Wieczne powroty…

Podziel się:
0Shares
Wrzesień 2011 – właśnie wtedy zawitałem na mojego własnego bloga ostatni raz, nie czyniąc tego z jakimś przesadnym entuzjazmem; jak napisałem wtedy, utraciłem jakąś elementarną zdolność do komunikowania się z innymi poprzez tą formę grafomanii. Wielokrotnie przez ten czas odnosiłem wrażenie, że to tylko czasowe, że zbytnio przyciąga mnie słowo jako takie, w szczególności proces jego mielenia w głowie, raz po raz rozwalanej przez rzeczywistość, która wbrew pozorom zmieniła się nie do poznania…