Jessikka Aro – Trolle Putina. Prawdziwe historie z frontów rosyjskiej wojny informacyjnej

Podziel się:
0Shares

Zamieszczam tą recenzję tutaj, albowiem książka ewidentnie porusza “tematykę rosyjską”. Wszystkie inne recenzje książek popełniane przeze mnie znajdziecie na write.as oraz w mojej kapsule gemini pod adresem:

gemini://nuclear.discrust.pl/gemi/books.gmi

Muszę przyznać, że podszedłem do tej książki nazbyt powierzchownie. Sądziłem, że będzie to kolejna książka-ściema, perwersyjna kopia tematu z Wikipedii i kilku stron internetowych (jak ma to, niestety, miejsce bardzo często, gdy na rynku pojawiają się “książki o Rosji”)… Jakże się myliłem! Jakże się cieszę, że się myliłem!

Książka Jessikki Aro, Trolle Putina, to doskonała i heroiczna reporterska robota w temacie, który niejednemu reporterowi skręciłby kark już na starcie. Zjawisko internetowego trollingu akceptowanego, wspieranego i dotowanego przez państwo nie jest [już] zjawiskiem nowym. W tym jednak przypadku mamy do czynienia z wyjątkowym państwem i wyjątkowym głównym decydentem.
Gdy w światowych mediach zaczęło pojawiać się coraz więcej informacji nt “fabryki trolli” w Sankt Petersburgu, czyli państwowej, realnie istniejącej placówce zatrudniającej mnóstwo ludzi, którzy całą dobę monitorują światowe sieci społecznościowe i reagują wpisami (na wymyślonych profilach), zgodnie z oczekiwaniami władzy, Kreml gwałtownie zaprzeczył, po czym od razu przeszedł do ataku. Propagandowe machiny medialne w Rosji, 100%-owo zależne od decyzji Putina i jego najbliższych współpracowników, takie jak Russia Today, czy Sputnik momentalnie znalazły “dobitne przykłady” na to, że to właśnie Zachód jest kłębowiskiem podstępnych trolli, agentów i wrogów Rosji (Rosji właśnie – to dobitne podkreślenie jest istotne dla Putina, albowiem zawiera sugestię, że wrogie działania ze strony “obcych” są kierowane przeciwko narodowi rosyjskiemu, a nie samej [represyjnej i autorytarnej] władzy).

Dlaczego ten schemat jest istotny? Po pierwsze dlatego, że wynika on bezpośrednio z logiki działań najpierw sowieckich, a później rosyjskich służb specjalnych (CzeKa/NKWD/KGB, potem FSB i wojskowe GRU), po drugie zaś – jest to fundament szerokich strategii dezinformacyjnych rozmaitych agentur wpływu (również medialnych, jak w/w RT i Sputink) w obecnej cyber-wojnie. W zależności od okoliczności, specyfiki danej sprawy i aktualnych interesów Kremla, władze rosyjskie albo kompletnie ignorują dane zarzuty wobec niej, albo przeciwnie – organizują wielofrontowe, szeroko zakrojone kampanie internetowej dezinformacji. Kampanie, które złamały życie i karierę niejednemu dziennikarzowi, uczonemu, biznesmenowi, który postanowił otwarcie i rzeczowo ujawnić rozmaite fakty nt. korupcji, ukrytych zbrodni, finansowych wałków i operacji specjalnych prowadzonych i aprobowanych przez samego Putina.

