Wolność w sieci | Mój debianoid

Podziel się:
0Shares

Rzygam już tą burzą wokół zablokowania kont społecznościowych Trumpa i innych prawoskrętnych ścierwojadów. Cała “afera” ma kompletnie żenujące podłoże i przede wszystkim mówi nam o jednym: polityczne świnie maści wszelakiej, dziennikarze i tzw. “opinia publiczna”, to koszmarnie tępa masa idiotów, która nie ma zielonego pojęcia, o czym mówi. Oto bowiem z faktu, iż Faceshit, Twitter, czy YouTube stosują mechanizmy banowania określonych kont, wyciąga się z automatu wniosek, że jest to “zagrożenie dla wolności w sieci”, a zatem uznaje się tą korelację za naturalną i oczywistą, choć tak naprawdę to kompletna bzdura i niebezpieczny kierunek w myśleniu o przestrzeni internetowej i wolności w niej.

Zacznijmy może od podstaw. Otóż Facebook, Twitter, YouTube, Google, Instagram i szereg innych korporacyjnych, scentralizowanych usług społecznościowych, z których korzysta tzw. większość, to ewidentne i pozadyskusyjne pogwałcenie wolności swoich użytkowników. Kropka. Korzystając z w/w sieci (usług), a zatem akceptując terms of service, automatycznie zrzekamy się wolności, stajemy się produktem na rynku danych, zostajemy zmieleni przez miliony algorytmów, a nasze dane i metadane są pieczołowicie gromadzone na serwerach tych gigantów, lub są udostępniane innym graczom na globalnym rynku. Jesteśmy nikim, jako świadomy podmiot ruchu internetowego nie istniejemy w w/w sieciach (to tylko kilka skromnych przykładów – w rzeczywistości każdego dnia sprzedajemy się wielu innym koncernom).

Obecnie mamy do czynienia z osobliwą, internetową formą syndromu sztokholmskiego, kiedy to sami użytkownicy tych sieci rozlewają krokodyle łzy nad tym, że sieci banują, blokują, usuwają! Wielkie oburzenie! Kiedy dodatkowo słyszę, że tzw. “poważni dziennikarze” krzyczą: to zagrożenie dla demokracji!, mój wkurw osiąga poziom krytyczny! Jak można być tak bezdennie głupim?! Jak można pierdolić takie chore brednie?!
Scentralizowane, korporacyjne sieci społecznościowe banują i usuwają, bo po pierwsze chcą i mogą to robić, a po drugie, użytkownicy tychże pokornie się na to godzą, akceptując kolejne zmiany w regulaminach, które sukcesywnie wysysają resztki quasi-swobody wypowiedzi… Jak można dobrowolnie zgodzić się na cenzurę i ograniczenia wypowiedzi, a potem płakać nad “wolnością”?! Czy wy macie po kolei w głowach?

Oczywiście spora część użytkowników tych sieci zdaje sobie sprawę, że jest coś nie tak z ich swobodą poruszania się i wypowiedzi, ale ulega stadnemu przywiązaniu do produktu, marki i “społeczności” – wszyscy mają Facebooka… Twitter jest tak popularny! jak to? bez Google? a jak coś wyszukać w sieci? Te debilne pytania [retoryczne] pojawiają się tak często…
Wszystkie scentralizowane sieci społecznościowe, to gwałciciele wolności i realne zagrożenie dla swobody jakiejkolwiek wypowiedzi. To oczywisty fakt, z którym nie ma sensu się spierać.

