Blue AwesomeWM

Podziel się:
0Shares

Dwa miesiące bez linuxa… Pewne okoliczności przyrody spawiły, że musiałem obyć się bez kompa. Tym bardziej miło było zobaczyć znowu desktop z moim ulubionym menadżerem okien. Zrobiłem dist-upgrade, uczesałem trochę to, co się po drodze wysypało (czysta kosmetyka: edit mpd.conf, porządek we wtyczkach audio/video itp.), no i przede wszystkim rozjaśniłem nieco pulpit, przez co stał się bardziej kontrastowy. Zmieniłem paletę kolorów w .Xdefaults i parę dupereli w rc.lua i theme.lua. Efekt jest taki:

ccc_dirty1Poza tym na nowo zainstalowałem identicurse (konsolowy klient GNU Social i StatusNet) i odświeżyłem newsbeutera. Pozostało mi jedynie wywalenie krzaków i błędów w skrypcie dźwiękowego powiadamiania w weechacie. Wszystko inne śmiga bajkowo. Oldschool CLI design rządzi!

AwesomeWM | mpd_text_box widget

Podziel się:
0Shares

To i tak było do przewidzenia… Wytrzymałem kilka dni zaledwie na Openboksie… Trudno, WM do klikania (jakim niewątpliwie Openbox jest), to nie zabawka dla mnie:) Może po prostu do dupy pracuje mi się na kompie, gdy z powodu byle nawigacyjnej dupereli muszę odrywać dłonie od klawiatury i miast skrótów klawiszowych, używać myszki.

W Awesome zmieniłem widget odpowiedzialny za wyświetlanie na dolnym wiboksie aktualnie odtwarzanego utworu przez MPD.  Polecam to rozwiązanie wszystkim, którzy lubią widzieć, co im tam aktualnie w ncmpcpp, czy w Sonacie gra. Widget jest banalny w konfigu (dodanie kilku linijek do rc.lua + skopiowanie i zapisanie skryptu oraz wrzucenie go do autostartu Awesome/do .xinitrc). Tradycyjnie przed restartem menadżera okien, proponuję wrzucić w terminal:

$ awesome -k

… coby sprawdzić sobie poprawność składni w rc.lua.

clean
dirty

… no i generalnie zabieram się za bliższy kontakt z pythonem – dla takiego tępego samouka jak ja, bez informatycznych studiów, będzie to jak jazda po pijaku maluchem bez siedzeń, ale… co tam! :D

Shit happens… :) | Openbox

Podziel się:
0Shares

Hurrra! Przypadek chciał, że niejako przy okazji święta trupów sam stałem się półtrupem, który ledwo się rusza. Otóż… złamałem sobie żebro :) Okoliczności tego wydarzenia są wręcz śmiesznie prozaiczne, zatem nie będę o nich wspominał. Dość powiedzieć, że nie czuję się zbyt świetnie (eufemizm)…

Znajdując jednak złego dobre strony, jestem uradowany tym, że mam teraz tak dużo czasu, by nadrobić wszystkie zaległości książkowe! Jest tego naprawdę dużo. Ostatnimi czasy “ratowałem” się audiobookami, które mają jednak ten mankament, że usypiają człowieka relatywnie szybko i odsłuchiwanie przespanych rozdziałów wlecze się w nieskończoność.

Czekają na rozpoczęcie, jak i dokończenie lektury:

→ Jelena Czyżowa – Czas kobiet;

→ Zbigniew Domino – Syberiada polska ~ Tajga. Tamtego lata w Kajenie ~ Czas kukułczych gniazd;

→  Максим Кантор – Красный свет;

→ Michaił Zoszczenko – Punkt widzenia;

→ Robert David Kaplan – Bałkańskie upiory. Podróż przez historię;

→ Wojciech Jagielski – Wieże z kamienia;

→ Wojciech Górecki – Kaukaski tryptyk;

→ Marek Waldenberg – Rozbicie Jugosławii;

→ Dimitrij Wolkogonow – Stalin. Wirtuoz kłamstwa, dyktator myśli;

→ Peter Watts – Ślepowidzenie;

→ Shakib Siba – Nad Afganistanem Bóg już tylko płacze;

→ Wasilij Grossman – Wszystko płynie

To tylko czubek góry książkowej. Autentycznie nie wiem do czego najpierw się zabrać; w międzyczasie ostro pomieszałem sobie gatunki literackie i ciężko mi skoczyć np. z hard science fiction do ultra realistycznej literatury faktu traktującej choćby o Bałkanach. Jednak z uwagi na pogruchotane kości, czasu będę miał sporo, by nareszcie połknąć tyle prozy, ile trzeba!

Jutro postaram się skrobnąć coś o dwóch książkach, jakie przeczytałem niedawno. Pierwsza, to rewelacyjny cyberpunk z kategorii military science fiction, czyli Najemnicy, czeskiego autora Tomáša Bartoša. Druga książka, to Dolina nicości, Bronisława Wildsteina – rzecz problematyczna dla mnie, jako dla czytelnika nie pałającego zbytnią sympatią do Autora, który popełnił jednak całkiem niegłupi kawałek prozy.

* * *

Linuksowe duperele…

Zatęskniłem za Openboksem (sic!)… Zawsze uważałem ten menadżer okien za lepszy od Fluksa, mimo, że oba można potraktować bliźniaczo. Wiadomo, AwesomeWM rządzi i chyba nigdy nie “wyzwolę” się z fascynacji tym WM-em (gdyby tylko składnia w lua była jakaś… no… normalna :D:D), ale czasem miewam kaprys i przeskakuję na coś bardziej “klikalnego”…

Żadnej rewelki nie zrobiłem – ot, zwykła autorska konfiguracja z pozycji plików [~/.config/openbox], stary (nieco zmieniony) konfig tint2, wywalenie domyślnego menu (którego zawsze nienawidziłem zarówno we Flux… jak i Openboksie!) dodanie nitrogena do autostartu i zmiana domyślnej konsoli z urxvt na roxterm + zmiana kolorów w konsoli…

  • shell – bash;
  • WM – Openbox;
  • wallpaper manager – Nitrogen;
  • terminal emulator – roxterm;
  • system panel – tint2;
  • GTK theme – SempliceDarkest;
  • Openbox-theme – Arkid;
  • icon theme – AnyColorYouLike;
  • system/terminal font – Liberation Mono;
  • music – mpd + ncmpcpp/Sonata, moc, Exaile;
  • video – mplayer;
  • inet – Firefox, elinks, linphone, uGet, FireFTP;
  • irc/xmpp-jabber – weechat, bitlbee;
  • graphic – Gimp, Inkscape;
  • file manager – mc, Pcmanfm;
  • e-mail client – Icedove;
  • antivirus: clamav.

(Wiadomo, wszystko, co dużymi literami = aplikacje/funkcje GUI – cała reszta CLI)

clean
clean
dirty
dirty

Sid – cisza po burzy

Podziel się:
0Shares

Lekki burdel w repozytoriach niestabilnej gałęzi Debiana (Sid) został uczesany i po wymianie serwerów z repozytoriami w sources.list.d, zrobiłem dist-upgrade. Poszło gładko i oprócz kilku dupereli, które lubią się zwyczajowo wysypywać po aktualizacji systemu (“naprawa” w konsoli trwa krótką chwilę), wszystko pięknie śmiga.

clean
dirty