Takiej zmasowanej kampanii rosyjskich (i pro-rosyjskich w innych krajach) służb oraz trolli posłusznych Kremlowi doświadczyła właśnie Jessikka Aro, jako dziennikarka fińskiej gazety. Obrzydliwe i nieprawdziwe ataki na jej osobę sprawiły, że była ona zmuszona do opuszczenia Finlandii.
Aro w swojej książce opisuje wszystkie swoje perypetie dziennikarskie, prywatne, sądowe i internetowe ze stronnikami rosyjskiego reżimu i z DOSKONALE naoliwioną maszyną trollingu, działająca za kasę z Kremla.
Zasięg putinowskiej wojny dezinformacyjnej prowadzonej na Twitterze, Facebooku, na rozmaitych portalach, to zasięg ogólnoświatowy. Gdziekolwiek pojawi się krytycyzm wobec działania rosyjskich władz, tam natychmiast pojawiają się trolle, “autorytety”, “świadkowie”, którzy robią wszystko, by zgnoić, ośmieszyć, zdyskredytować danego śmiałka, który odważył się podnieść rękę na rosyjską władzę. Najgorsze jest to, że w naprawdę wielu przypadkach kremlowskie kampanie dezinformacyjne okazują się skuteczne i światowe media łykają prowokacje i manipulacje Putina jako prawdę.

Jessika Aro szczegółowo opisuje swój własny przypadek, gdy wiele lat temu jako pierwsza w świecie na poważnie poruszyła temat petersburskiej fabryki trolli. Opisuje też realne i świadome kampanie Kremla służące ingerencji w wybory Trampa na prezydenta USA, czy brawurową aktywność obywatelsko-hackerskiej grupy ukraińskich aktywistów: InformNapalm. W Trollach Putina znajdziemy również inne przykłady indywidualnych wojen biznesmenów i dziennikarzy z potężnym walcem putinowskich cyber-psów. Wszystko doskonale udokumentowane, konkretnie i ciekawie opisane!

Co mnie drażni w tej książce i czego mi w niej brakuje? Otóż wkurza mnie modelowa, książkowa wręcz, sztuczna prozachodniość Autorki. Gdy Aro pisze o swoim zaufaniu do fińskich władz (które działały ospale w jej sprawie, gdy trolle molestowały ją w necie i wyzywał od kurew z NATO), do amerykańskiej administracji, czy instytucji międzynarodowych. To zaskakujący kontrast, albowiem wobec Kremla Jessikka Aro jest odważna i bezkompromisowa tam, gdzie niejednemu samczemu dziennikarzowi odpadły by jaja ze strachu już na początku dziennikarskiego śledztwa. Z drugiej zaś strony pisze ona o zachodnich strukturach medialno-państwowch jak z propagandowych podręczników nt “wolności i demokracji”. Szkoda, że nie zadaje sobie trudu zagłębienia się w temat “od zachodniej strony”; nie bądźmy dziećmi – nie wszystkie fundacje i grupy wsparcia z Zachodu, które pomagają finansować opozycyjne media w Rosji, w Białorusi, Ukrainie, czy w krajach azjatyckich, to po prostu “grupy wolontariuszy”. Zachodnia agentura wpływu nie musi być aż tak pancerna i rozległa jak machina Putina, ale nie oszukujmy się – podobną wojnę na fake newsy i manipulacje prowadzą również kraje “wolne i demokratyczne”… Tego w książce Aro nie przeczytamy.
Zabrakło mi również szerszego potraktowania spraw Snowdena i Assange’a. Oto bowiem ich przypadki wiele lat temu pokazały i zależności i samą scenę, na której rozgrywane są tematy na styku: media-internet-władza. Rozczulają mnie bezkrytyczni stronnicy w/w bohaterów światowego formatu oraz ich naiwna wiara w krystaliczność poczynań i charakterów Snowdena i Assange’a… Kto raz wpadł w wywiadowcze wpływy U$A i Kremla, już nigdy nie może być traktowany, jako w 100% wiarygodne źródło informacji (piszę to, uwzględniając świadome wybory obu kolesi, w toku ich spraw)…

Podsumowując – “Trolle Putina”, to świetny kawałek dziennikarskiej prozy dokumentalnej, rzetelnie udokumentowany i godny polecenia wszystkim interesującym się kształtowaniem polityk i strategii przez trolle, fake newsy, służby wywiadowcze państw. Kawał dobrej roboty! W tematyce ogólnorosyjskiej, to lektura jak najbardziej obowiązkowa!