Wspomniany wyżej syndrom uzależnienia od oprawcy skutecznie blokuje próby wyzwolenia się z sideł korporacyjnych mediów internetowych; coraz częściej zrezygnowanie z używania Facebooka, czy Instagrama poczytywane jest za nie lada wyczyn, porównywalny z rzuceniem alkoholu, czy dragów. Z drugiej jednak strony korporacje tego typu nie śpią i robią wszystko, by przywiązywać ludzi do siebie jeszcze mocniej (szerzej piszę o tym w poście nt. jednego z filmów Netflixa).
Kolejnym, znanym przecież powszechnie, przykładem na to, że najbardziej znane sieci społecznościowe i korporacje internetowe mają głęboko w dupie jakąś tam wolność (poza – rzecz jasna – wolnością do własnej, możliwie nieskrępowanej działalności) jest ich ścisła współpraca z reżimami gwałcącymi wszelkie prawa człowieka (Rosja, Iran, Chiny, Białoruś itp.), lub z reżimami gwałcącymi tylko część owych praw (USA). Współpraca ta zakłada względną swobodę działania w danym kraju, pod warunkiem blokowania newralgicznych, niewygodnych dla reżimów informacji, lub przekazywanie [meta]danych użytkowników psom reżimów.

Internet powinien zostać wolny i anonimowy w takim zakresie jak to tylko możliwe do osiągnięcia. Tutaj nie ma żadnych kompromisów!
O ile kompletnie mnie nie obchodzi, że Faceshit, czy Twitter blokują konta jakichś prawicowych zjebów (skoro są na tyle tępi, że korzystają z sieci, które w regulaminach mają zawarte restrykcje, cenzurę i możliwości banowania – to ich pieprzona sprawa), o tyle nie godzę się na jakąkolwiek cenzurę (nawet owych prawicowych zjebów!) w internecie w ogóle! O ile w duchu cieszę się, że multikorporacje w ramach usług które świadczą, blokują politycznych palantów i wszelkie naziolstwo, a oni z kolei nie przymuszeni zakładają konta w tych sieciach, o tyle jestem przeciwny jakimkolwiek ograniczeniom wypowiedzi i aktywności w sieci (poza czołowymi scentralizowanymi machinami web social) – bez względu na to, jakich grup społeczno-politycznych to dotyczy.

Istnieją rozwiązania i sieci społecznościowe zbudowane na zupełnie innych pryncypiach: zupełnej wolności wypowiedzi, pozbawione cenzury, pozbawione zarządów, od których zależy profil danej sieci. To sieci zdecentralizowane, których struktura jest totalnie oddolna, oparta o otwartoźródłowe oprogrmowanie (free and open source software – FOSS), gdzie każdy użytkownik może postawić swój własny serwer z oprogramowaniem kompatybilnym z daną siecią i tam głosić swoje poglądy – na równi z innymi serwerami podłączonymi do sieci.
Tak właśnie działają wolne projekty typu: diaspora*, Mastodon, Fediverse, PeerTube, GNUSocial, protokół Jabber/XMPP i wiele wiele innych. Rozproszona, ale połączona sieć serwerów bez jakiejkolwiek hierarchii, bez centrum nadzorującego, gdzie to sami użytkownicy decydują o zawartości sieci społecznościowej, nie ograniczani przez kogokolwiek z zewnątrz.

Jeśli okazuje się, że w takich zdecentralizowanych sieciach pojawia się np. ktoś, kto ma ochotę postawić sobie swój serwer i skupiać na nim ludzi, którzy rzygają rasizmem, homofobią, faszyzmem, religijnym ekstremizmem, sprawa jest do ogarnięcia w kilka minut. To ja, jako indywidualny użytkownik , jako świadomy podmiot w owych sieciach blokuję do siebie dostęp treści, które uważam za gówniane i szkodliwe. Co więcej – ludzie w wolnych sieciach społecznościowych błyskawicznie wyłapują treści, z którymi się nie zgadzają i – metodą domina – serwer za serwerem, odcinają się od serwera z chorymi treściami. Ponadto – w każdym innym przypadku, w owych zdecentralizowanych sieciach i poza nimi – istnieją przecież grupy hacktywistów, którzy dokonują ataków na naziolsko-nacjonalistyczno-rasistowskie portale/serwery, niszczą infrastrukturę i na własną rękę walczą “partyznacko” w sieci w celu zniszczenia takich delikwentów; walka zamiast urzędniczo-kapitałowej cenzury! Świadome odsiewanie gównianych informacji od tego, z czym sami się zgadzamy i co jest nam bliskie! Ale wara państwu i korporacjom od internetu – te molochy zawsze blokują, ograniczają i zamykają “na ślepo”; dziś Trump, a jutro ty i twoi znajomi, bo w swoim mieście walczycie o nowy park, zamiast deweloperskich “szklanych domów”. Dziś naziole i homofoby, a jutro ty i twój blog, który nie podoba się jakiemuś fiutkowi z Rady Miejskiej.

