Sidux vs Arch = Xubuntu

Podziel się:
0Shares
Po ostatnich zabawach z najnowszym Siduxem (który notabene zawsze imponował mi swoim “nieuczesaniem”), wróciłem jednak do Xubuntu. Po drodze zastanawiałem się, czy przy okazji przemeblowania kompa, nie odgrzać pomysłu zainstalowania Arch Linuxa. Ta dystrybucja zawsze mnie ciekawiła z uwagi na swoją kompleksowość i modularny charakter. Trudno, przy okazji spotkań z Archem, zawsze padałem na kolana przy konfiguracji. Nie wydaje się ona trudna, jednak zawsze coś tam popieprzyłem, jak choćby konfigurację połączenia netowego w powłoce.
W efekcie znowu Xubuntu (zrzut powyżej). Minimalnie zmodyfikowana wersja wyglądu, jaki zazwyczaj ustawiam po każdej instalacji distra z XFCE.

Małe przemeblowanie na desktopie

Podziel się:
0Shares
Dla relaxu, zmian kilka poczyniłem na pulpicie mojego Xubuntu. Żadnych rewolucji, ale jakoś przejrzyściej mi się wydaje. Poza tym ikony szczególnie przypadły mi do gustu; natknąłem się na nie przypadkiem, w czasie przeglądania pulpitów na www.linux.pl
~ tapeta: wygrzebana gdzieś w necie;
~ theme: Sickess Black;
~ ikony: Token Light (aplikacje na panelu) + Simply Grey (cała reszta);
~ kompozytor Xfce: włączony;
~ uruchomione: conky, aktualizacja bazy wirusów clamav, konsolowe sudoku i manual do downloadera aria.

Xubuntu z jajkiem 2.6.31-19

Podziel się:
0Shares
Dziś pobrałem nowe aktualizacje i jądro mojego Linuxa “podskoczyło” do 2.6.31-19. Niby nic wielkiego, ale mnie po prostu cieszy stabilność Xubu :) Od chwili zainstalowania nie miałem ŻADNYCH problemów z czymkolwiek (no, może parominutowe zamotanie, gdy Skype nie wykrywał poprawnie zamontowanej kamery) – po prostu wszystko działa bajkowo.
Na zrzucie aktualny pulpit, a na nim:
conky;
finch (z włączonym GG);
moc (z wrzaskami moimi);
tilda, w której odpalony jest links;
Exaile;
– okna: BlackRain ~ ikony: SimplyGrey.

Armagedon w distrach z jajkiem 2.6.31-16

Podziel się:
0Shares
Uff… nie chce mi się szczegółowo opisywać powodów, przez które ostatnio po próbie upgrade’u Minta do wersji 8 Helena, wszystko niemal się wysypało. Co prawda na stronie Minta najbardziej zalecanym upgradem jest pobranie iso z 8-ką, a nie apt-get dist-upgrade z 7 Glorii, ja jednak wolałem pogrzebać w konsoli i zrobić upgrade. Dość powiedzieć, że straciłem cierpliwość po paru próbach naprawienia konfliktów między pakietami i sypiących się xorg-ów (fakkk, czy xorg.conf zawsze musi być słabym punktem moich linuxów?!), bo potrzebowałem kompa.
W efekcie, po kilku próbach z innymi distrami, wreszcie zaskoczyło Xubuntu 9.10. Zaznaczam, że chodziło mi o jądro nowsze niż 2.6.28. Miałem nadzieję, że Debian, zainstalowany z netisnt CD,  zaktualizowany z Lenny’ego do Squeeze będzie sprawował się dobrze, ale lawina podobnych kłopotów z x-ami i brak czasu, skłoniły mnie do szybkiej instalacji Xubuntu 9.10.
Instalacja + apt-get upgrade przebiegły bez żadnych problemów. Po restarcie zaczęły się sztuczki. Przede wszystkim Xubu nie logował mnie ani w x-ach, ani w recovery mode (nawet pod rootem!). Sprawdziłem ustawienia użytkownika, xorg.conf,xsession + parę innych rzeczy – wszystko wydawało się OK. Mocno wkurzony (w uporem maniaka przypominam, że potrzebowałem kompa, a z windą nie chciałem mieć do czynienia). Wreszcie na jakimś forum znalazłem potencjalne wyjście tyczące się 9.10 – wywalenie xsplash. W bólach zalogowałem się w powłoce, wypieprzyłem xsplash i… restart.
Zadziałało! Logowanie bez problemu, zarówno pod XFCE, jak i w recovery mode i powłoce (a’propos – niby dlaczego system marudził z logowaniem w powłoce – co ma do tego xsplash???). Pozostało mi wywalenie paru niepotrzebnych aplikacji, zainstalowanie mojego “pakietu podstawowego” konsolowych programów i… jest dobrze.