дискраст zawęża tematykę | Zmian kilka na blogu | Protokół Gemini

Podziel się:
0Shares

Cóż, kiedyś to musiało się wydarzyć… дискраст zostanie dość radykalnie odchudzony tematycznie, uporządkowany i przygotowany stricte pod tematykę rosyjską, czy ogólnie wschodnią.

Decyzja o skupieniu się na w miarę spójnej tematycznie treści chodziła za mną już dawno, ale jakoś nie miałem ani weny, ani konkretnego pomysłu co do tego, jak miałoby to wyglądać. Pomoc w podjęciu decyzji przyszła nieoczekiwanie – w ostatnich kilku dniach.


W alternatywnych sieciach społecznościowych (Mastodon, diaspora*, Pleroma, GNU Social…) coraz częściej zaczęły pojawiać się wiadomości od ludzi, którzy zaczęli testować nowy internetowy protokół o nazwie Gemini. Gemini – w dużym skrócie i bez zbędnych technicznych szczegółów – to bardzo minimalistyczna alternatywa dla protokołu https, skupiająca się szczególnie na tekście, nie wymagająca takich “wynalazków” (powszechnie występujących w każdej współczesnej stronie internetowej) jak JavaScript, ciasteczka, wodotryski, a co za tym idzie, morze trackingu, wolne działanie stron, wolne ładowanie się grafiki / video i inne niespodzianki.
Gemini jest “podrasowaną” formą protokołu Gopher. Gemini, to prostota, bezpieczeństwo i ogólność. Protokół ten akcentuje pracę z tekstem, zamiast miliona “ozdobników” tak oczywistych na każdej “nowoczesnej” stronie internetowej; gemini, to bloki tekstowe, odnośniki do innych stron/podstron/grafik w osobnych liniach – czytelność i prostota formy. Gemini, to nie minimalizm dla samego minimalizmu, ale raczej powrót do początków, gdy to informacja była najważniejsza, gdy strony ładowały się szybciej. O wiele łatwiej będzie wam zrozumieć, w czym rzecz, gdy spojrzycie na screeny poniżej, na których znajdują się interfejsy klientów Gemini (czyli przeglądarek obsługujących protokół gemini; protokół ten bowiem działa na zasadzie: klient-serwer).

moja kapsuła gemini w przeglądarce Lagrange

Gemini powstał w 2019 roku i oczywiście od razu znaleźli się krytycy tegoż. Pojawiły się głosy wiecznych malkontentów, że to niepotrzebne, że ten sam efekt można osiągnąć również w tradycyjnym protokole http, że to głupi minimalizm, że brzydkie, że nikt nie będzie tego używał, że nuda itd…

przeglądarka Amfora
przeglądarka Amfora | intro mojej strony
przeglądarka Amfora | strona “o mnie”
przeglądarka Lagrange w wersji kolorystycznej, bez konsolowych fontów typu Monospace

A mnie gemini mega zafascynował! Doceniam jego prostotę i kocham jego minimalizm! Strony w gemini, to tekst i linki. Nic więcej. To informacja, czysty przekaz, treść. Czasem to również zabawy z artami i grafikami tworzonymi w ASCII (vide “nuklearne” logo mojego bloga w gemini – powyżej). Mimo tego, społeczność używająca protokołu gemini zajmuje się w necie dokładnie tym, czym zajmują się inni powszechnie publikujący na stronach http. Piszą blogi, udostępniają swoją twórczość, wymieniają się wolnym oprogramowaniem, wiedzą, doświadczeniami. W gemini udostępniona jest np. Wikipedia, YouTube, serwisy informacyjne, bazy danych, W gemini możesz słuchać radia, muzyki, korzystać z wyszukiwarek, cieszyć się informacjami z KAŻDEJ możliwej dziedziny. Różnicą jest jedynie forma – tekstowa; strony otwierają się błyskawicznie, nacisk położony jest na konkret, a nie na fajerwerki reklam, bannerów, dodatków, pop-upów – to właśnie przez ten cały śmieć gemini jest bardzo bezpiecznym rozwiązaniem! Każda przeglądarka gemini ma swój fingerprint, brak ciasteczek sprawia, że w protokole tym jesteśmy o niebo lepiej chronieni przed trackingiem, spywerem itd.