Wolnością się nie handluje, wolności się broni! Dlatego zamiast kopać się z koniem, który kradnie twoje dane, knebluje ci gębę, cenzuruje za kawałek cycka na zdjęciu w sieci społecznościowej, czy za niepoprawne politycznie słowa, słówka, akcenty, warto pójść po rozum do głowy , skasować wszelkie profile w “oficjalnych sieciach społecznościowych” i… odetchnąć pełną piersią! Owszem, owe sieci będą przechowywać dane, których im dostarczyłeś/-aś – trudno, płacisz cenę za swoją głupotę.

Wyłącz internet w telefonie i w domu na klika dni. Idź na spacer, posłuchaj muzyki, poczytaj książkę, spotkaj się ze starym kumplem, odwiedź babcię… Wytrzymaj bez jebanego klikania i twitterowania przez dwie, trzy doby…
Potem zrób sobie kawę, usiądź przed kompem…
To dobry czas, by zastanowić się nad podjęciem kilku ważnych kroków, które zapewne nie uczynią cię totalnie wolnym w internecie, ale mocno ograniczą wpływ i dostęp do twojego komputera czynnikom trzecim. Tak, istnieją alternatywy dla Facebooka i Twittera! Tak, istnieje “niezależny Instagram”! Oczywiście, masz możliwość publikowania swoich treści video w alternatywnych wobec YouTube’a portalach! Jasne, że masz ogromny wybór wśród wolnych, otwartoźródłowych i bezpiecznych, nie szpiegujących cię komunikatorów, które zastąpią Viber, WhatsApp i Messenger! Możesz odzyskać kontrolę nad swoimi danymi, którymi dzielisz się ze znajomymi! Możesz prowadzić konferencje nie używając Zoom’a!

Trzeba tylko chcieć i zrobić ten pierwszy krok!
W komentarzach do tego posta i na naszym czacie w Telegramie (namiar na niego znajdziecie w zakładce “o mnie | kontakt” oraz w prawej kolumnie obok) możecie zadawać konkretne pytania odnośnie alternatyw dla mainstreamowych i ograniczających swobodę komunikacji / wypowiedzi mediów internetowych. W miarę skromnych możliwości, postaram się pomóc i odpowiedzieć na wszystkie wasze pytania!


Mój debianoid, Sparky Linux, ma się rewelacyjnie! Nie wiem, na jakiej zasadzie to działa, ale z Windowsem pożegnałem się 21 lat temu i od tamtej pory wciąż jaram się jak dzieciak tym, że używam Linuxa! Bez dwóch zdań – Linux, to moja pasja, ale i zwyczajna radość i komfort pracy na systemie operacyjnym, który od A do Z jest mój, którego konfiguruję stricte pod swoje potrzeby, który jest jak druga skóra. Działa jak ja chcę i wygląda jak chcę. Ogranicza mnie wyłącznie moja wiedza i wyobraźnia.

i3 – clean

i3 – dirty

Wciąż w codziennej pracy z kompem używam menadżera okien i3, a więc minimal, w 80% przypadków aplikacje konsolowe i wygoda nawigacyjna. Przyzwyczajenie do tiling window managers sprawia, że dosyć niechętnie człowiek przestawia się na “klikalne” środowiska graficzne, choć ja wiedziony nostalgią i pewnym przywiązaniem, przełączam się czasem na XFCE. Ostatnio miała miejsce aktualizacja tego środowiska graficznego do wersji 4.16, chociaż nie zauważyłem żadnych przełomowych zmian, XFCE pracuje mega-stabilnie i płynnie; wiadomo, że łyka ono nieco więcej zasobów CPU, aniżeli lekkie i szybkie i3, ale wciąż XFCE pozostaje środowiskiem graficznym w kategorii lightweight. Zresztą przy 16GB pamięci RAM na moim Dellu, kompletnie nie czuję obciążenia samym XFCE.

