka, wspomniane PR 24 (aaa! zapomniałem dodać! PR 24 od 1 września jest słyszalne nie tylko na DAB+, ale i w paśmie FM, w większych miastach) no i biedna Trójka, którą gwałcą rozmaite Semki, Górscy i inni popaprańcy; mimo to Trójka jakoś się trzyma. Potrzeba jedynie odrobiny cierpliwości w odsiewaniu prawoskrętnych spadochroniarzy.
Nadające w DAB+ Radio Rytm raczej mnie nie bawi, albowiem serwuje się tam “bardziej ambitne” wersje RMF-owych i ZET-kowych hitów z dupy. Radio Dzieciom – nie słuchałem, ale domyślam się, że jest to spoko oferta dla posiadających dzieciaki – lepiej chyba puszczać dzieciom słuchowiska i radiowe bajki, niż tuczyć je telewizyjnymi animowanymi napierdalankami i oczopląsem.

Oprócz tego w czasie czytania słucham mnóstwa rozgłośni netowych z muzyką klasyczną, eksperymentalną, z typowym chillout’em czy ambientem. Ich lista (podobnie jak lista wszelkich innych radiostacji z całego świata) w Medionie sukcesywnie się powiększa , więc mam w czym wybierać.

Zacząłem też leniwie zimowy sezon nasłuchów na falach krótkich, zrobiłem sobie nowe anteny kablowe; po zmianie czasu na zimowy, zmieniło się wiele częstotliwości, ale z pomocą przychodzi rewelacyjna aplikacja na Androida: Shortwave Schedules. W kilka sekund znajdziemy tam każdą radiostację nadającą na falach krótkich i średnich (kryterium wyszukiwania po częstotliwości, czasie nadawania i po języku audycji). Jak zwykle przyda mi się ona przy każdym wyjściem z odbiornikiem globalnym w teren.
Póki co nic się u mnie nie zmieniło: wciąż nasłuchuję na dwóch odbiornikach: Tecsun PL-660 i Degen DE1103