Co trzeba zrobić, aby przeglądać strony w protokole gemini? Nic wielkiego. Wystarczy jedynie zainstalować klienta gemini, czyli przeglądarkę. Tylko tyle. Dostępnych jest naprawdę wiele przeglądarek dla wszystkich najpopularniejszych systemów operacyjnych (Windows, iOS, Linux, BSD, Android), więc nie ma żadnej przeszkody, by nie rozpocząć przygody z minimalistycznym internetem! :)

Dlaczego o tym wszystkim piszę tak szczegółowo? Przyczyna jest bardzo prosta. Oto bowiem дискраст przechodzi metamorfozę: na obecnym blogu pozostaną jedynie wpisy odnoszące się do sytuacji w Rosji, do historii tego kraju, literatury i wszelkich innych aspektów życia. Oczywiście będę również poruszał tu kwestie związane z krajami byłego ZSRS – najogólniej rzecz ujmując, дискраст od teraz staje się blogiem “rosyjsko-wschodnim” w swoim wydźwięku i to właśnie taka tematyka będzie tu królować.

Co z innymi tematami, sprawami, pasjami z mojej strony? Otóż wszystko to będę publikował właśnie w protokole gemini – w minimalistycznej formie. W tym celu właśnie uruchomiłem własną kapsułę i gemlog w gemini. Skąd te kosmiczne określenia? Taki jest bowiem rodowód nazwy owego protokołu i ma swoje źródło w programie NASA, o nazwie Gemini właśnie (więcej naprawdę ciekawych szczegółów odnośnie nazwy i tego jak ma się ona metaforycznie do statusu protokołu w środowisku internetowym, przeczytacie w FAQ Gemini). Capsule, to po prostu prywatne miejsce w protokole gemini, twoja kapsuła, w której zamieszczone są treści publikowane przez ciebie, w tym tzw. gemlog – nazwa powstała z połączenia dwóch słów: gemini + blog. Inni używają również formy glog.

Moja kapsuła gemini funkcjonuje pod adresem:

gemini://nuclear.discrust.pl

Jeśli tradycyjne adresy internetowe rozpoczynają się od http:// lub https://, adresy gemini rozpoczynają się od: gemini:// – to będzie stały widok w twojej przeglądarce gemini.
Dwie polecane przeze mnie przeglądarki gemini pracujące na Windowsie, to Agregore Browser i Lagrange – przeglądarka cross-platform, dostępna również na Linuxa, BSD i macOS. Bardzo wygodna, elegancka i świetnie działająca pod protokołem gemini. Przeglądarką na iOS jest Elaho.
Klientów gemini na Linuxa jest tyle, że ciężko wszystkie wymienić.. W wresji GUI jak najbardziej polecam w/w Lagrange, a w konsoli koniecznie wypróbujcie Amforę! Jak dla mnie to najlepsza i najwygodniejsza przeglądarka gemini jaka istnieje.

Jeśli chcecie sami mieć swój blog w protokole gemini, ale nie do końca jeszcze wiecie, z czym to się je, możecie skorzystać z możliwości tworzenia bloga ze strony http, poprzez serwis gemlog.blue. Poza tym mocno polecam odwiedzenie tej strony i poczytanie o szczegółach projektu gemini.

Myślę, ze дискраст nabierze nowego kolorytu i stanie się ciekawszym blogiem z racji skoncentrowania się na jednolitej tematyce. Nie kasuję wcześniejszych postów nie związanych z Rosją, nie robię strukturalnych przemeblowań; wszystko, co do tej pory tutaj zamieściłem, pozostaje. Jedyna różnica będzie taka, że kolejne wpisy będą wyłącznie “rosyjskie” lub “wschodnie”, a kwestie związane z moimi filozoficznymi glutami, z Linuxem/BSD, anarchizmem, jakieś moje miniatury prozatorskie i każdy inny temat – wszystko będzie dostępne w mojej nuklearnej kapsule gemini, na moim gemlogu.