XFCE

Co poza tym? Otóż jakiś czas temu przeniosłem się na nową powłokę. Nie pamiętam, czy wspominałem o tym tutaj, czy tylko na kanale tego bloga na Telegramie (zaglądajcie tam, albowiem na kanale wrzucam naprawdę dużo małych, postrzępionych wiadomości, z których nie chce mi się robić osobnych postów – nie tylko ze świata Linuxa, ale i jakieś wtręty muzyczne, obserwacje wszelakie, ciekawe grafiki z netu, interesujące linki itd. ), w każdym razie porzuciłem domyślną powłokę bash, na rzecz powłoki fish.
Zmiana powłoki w Linuxie nie jest niczym skomplikowanym, a korzyści z takiej zmiany bywają zaskakujące, przynajmniej dla mnie, linuksiarza, który nie pisze kodu i nie musi brać udziału w niekończących się dyskusjach nt. tego, czy lepszy jest bash, czy zsh, czy fish itd.

powłoka fish w xfce4-terminal
jedno z narzędzi do konfiguracji prompta dostępne w powłoce fish

Powłoka fish charakteryzuje się prostotą obsługi i ogromem udogodnień, m.in. takich jak perfekcyjne autouzupełnianie komend (nieskończony limit ich zapamiętywania), mega-czytelne kolorowanie składni, bogaty panel konfiguracji powłoki przy pomocy komendy: fish_config, która uruchamia panel konfiguracyjny w domyślnej dla systemu przeglądarce. Fish, to także super-szybkie tworzenie aliasów, dzięki czemu długie komendy zamieniasz w jedno łatwe do zapamiętania wyrażenie (które po wpisaniu jednej, bądź kilku liter i tak zostanie ci podpowiedziane w terminalu).
W porównaniu ze starym bashem, fish to dla mnie wieeelka wygoda i szybkość pracy w konsoli. Polecam wszystkim wypróbowanie tej powłoki!

Zainstalowałem ncspot – konsolowy Spotify player i od razu się w nim zakochałem! ncspot jest prosty, czytelny, łatwy w nawigacji i w wersji CLI oferuje wszystkie funkcje dostępne w “reżimowej” wersji aplikacji Spotify…
Wyszukiwanie, albumy, artyści, playlisty, podkasty, tworzenie własnych kolejek – jest wszystko czego potrzeba do obsługi Spotify Premium. Polecam!

ncspot – konsolowa wersja Spotify Premium w akcji

Ponadto, w ostatnim czasie ostatecznie zdecydowałem się na używanie GNU screen’a jako domyślnego multipleksera. Dlaczego nie wybrałem – jak olbrzymia większość linuksiarzy – tmuxa? Bo nie :D Taki kaprys. Przyzwyczaiłem się do screen’a i spełnia on wszystkie moje zachcianki w materii nowych okien i wirtualnych powłok w terminalu, a wygląda on u mnie tak:

GNU screen

Odświeżyłem też nieco wygląd mojego weechata. To mój ukochany klient IRC i mogę w nim dłubać w nieskończoność! Zmieniłem nieco znaczniki i symbole, zastępując je FontAwesome (m.in. strzałki wejść i wyjść z kanałów – vide screenshot poniżej) i dodając dodatkowe odstępy w liście uczestników kanału dla lepszej czytelności. Zmieniłem też skrypt sortujący kanały i listę serwerów…

sesja screen: weechat, profanity (klient XMPP) i rtv (konsolowy czytnik Reddita)

Hmm… to chyba na tyle… Jeszcze raz zapraszam wszystkich na kanał tego bloga w Telegramie (podgląd tego kanału znajduje się w kolumnie po prawej) i na nasz czat tamże! Komentujcie, czytajcie, krytykujcie!

