Yerba mate i Heidegger…

Podziel się:
0Shares

Za oknem piździ bezlitośnie, zima trzeszczy złowrogo, więc uzbrojony w termos z gorącą wodą, tykwę z resztkami Rosamonte i ruskie radio gdzieś tam w tle, wracam do Heideggera by nie zapomnieć jak smakuje ta kolosalna dawka “drżenia” i niepokoju…