Zapraszam wszystkich serdecznie do zainstalowania przeglądarki gemini (w razie problemów, służę pomocą – odezwijcie się na Telegramie, mailem, przez Jabbera, na IRCu, jak chcecie…), do odwiedzenia mojej kapsuły i do zainteresowania się tematem… A дискраст funkcjjonuje dalej, tyle że w zawężonej formie :)


Przepiękne fotografie prowincjonalnej Rosji:
Alexandra KampinskiFacebook | Instagram

Dmitrij Głuchowski – Tekst | prawda słowa, prawda ekranu

Podziel się:
0Shares

Tekst, to wyjątkowo rosyjska książka. Oczywiście mógłbym sobie wyobrazić, że napisał ją, ktoś inny, jakiś inny autor z któregoś z byłych demoludów, ale mam wrażenie, że cala historia w niej zawarta rozpadałaby się jak spróchniała wieżyczka w dalekiej zonie, gdyby umiejscowić ją gdziekolwiek w zachodnich realiach…

Ilia – blady, wygaszony 27-latek opuszcza zonę po 7 latach odsiadki za posiadanie i handel narkotykami… Z dalekiego zadupia (bo jak inaczej nazwać Solikamsk?) przyjeżdża do Moskwy i jedyne czego pragnie, to spotkania z ukochaną matką, która zapewne już czeka na niego z gorącą zupą…
Z retrospektywy dowiadujemy się, że Ilia – zanim naznaczono go nieścieralnym piętnem zeka – był do szaleństwa zakochany, studiował, miał przyjaciół i szalał w jednej z moskiewskich dyskotek, do której wpadła milicyjna sfora. W ogólnym zamieszaniu Ilja pada ofiarą podbroski – jednej z najczęściej stosowanych metod rosyjskiej milicji; kryminalny Pietia, dowodzący “antynarkotykową” akcją w klubie podrzuca chłopakowi stuff i zamyka Ilię na 7 lat w kolonii karnej. Jest milicyjny awans, życie toczy się dalej…

Historia nabiera właściwego sobie rosyjskiego dramatyzmu po tym, gdy Ilia wraca do domu i dowiaduje się, że ukochana mama, zmarła na zawał dzień przed jego przybyciem. Zrobiła jednak gar jego ulubionej zupy. Jego była dziewczyna ułożyła sobie życie z innym, a on z resztkami rubli łaskawie wydzielonymi przez więzienne władze, niknie w oczach, zamroczony ruską wódą (pić, żeby się znieczulić, wytworzyć w głowie pancerz alkoholowej amnezji…).
Wyrusza w pijacką wycieczkę po centrum wielkiej Moskwy, odwiedza nawet dzielnicę z dyskoteką, w której siedem lat temu skończyło się jego szczęśliwe życie… Aby uniknąć spoilerowania nadmienię, że właśnie tam Ilia natyka się na swojego oprawcę – kryminalny Pietia po godzinach diluje prochami, więc pod pozorem kupna dragów Ilia zaciąga milicyjnego psa w zaułek… Wymierzona kara za siedem przeklętych lat w zonie okazuje się zbyt surowa, nie taka jakiej Ilia chciał. Gliniarz pada martwy, a spanikowany Ilia wrzuca jego ciało do pobliskiej studzienki kanalizacyjnej.
Podnosi tylko komórkę milicjanta, która wypadła mu z rąk, gdy chciał wezwać pomoc i ucieka z miejsca zbrodni…