Rosyjskie ścieżki #2 | Ania – Chabarowsk

Podziel się:










0Shares

To druga odsłona Rosyjskich ścieżek… Nawiązując do pierwszej rosyjskiej opowieści (wywiad z Nataszą) – nie oddaliliśmy się zbytnio terytorialnie: pozostajemy na dalekim rosyjskim wschodzie, skąd bliżej do Chin, na Alaskę, czy do Korei Północnej, niż do Moskwy.

Ostatnimi czasy Chabarowsk (bo o nim będzie mowa w tym tekście) wrze, Chabarowsk i cały Chabarowski Kraj (spójrzcie na mapę, by ogarnąć jego wielkość!) 17-ty dzień protestuje na ulicach. Wkurwieni ludzie po raz pierwszy na taką skalę w Rosji wyszli na ulicę, by domagać się sprawiedliwości. Mają dosyć plucia im w twarz ze strony Moskwy i Putina. Obok głównego hasła wszystkich demonstracji: Przywrócić Furgala!, pojawiło się kolejne: Путина в отставку! (Putin – w odstawkę!).
Mocno zachęcam, by poszukać w necie szczegółów ostatnich zajść w Rosji. W skrócie chodzi o to, że Putin aresztował nagle gubernatora Chabarowskiego Kraju, Sergieja Furgala (pochodzącego z “opozycyjnej” partii LDPR), zarzucając mu zlecenie morderstw dokonanych rzekomo kilkanaście lat temu. Sprawa jest oczywiście kolejną kremlowską ściemą, kolejną “ustawką”. Putin nie mógł znieść, że Furgal, jako jedyny w Rosji gubernator w regionie wygrał w uczciwych wyborach i rozniósł w pył kontrkandydata z proputinowskiej partii Jedyna Rosja, a owa partia w regionalnej administracji kompletnie straciła władzę. Sam Furgal swoimi prospołecznymi decyzjami zyskał popularność większą od samego czekisty. Więc “ścięcie” Furgala było tylko kwestią czasu.
Ale tym razem ludność Chabarowska powiedziała: no pasaran! Cały region stanął w obronie “swojego gubernatora”, którego służby aresztowały i wywiozły do Moskwy. Ludzie domagają się powrotu Furgala, ewentualnego sądu na miejscu, w Chabarowsku, coraz głośniej krzyczą też: Putin złodziej!
Jeszcze nigdy na taką skalę żaden z regionów Rosji nie podniósł głowy przeciwko czekiście. I to wszystko tuż po żałosnym i sfałszowanym “referendum” w/s poprawek do rosyjskiej Konstytutcji i po tym, jak Duma Rosyjska “wyzerowała licznik” Putinowi, dzięki czemu może on rządzić Rosją do 2036 roku (sic!).

Zapoznajcie się z tematem w sieci, a tymczasem przeczytajcie relację mojej przyjaciółki Ani, mieszkanki Chabarowska, która uczestniczy w obecnych demonstracjach i wiecach. Ania, to przemiła, zawsze uśmiechnięta, diabelnie zdolna i ambitna dziewczyna z Dalekiego Wschodu, którą znam już kilka lat. Uwielbiam jej otwartość i entuzjazm – gdy zaproponowałem jej napisanie krótkiej relacji z tego, co dzieje się aktualnie w Chabarowsku, od razu się zgodziła. Dla zainteresowanych: Instagram Ani → tutaj.

Tekst i zdjęcia autorstwa Ani. Przypisy w kwadratowych nawiasach moje.

 

* * *

Uroczyście przysięgam być bezstronną…

Rozpalić słowem serca ludzi – to kompletnie nie moja profesja; dawno nie napisałam czegoś dłuższego, niż posty w rozmaitych sieciach społecznościowych.
Jest jednak temat, który chciałabym poruszyć – temat protestów w Rosji, protestów które jeszcze bardziej rozpaliły lato 2020 roku.

W moim kraju wszelkie działania związane z wyrażaniem niezadowolenia z poczynań władzy są bezpardonowo tłumione – taka właśnie forma polityki wewnętrznej znajduje odzwierciedlenie zarówno w Kodeksie Administracyjnym jak i Karnym, które przewidują realne kary (łącznie z odsiadką) za wiece, czy obraźliwe wypowiedzi pod adresem rządu / władzy.
Przez całe dziesięciolecia Rosja nie widziała naprawdę masowych niepokojów społecznych, co dało początek obraźliwej w gruncie rzeczy opinii, że “Rosjanie są cierpliwi i jest to integralna część ich mentalności”. W sytuacji, gdy mieszkańcy europejskich krajów wychodzą na ulice zawsze, gdy poczują jakąkolwiek niesprawiedliwość, Rosjanie pokornie tolerują powszechną samowolę państwa. Nie chcę się na ten temat zbytnio rozwodzić – nie jest tajemnicą, w jakim kierunku podąża proces gnilny tego postsowieckiego kraju.

Jednakże region, w którym żyję ja – Daleki Wschód – to “nie do końca Rosja”. To jej azjatycka część, podczas gdy do stołecznej Moskwy tysiące kilometrów. Od pięciu lat mieszkam w Chabarowsku, spokojnym mieście na granicy z Chinami, z populacją nieco ponad pół miliona mieszkańców.

Tyle tytułem wstępu do wydarzeń, które sprawiły, że cały kraj dowiedział się o naszym mieście.

 

W czwartek, 9 lipca, będąc w rodzinnym Kraju Nadmorskim, blisko pół tysiąca kilometrów na południe od Chabarowska, obudził mnie dźwięk nadchodzących ciągiem wiadomości: “Ania, czytałaś już, wiesz co się stało?”… W ten oto sposób dowiedziałam się, że gubernator Chabarowskiego Kraju [Siergiej Furgal] został aresztowany pod zarzutem zlecenia wielu zabójstw (co rzekomo miało miejsce piętnaście lat temu).
W ciągu dnia wszystkie sieci społecznościowe były pełne wpisów i postów z poparciem dla gubernatora; ludzie byli zszokowani, nikt nie rozumiał w czym rzecz, a nade wszystko nikt nie spodziewał się takiego obrotu wydarzeń.

Kim jest Siergiej Furgal dla Chabarowszczan? To gubernator, który nieoczekiwanie został wybrany przez mieszkańców regionu w 2018 roku. Osobliwe w owym zwycięstwie było to, że Furgal jest przedstawicielem formalnie opozycyjnej partii [LDPR – Liberalno-Demokratyczna Partia Rosji. Partia Władimira Żirinowskiego, obok komunistów w rosyjskiej Dumie, partia zwana “farbowaną opozycją” popierającą większość inicjatyw Kremla] i po raz pierwszy na Dalekim Wschodzie pojawił się urząd gubernatorski zarządzany przez człowieka nie związanego z partią prezydencką [Jedyna Rosja – putinowska partia-marionetka, posiadająca większość zarówno w Dumie Państwowej, jak i na wszystkich szczeblach władz regionalnych, “wygrywająca” permanentnie fałszowane wybory w Rosji].
Zwycięstwo Furgala w 2018 roku było tak niespodziewane, że władze Chabarowskiego Kraju nie zdążyły nawet przygotować operacji fałszowania głosowania – tak bardzo byli pewni, że dotychczasowa głowa regionu namaszczona przez Putina pozostanie u władzy. Ale coś poszło nie tak.

Nie mogę nie nadmienić o tym, że do zwycięstwa Furgala, Chabarowsk był oficjalną stolicą Dalekiego Wschodu, gdzie był skupiony również cały aparat administracyjny tego ogromnego regionu. Gdy tylko ludzie wybrali “niewłaściwego” człowieka, prezydent [Putin] momentalnie podpisał dekret o przeniesieniu stolicy z Chabarowska do portowego miasta Władywostoku.
Pozbawienie Chabarowska statusu dalekowschodniej stolicy zostało odebrane przez mieszkańców miasta jak splunięcie w twarz; zarówno ja, jak i wielu innych jesteśmy jednomyślni co do faktu, że właśnie w tamtym momencie [władza centralna] podłożyła bombę, która czekała aż dwa lata, by w końcu eksplodować.

Dwa dni po aresztowaniu gubernatora jechałam już na północ: z Primorya do Chabarowska. Na niektórych portalach informacyjnych pisano już o wiecu, który miał odbyć się w sobotę, ale wtedy naprawdę nie łudziłam się, że ktokolwiek odważy się wyjść na ulice.
Droga była koszmarnie długa, próbowałam spać w samochodzie przez kilka godzin, ale na próżno. Monitorowałam sieci społecznościowe, czytałam komentarze pod postami o wiecu. Jeden z nich szczególnie zapadł mi w pamięć:

Jutro cała Rosja dowie się, czym jest Daleki Wschód!

Przyjechałam na miejsce w sobotę, do wiecu pozostała jeszcze godzina, więc przejechałam się po centrum miasta; centralny plac, na który mieli przyjść ludzie ogrodzono płotem. Tuż obok spokojnie stało około setki osób… Rozczarowałam się, choć zapytałam w duchu samą siebie: “A czego ty się spodziewałaś?”
Poszłam do domu, znowu próbowałam zasnąć… Potem wzięłam do ręki telefon i po prostu mnie poraziło – moi znajomi z sieci społecznościowych prowadzili transmisje z centralnego placu Chabarowska, gdzie były tysiące ludzi! Tysiące dla miasta z populacją 600 tysięcy ludzi, to po prostu niewyobrażalna proporcja!

Od razu pojechałam do centrum. Ulice tonęły w korkach, ludzie jechali z flagami Chabarowskiego Kraju, masowo używali klaksonów, a na głównych ulicach zebrał się już dziesięciotysięczny tłum paradujący z transparentami: “Furgala z powrotem do domu!”, “Władza – to my!”, “Wolność dla Furgala”.
W podwórkach i w bramach stały samochody policyjne z odziałami do tłumienia demonstracji, po placu chodzili policjanci, ale nie robili żadnych uwag, nie przeszkadzali w proteście.

Jestem bardziej niż pewna, że radości w ludzkich sercach było nie mniej, niż w moim! Poczułam tak ogromną dumę z mieszkańców Chabarowska, odczucie którego nie doświadczyłam nigdy wcześniej. Była to jednak duma ze smakiem goryczy.
Wieczorem tłum stawał się coraz mniejszy, natomiast na drogi wyjechało jeszcze więcej samochodów robiących hałas klaksonami i krzykami: “Wolność dla Furgala!”. Do północy wszystko ucichło, chociaż ta cisza dźwięczała złowrogo. Dziennikarze oczekiwali od władz zajęcia oficjalnego stanowiska, władze czekały na instrukcje z Moskwy – nikt nie wiedział, co robić i jak się zachować.
Internet po prostu eksplodował! Wszyscy pisali o tym, co się stało, cały kraj zobaczył wideo z ulic Chabarowska, wielu pytało: “To naprawdę Rosja?! To dzieje się na serio?”

* * *

Dziś minęły dwa tygodnie od pierwszego protestu. Każdego dnia tysiące ludzi wychodzą na ulice z flagami, transparentami i hasłami. Najliczniejsze wiece odbywają się w sobotę w południe – wtedy to liczba protestujących sięga 30-50 tysięcy ludzi. Również w innych miastach regionu odbywają się solidarnościowe marsze i wiece. Na co czwartym samochodzie na ulicach widnieje naklejka z twarzą Furgala, bądź z popierającymi go sloganami. Wielu moich znajomych z różnych zakątków Rosji pisze do mnie: “Hej, ty przecież z Chabarowska! Jak tam protesty? Co się dzieje?. Umieszczam w necie moje zdjęcia z protestów, a w odpowiedzi dostaję wiadomości pełne wsparcia: “Jesteśmy z ciebie dumni!”
Wiele rozmawiam z innymi ludźmi z naszego regionu i wiem, że wszyscy oni naprawdę wspierają Chabarowsk. Popierają nas, albowiem Kraj Chabarowski, to nie jedyny podmiot w Rosji, który posiadając swoją unikalną specyfikę, musi żyć zgodnie z zasadami narzucanymi przez Moskwę.

Żaden federalny kanał państwowych środków masowego przekazu nie ujawnił prawdy o tym, co dzieje się w Chabarowsku [w chwili, gdy tłumaczę ten tekst, oficjalne media na smyczy Kremla tylko szczątkowo napomniały o protestach, oczywiście nie ujawniających ich prawdziwej skali, klasycznie komentując demonstracje, jako inspirowane przez prowokatorów z zagranicy, a mianowany przez Putina nowy gubernator-marionetka “rozmawia z protestującymi”, których rolę odgrywają policyjne psy w cywilu i “tituszki” – drechy pomagające władzy w rozwalaniu wszelkich protestów w Rosji]. Prezydent nie skomentował wydarzeń. Europejska część Rosji wydaje się nie zauważać tego, co dzieje się na Dalekim Wschodzie.

Ogień, który wybuchł kilka tygodni temu w Chabarowsku stał się dużym pożarem. W ostatnich dniach moskiewskie władze dolały oliwy do tego ognia – Putin już oficjalnie pozbawił Furgala stanowiska gubernatora, “z uwagi na brak zaufania” do człowieka, w którego obronie powstał cały region.

Zapewne by w pełni zrozumieć to, co dzieje się teraz w Rosji, trzeba tu mieszkać. Odczuć mieszkańców Dalekiego Wschodu nie sposób oddać jakimikolwiek słowami. Cały ten ładunek emocji tkwi w ludziach. Zatrzymanie i zamknięcie “naszego gubernatora”, to oczywiście doskonały powód, by wyjść i protestować, ale jestem przekonana, że to tylko czubek góry lodowej, w dół rozlewa się ludzka uraza, poczucie niesprawiedliwości, zmęczenie i złość na władze centralne.

Gdybyście poznali poziom życia tutaj, na wschodzie i tam, w europejskiej części Rosji, bylibyście w szoku.
Gdby wasz region nazywano pogardliwie “surowcowym bonusem” , bylibyście wściekli.
Gdybyście zrozumieli, że waszego gubernatora chcą skazać na dożywocie za przestępstwa których nie popełnił [fabrykowanie zarzutów, podrzucanie narkotyków, czy kompromatów to standardowa, codzienna niemal praktyka służb mundurowych na bezpośrednie polityczne zlecenie Kremla], a robią to tylko dlatego, że jego wiarygodność wśród zwykłych ludzi jest większa, niż popularność i zaufanie do prezydenta i tylko dlatego, że [choćby formalnie] jest opozycyjonistą – bylibyście wściekli.

Na początku tego tekstu przysięgałam być bezstronną.
Prezydent mojego kraju w 2000 roku również przysięgał, położywszy dłoń na konstytucji: być odpowiedzialnym za to, co dzieje się w państwie i chronić Rosję.
Nie wyszło ani mi, ani jemu.

“Barbershop punk” – rewelacyjny dokument!

Podziel się:










0Shares
Nie będę się powtarzał tutaj, bo opisałem ten świetny film dokumentalny na innym moim blogu, więc wrzucę tylko link.
Dodam jedynie, że Barbershop punk (Punk z chóru rewelersów), to dokument, który można teraz obejrzeć w ramach festiwalu Watch Docs. pełna wersja filmu + parę moich słów na jego temat znajdziecie TUTAJ.