Tutaj właściwie zaczyna się cała historia, a kluczowym elementem jest w niej telefon śledczego. Telefon, czy raczej przychodzące na niego wiadomości i połączenia oraz to, co do tej pory zgromadził na nim milicjant.
To, co dzieje się dalej jest surową alegorią, boleśnie wyrwaną z Dostojewskiego; to skok w kłębowisko obłędu, plątanina sprzecznych pragnień, próba przetrawienia konsekwencji czynów… Dmitrij Głuchowski wyrzygał dla nas współczesny dramat perfekcyjnie zakorzeniony w rozgorączkowanych instynktach i afektach bohaterów prozy Dostojewskiego.
Tak, wyrzygał. W języku rosyjskim jest cudownie sugestywne słowo oznaczające wymioty: рвота (czyt. rwota). Słowo to perfekcyjnie oddaje narrację książki, jest boleśnie konkretne, brzmi surowo i prawdziwie; Autor pisze językiem, który nazwałbym deklaratywnym, umiejętnie porcjuje on ból, krew i łzy, pomieszane w szaleńczym tańcu to pijanej, to zmęczonej głowy. Swego rodzaju skończoność ludzkich pragnień i cierpień splatają się tutaj w jedną ścieżkę, którą podąża główny bohater.

Miłośnicy Rosji zapewne docenią w książce moskiewski koloryt moskiewską szarość; szaleńczy puls ogromnej metropolii i urywany, niezdrowy oddech przedmieść Moskwy.

W 2019 roku reżyser Klim Szipenko kręci film pt: Tekst, a scenarzystą tego obrazu jest sam autor książki, Głuchowski. W roli Ilji występuje utalentowany rosyjski aktor Aleksander Pietrow

Nie zawsze zdarza się tak, że pisarz sprawdza się w roli scenarzysty. W tym wypadku nie musimy obawiać się czegokolwiek – Autor perfekcyjnie wywiązuje się ze swojej roli, dzięki czemu film jest naprawdę dobrą ekranizacją książki.
Obejrzałem Tekst zaraz po przeczytaniu książki, przez co nie wyparowały ze mnie emocje po lekturze. Wszystkim innym również polecam taką kolejność: przeczytajcie książkę, zróbcie sobie kawę i obejrzyjcie film.

··· źródło: youtube.com

Wielokrotnie spotykałem się z tym, że ludzie nie zaznajomieni z “ruskimi klimatami” mają trudności z uchwyceniem specyfiki współczesnej Rosji (współczesnej Moskwy, Petersburga itd…). Myślę, że dzięki temu obrazowi Moskwa choć na moment otworzy się przed tymi, którzy chcieliby ją dostrzec.
Pietrow fenomenalnie gra rolę Ilji zarówno w momentach radosnej euforii, jak i pijackiej depresji; to częsty “ruski rollercoaster”, dotykający miliony ludzi w tym kraju. W oczach niektórych Rosjan zatopiona jest jakaś wieczna udręka i ból, połączone z lśniącą nadzieją, że za rogiem, za horyzontem jest ciut lepiej. Że jest spokój. Wieczny spokój.

Rosyjskie ścieżki #3 | Jewgienija – Irkutsk

Podziel się:
0Shares

Witam wszystkich z małego syberyjskiego miasteczka!

Mam na imię Żenia, mam 24 lata. W chwili obecnej pracuję jako fotograf, głównie zbieram zlecenia na profilowe fotografie w Instagramie, ale wykonuję również indywidualne projekty twórcze.

Ogólnie rzecz biorąc mam wykształcenie techniczne i nawet pracowałam kierunkowo, ale teraz zdecydowanie wybrałam kreatywność (mimo tego nie żałuję, że wybrałam kierunek techniczny – to ciekawe doświadczenie, bardzo mi się podobało!). Teraz chcę spełnić moje wieloletnie marzenie: w listopadzie rozpoczynam studia psychologiczne. Bardzo interesują mnie ludzie, ich emocje, ich życie. Zawsze zastanawia mnie, dlaczego człowiek jest tutaj, w tym właśnie momencie, dlaczego jest taki, a nie inny?

Stawiam zdecydowanie na samorozwój, rozwój duchowy, staram się propagować miłość do siebie (również poprzez fotografię) i poganiać innych w kierunku rozwoju i osobistych osiągnięć :)

Dziękuję Łukaszowi za możliwość podzielenia się kawałkiem swojego życia!

Jeśli ktoś jest zainteresowany tym, co robię, oto strony z moimi pracami:

moja strona → www.evgeniasummer.ru
mój Instagram → evgeniasummer
profil na  Behance www.behance.net/evgeniasummer


moje prace: